Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śniadanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lutego 2018

Szlachcianka z Troszyna

Szlachcianką z Troszyna nazywają ...w Troszynie...jajecznicę. Czemu? Cóż...zgodnie z definicją z Najsmaczniejszej Listy jest to "Ścięta masa jajeczna z poszarpanymi kawałkami omleta, kawałkami wędlin lub wędzonek."

Wsi o nazwie TROSZYN jest kilka w Polsce, ta od jajecznicy to Troszyn w powiecie ostrołęckim, na lewym brzegu Narwi na obszarze północno-wschodniego Mazowsza, pomiędzy puszczą Białą i Zieloną. Dawniej ten rejon nazywano mazowieckim zaściankiem z uwagi na lokalizacje dośc dużej liczby zascianków drobnoszlacheckich. Tutejsza szlachta jadała tak samo opierając się na produktach z własnego gospodarstwa. Jako, że Mazowsze bogate nie było to posiłki składały się z kartofli, zboża, mleka i jaj. Owa bliskość szlachty i włościan pozwoliły na stworzenie wspólnej kuchni. Złośliwa, skądinąd nazwa, "szlachcianka" wzięła się ponoc z anegdoty o pewnej szlachciance, mało biegłej w sprawach kulinarnych gospodyni. Owa pani przygotowując posiłek ze zbyt małej ilość jaj, dodała do nich mleka i mąki, a w momencie smażenia potrawy nie udało jej się odwrócić placka na drugą stronę, więc porwała go na kawałki. Do jajecznicy z Troszyna dodaje się również skwarki, kawałki wędlin i wędzonki. No i tak powstała owa potrawa.

czwartek, 7 grudnia 2017

Śniadanie na Zamku Królewskim? Idziesz!

ŚNIADANIE SLOW FOOD NA TERRA MADRE DAY

ZAPROSZENIE NA OSTATNIĄ CHWILKĘ:)!!!

Już w najbliższy weekend Slowfoodowe Śniadanie Mazowieckie w Arkadach Kubickiego u stóp Zamku Królewskiego.
 

Kultowe wydarzenie organizowane przez Slow Food Warszawa od 9 lat. Kultowe z uwagi na "udział" najlepszych polskich, regionalnych produktów.  Zwłaszcza w tym roku są to najlepsze produkty z Mazowsza takie jak: ser kozi z Cegłowa, konfitura wiśniowa z Zakroczymia, wędliny od Krystyny Marcyjańskiej, wędzone ryby od Dariusz Marcinowskiego z Radziwiłowa czy chleby od Piwońskich. Warto byc i warto zjeśc:)

"W tym roku pojawią się również goście specjalni: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński opowiedzą o tym jak wykorzystują wątki kulinarne i stare polskie książki kucharskie (m.in. Marii Ochorowicz-Monatowej) w swoich powieściach. Kolejnym gościem specjalnym będzie Roman Gutek, z którym porozmawiamy o pierwszej edycji najdłuższego interdyscyplinarnego festiwalu w Polsce (i prawdopodobnie nie tylko): Podlasie Slow Fest. O produktach tradycyjnych i regionalnych porozmawiamy z Moniką Kucią - znawczynią tematu. Rozmowy poprowadzi liderka Slow Food Warszawa, Lucyna Zembowicz."










Zachęceni? 


10.12.2017 godz. 11.30

Miejsce: Arkady Kubickiego – Zamek Królewski, Plac Zamkowy 4.

wtorek, 4 lipca 2017

Mleko. Cukier. Wanilia

  Mleko cóż za cudowny temat. Oczywiście najlepsze od pani Hani ze Ślężan. Takie prosto od krowy lubię najbardziej ale gdy go nie mam wybieram (uwaga reklama pełną gębą): Piątnicę bo bez gmo albo Koneckie. Napatoczyła mi się taka krotochwilna rymowanka w tym temacie:
"Był sobie raz diabeł Rokita
 I przyszła do niego kobita
 Oddaje mu dusze i cało
 Bo jej się mleka zachciało"

Analizowac wierszyka nie będziemy za to skupimy się na najbardziej eleganckiej zupie mlecznej jaką znam. W dawnej Polsce zupę "nic" nazywano zupą z mleka z pianką. Pani Hania Szymanderska umieszcza ją wśród przepisów rodem z Warszawy. Prawdopodobnie przywędrowały do niej wraz z francuskim szefami kuchni bo przypominają bardzo îles flottantes. Z tym, że tam jest to beza zanurzona w kremie angielskim. Całkiem niezły pomysł na śniadanie, prawda? 


Zupa Nic


0,5 l mleka
3-4 łyżki cukru
2 jajka
1 łyżka proszku budyniu waniliowego
cukier waniliowy
sól 



Zagotowuję mleko z cukrem waniliowym i połową cukru. Oddzielam białka od żółtek i białka ubijam na sztywną pianę z odrobiną soli dodając powoli pod koniec 2 łyżki cukru.

Kiedy mleko zacznie się gotować, zmniejszam ogień do minimum. Nakładam łyżeczką ubite białko do mleka na 2-3 sekundy z każdej strony. Chodzi o to, żeby białko się lekko ścięło i trzymało formę. Po ugotowaniu odpowiedniej liczby "chmurek" zdejmuję mleko z gazu. Roztrzepuję w szklance żółtka, hartując je poprzez dolanie po łyżce gorącego mleka. Gdy w szklance mamy już ciepły płyn mleczno-jajeczny wlewam go do mleka i energicznie mieszam. Dodaję proszek budyniowy aby nadac kremowej konsystencji całości. Następnie stawiam na gaz i doprowadzamy do wrzenia. Zupa gotowa. Wlewam ją do miseczek i na górze układam "chmurki". No i "nic" jest gotowe.

piątek, 10 marca 2017

Jajko. Mięso. Cebula

Można nudnie jak to mówiły kiedyś reklamy dużego supermarketu (w tym miejscu na plakacie była smętna samotna para tenisówek) a można robic zakupy u nas (i na plakacie mieliśmy do wyboru z tuzin kolorowych tenisówek). W mojej głowie poranna zmiana myśli wprowadziła chaos. A ponieważ jak powszechnie wiadomo z chaosu wyłania się wcześniej czy później porządek to ....Wpadłam na pomysł aby zrobic wreszcie jajecznicę po mazowiecku. 

Polecam Wam gorąco lekturę artykułu profesora Dumanowskiego a dokładnie jego jajecznicowego dochodzenia. Kto by pomyślał z czego to robili jajecznicę bardzo postną skoro nie mogła byc z ...jajek. Albo ta z dodatkiem śmietany. O przepisie na "jajecznicę prostą" nie wspomnę. Pozwolę sobie go zacytowac:


Rozbij jajec, wlej na masło w rynkę, a usmażywszy, daj z rynką na stół. 
Możesz też cebulki młodej, zielonej albo pietruszki drobno ukrajać.

Przypomniała mi się od razu historia będąca już anegdotą właściwie o jajecznicy z przepisu Alicji Toklas, którą postanowiłam zrobic przeszło dekadę temu. Zastosowałam bez korekty przepis przyjaciółki Gertrudy Stein. Po zjedzeniu tuzina jaj usmażonych na kostce masła połowa rodziny chorowała...Może nie długo ale boleśnie...Na szczęście przepis na mazowiecką jajecznicę nie powinien nikogo cholesterologicznie zabic.


Jajecznica po Mazowiecku

6 jaj
1 cebula 
20 dkg mięsa mielonego
1 pomidor
masło klarowane
sól, pieprz


Cebulę drobno siekam i szklę na maśle klarowanym. Dodaję mięso i pokrojonego również drobno pomidora. Gdy równomiernie się uduszą wbijam jajka i powoli mieszam. Dosmaczam. Podaję.

Swego czasu jajecznicę po Mazowiecku podawano na Nowogrodzkiej w Zmysłach. Nie wiem czy dalej mają ją w menu...wiem, wiem, wystarczy kliknąc i sprawdzic...ale mi jajecznica stygnie i nie mogę. Sami sobie "wyklikajcie"!

piątek, 10 lutego 2017

Jagło. Mleko. Miód

  Przepis pochodzi z Kuchni Warszawy i Mazowsza pod redakcją pani Doroty Próchniewicz. Lubię kaszę jaglaną. Mam do perfekcji opanowany krupnik z jej udziałem i placek z dodatkiem pora i rodzynek. Gdy przeczytałam o budyniu pomyslałam: "czemu nie?". Jak pomyślałam tak zrobiłam a oto efekty:

Budyń jaglany 

3/4 l mleka
20 dkg kaszy jaglanej
2 łyżki masła
4 łyżki miodu
4 żółtka
2 jabłka
sól, cynamon

Kaszę gotuję w mleku z dodatkiem szczypty soli i cynamonu przez dwa kwadranse. Na pięc minut przed końcem dodaje starte na tarce jabłka. Zdejmuję z ognia i wbijam powoli żółtka. Całośc niezwykle delikatnie mieszam. 

Uwagi: dodałam żurawiny dla kontrastu smakowego i kolorystycznego.  

Kasza jaglana była jak podaje pani Barbara Ogrodowska w "Tradycjach polskiego stołu", charakterystycznym daniem w staropolskiej kuchni. Na Mazowszu Polnym czyli w okolicach Pruszkowa, Nadarzyna i Błonia do najczęstszych jaglanych potraw (nie jaglane to żur, barszcz, kapusta i kartofle) należała "bączka" czyli kasza jaglana z maślanką lub serwatką. O jadanych na Wschodnim Mazowszu (okolice Mińska Mazowieckiego i Kołbieli) "sójkach" nie muszę wspominac bo już o nich pisałam o TUTAJ. Podobne do sójek drożdżowe pierogi o tej samej nazwie znane są w kuchni radomskiej.

Wypróbujcie bo całkiem smaczne:)  


piątek, 3 lutego 2017

Omlety warszawskie

Omlety rodem ze Stolicy podrzuciła mi kiedyś L. Oczywiście znalazła je w menu warszawskich hoteli sprzed pół wieku albo i wieku. Postanowiłam więc zrobic dla każdego członka rodziny, inny omlet, i poczuc się jak w Grand Hotelu czy w Europejskim. W moim przypadku to w obu z nich od kuchni:)

Co do masła to proponuję spróbowac obłędnego Maslo-smietankowe-z-Radziwillowa

 
Omlet Grand Hotel

2 jaja
10 ml śmietany
5 dag parówek cienkich
6 dag wędzonego boczku
3 dag sera żółtego
tłuszcz, sól i pieprz

Parówki kroję w plasterki, boczek w kostkę. Boczek wytapiam i następnie dodaję parówki. Odkładam na bok. Jajka roztrzepuję ze śmietana z dodatkiem soli i pieprzu. Wylewam na patelnie, gdy się podsmaży dodaję nadzienie. Zawijam łopatką oba brzegi. Wykładam do żaroodpornego naczynia i zapiekam posypany serem.

Sugestia: lepszy jest z patelni z serem w środku.


Omlet Hotel Europejski

2 jaja
10 ml śmietany
1 łyżka dżemu pomarańczowego
1/2 łyżeczki rodzynek
tłuszcz, sól

Sos: 50 ml czerwonego wytrawnego wina, skórka cytrynowa, cynamon, goździki, cukier, 1/3 łyżeczki mąki ziemniaczanej

Miksuję śmietanę z jajkami i smażę. Następnie nakładam na niego namoczone rodzynki wymieszane z dżemem. Zawijam oba brzegi. Przekładam do naczynia żaroodpornego. Przygotowuję sos i polewam omlet do zapieczenia.

Wiem...wygląda okropnie...


Omlet Hotel Bristol

2 jaja
10 ml śmietany
8 dag sera twarogowego
żółtko
2 dag masła
2 dag cukru pudru
1 dag rodzynków
10 ml koniaku
tłuszcz, sól do smaku

Sos: 150 ml mleka, 2 żółtka, 3 - 4 dag cukru pudru, 2 dag masła, sól i wanilia do smaku

Masło ucieram z cukrem i żółtkiem. Mieszam ze zmielonym serem, rodzynkami i koniakiem.

Miksuję śmietanę z jajkami i smażę. Następnie nakładam na niego nadzienie. Zawijam oba brzegi. Przekładam do naczynia żaroodpornego. Przygotowuję sos: ucieram żółtka z cukrem masłem i przyprawami, dodaję mleko. Ubijam aby zgęstniało a nie przypaliło się. Następnie polewam omlet do zapieczenia.

Ten wyszedł jeszcze paskudniej:(


Omlet po warszawsku

2 jaja
10 ml mleka
20 ml śmietany
1 brzoskwinia z puszki
1 łyżka mięsa z pieczonej kury
2 dag orzechów włoskich
tłuszcz, sól do smaku

Orzechy sparzam i siekam. Brzoskwinię i kurę kroję w kostkę i mieszam ze śmietaną i orzechami. Doprawiam, podduszam 2-3 minuty.

Miksuję mleko z jajkami i smażę. Następnie nakładam na niego nadzienie. Zawijam oba brzegi. Chwilę trzymam na ogniu aby się smaki pożeniły.


  Osobiście lubię chyba omlety w nowszych wydaniach: szpinak, szynka parmeńska, szparagi, ser pleśniowy. O...

piątek, 20 stycznia 2017

Gdzie? Na Biobazarze

 
To było oczywiste, że wcześniej czy później (w moim wypadku później) będę wspominac o BioBazarze. Kilka lat temu przeżyłam okropne rozczarowanie tym miejscem stojąc w gigantycznej kolejce by wymienic stare agd-rtv na eko-soki lub choinkę. Temat na zupełnie innego posta...choc właściwie wolałabym by zniknęła ta historia w mrokach zapomnienia. Niedawno postanowiłam zajrzec do dawnej fabryki Norblina, zwłaszcza, że bazar działa aktualnie trzy dni w tygodniu (środy, piątki i soboty).
Zresztą aktualnie to się nie da nie konkurowac bazarowymi dniami, nieprawdaż? Tylko się z tego cieszyc. Przypomniała mi się scena z filmu "Masz wiadomośc" z Tomem Hanksem i Meg Ryan, idą rozmawiając i robiąc zakupy na lokalnym biobazarze... Było to tak bardzo dawno temu a ja z całego filmu zapamiętałam tą właśnie scenę. Bardzo im wtedy zazdrościłam:)

Wracając do BioBazaru. Te pięc lat "tradycji" i doświadczenia daje mu pewne "fory". Wybrałam się tam ponownie i bardzo przyjemnie się rozczarowałam. Industrialne hale, coś ulotnego z dawnej Warszawy w powietrzu, warsztaty dla dzieci, huśtawki. No wiele zmieniło się na lepsze. 

Cieszy mnie obecnośc wśród wystawców Grzybowej Arki i ich ekopieczywa. Sałat i ziół z "Bukietu Smaków". Joanki z jej genialnymi jabłkami, serów z Figi czy wyrobów z Kalinówki. Genialna szarlotka orkiszowa z bio-warzywniaka. Ech... A te śledzie...hm...rewelacja. No i fermentowany czosnek, którym się leczymy/raczymy wszystkie trzy.

Odwiedziłam każde stoisko choc oczywiście nie na każdym zrobiłam zakupy:) Byłam u ekologicznych pieczarek z Dąbrówki, w Zagrodzie Łąckiej i w Folwarku Miłkowiec. Odwiedziłam kiełki Kmity i Kalinówkę. Obowiązkowym punktem zakupowej wycieczki były ryby u Pawła i Pawła. 


Wszystkie powyższe miejsca polecam.


Na praskiej stronie działa też młodsza siostra tego miejsca czyli Biobazar w Soho Factory. Bardzo sympatycznie choc jeszcze nie tak bardzo jak w Norblinie...a może po prostu mnie się tu bardziej podoba:)





BioBazar Warszawa
ul. Żelazna 51/53
środy 10-18
piątki 16-20
soboty 8-16


wtorek, 15 marca 2016

Jajka. Perliczka. Wielkanoc




Na WIELKANOC w tym roku proponuję jaja perlicze z Grabiny Radziwiłłowskiej, bardzo mazowieckie i bardzo smaczne. Jajo perliczki jest ciut mniejsze od kurzego ale przede wszystkim różni się kształtem, bowiem z jednej strony jest zaokrąglone, podczas gdy druga wydłużona. Perliczki trafiły do Europy z Afryki dzięki portugalskim żeglarzom w XV wieku a do na nas około sto lat później. W drugiej połowie XIX wieku były bardzo popularnym ptakiem hodowlanym na Mazowszu obok gęsi, kaczek czy kur.

Wartości odżywcze w perliczych jajkach są znacznie wyższe niż w kurzych a do tego długo utrzymują świeżośc. Przekonałam Was? Jeśli tak  to zajrzyjcie do Grabiny Radziwiłłowskiej na ulicę Dużą 45.

Jak już będziecie możecie skusic się na perliczkę jako taką. Mięso jest bardzo delikatne i kruche a im starszy osobnik to w smaku przypomina dziczyznę. Oczywiście perliczki z wolnego chowu same sobie znajdują pożywienie ale by mięso miały smaczne warto szukac takich karmionych naturalnymi paszami zwłaszcza kaszą jęczmienną, otrębami, kukurydzą, grochem, siemieniem lnianym, ziemniakami czy bobem.

Dziwią Was perliczki w lokalnej kuchni? A pisał o nich już Reymont w „Chłopach” czy Dąbrowska w „Nocach i dniach”

Jaja perlicze z Grabiny Radziwiłłowskiej
 Gospodarstwo Rolne Wiśniewski Janusz
Tel. 504 197 616 
ul. Duża 45, Grabina Radziwiłłowska


Jajka perlicze można też nabyc drogą kupna pod halą Mirowską: polecam pawilon 78.


piątek, 7 sierpnia 2015

Domowe placki z jabłkami

Dziś kuchnia domowa. Placki z jabłkami cioci Jadzi przetworzone i dostosowane do naszych domowych potrzeb...coraz bardziej bezglutenowo. Oto więc przepis na letnie późne śniadanie piątkowe. Ale może byc niedzielne. Pierwszą niedzielę ostatniego miesiąca wakacji ...och nie bądźmy tak pesymistyczni...przed nami szklanka zawsze do połowy pełna...a jak sądzicie, że do połowy pusta to weźcie sobie mniejszą i przelejcie...


Domowe placki z jabłkami

1 szklanka mąki mieszanej: bezglutenowa galicyjska Balvitenu 3/4 i 1/4 gryczanej

2 jabłka antonówka
1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki cukru trzcinowego
kilka kropli prawdziwej wanilii
3/4 szklanki mleka
2 jajka
szczypta soli

Obieram jabłka ze skórek i kroję na pół plasterki. O usuwaniu gniazd nasiennych chyba nie muszę wspominac??! Jajka roztrzepuję z mlekiem. Wszystkie suche składniki mieszam. Następnie łączę. Dodaję jabłka i odstawiam na 5 minut. Smażę na złoto z obu stron. 


I nic więcej nie piszę tylko pędzę bo mi się kolejna "partia" przypali... 

wtorek, 23 czerwca 2015

Pierwsze śniadanie, drugie....

Targ Śniadaniowy to chyba najstarszy pomysł w Stolicy na "śniadanie na trawie". Żoliborski pomysł (na skwerze w Al. Wojska Polskiego) rozmnożył się w 2014 na Wolę i Moczydło a też i Targówek. I mnoży się dalej:)

Czy warto tam/tu zajrzec? Miejsce nie może byc uznane za "intymne" bo targ się nieźle rozrósł ale jest gdzie zrobic zakupy, pokucharzyc, zdeponowac kreatywnie dzieci...no i oczywiście zjeśc śniadanie.  W niedzieę proponuję wyskoczyc na drugie śniadanie wraz ze spacerem nad Wisłą, w okolicy klubu Pomost 511 na Le Targ nad Wisłą.

Targów co roku jest mnogość, jedne się pojawiają inne znikają. Taka już ich "gwiazdorska" rola. Wolę więc pewniaka jakim jest TŚ. Ale pamiętajcie, że imprez na Targu Śniadaniowym jest mnogość, warto więc obserwować ich FB Profil.





piątek, 22 maja 2015

Korzenie - Galicja - pasta twarogowa liptauer

Galicja....

"potoczna nazwa narzucona przez zaborcę i stosowana na określenie południowo-wschodnich ziem dawnej I Rzeczypospolitej (...), wchodzących w skład zaboru austriackiego". 

Na terenach zabranych przez Austrię znalazła się rodzina mojej ormiańskiej prababki. I właśnie tu poznała ona swojego austryjackiego męża. Przeglądając dokumenty rodzinne nie mogłam zrozumiec dlaczego mój pradziadek (ów opisany powyżej) miał inne nazwisko niż w akcie urodzenia... Dopiero kontekst historyczny potrafił mi to wszystko poskładac. Pradziadek jako zawiadowca stacji, czyli pracownik "budżetówki", w okresie XX lecia wojennego powinien byc Polakiem. Nie tylko z urodzenia czy wyboru ale i nazwiska. Takie czasy. 

Patrzę na zdjęcie pradziadka Artura i zastanawiam się czy u niego w domu mama Elisabeta robiła na śniadanie wiosną liptauera. Bo to właśnie jego postanowiłam zrobic w ramach kulinarnych inspiracji rodzinnymi korzeniami. Robert Makłowicz podaje inny przepis niż ten który poniżej "cytuję" za Hanną Szymanderską. Ta podaje, że "pikantna pasta serowa pojawiała się przed wojną na śniadaniowych stołach w maju, gdy sery pachniały łąką i ziołami. Kromka ciemnego sera posmarowana grubo dobrym masłem i przykryta grubą warstwą liptauera była prawdziwym przysmakiem".


Liptauer


300 g twarogu śmietankowego
100 g bryndzy
1 filiżanka gęstej wiejskiej śmietany
1 łyżeczka sparzonego kminku 
1/2 łyżeczki mielonej papryki
sól, świeżo zmielony pieprz

rzodkiewka
listki sałaty
kiełki rzodkiewek


Twaróg przecieram z bryndzą przez gęste sito. Śmietanę ubijam stalową (!!) rózgą...ale akurat takową pożyczyłam sąsiadce więc wykorzystałam klasyczne AGD. No więc ubijam z solą, pieprzem i papryką. Delikatnie łączę z przetartym serem. Wsypuję sparzony kminek, mieszam i układam "piramidkę" liptauera na talerzyku. 

Obłożyc sugerują rzodkiewkami, sałatą i kiełkami...ale nie ma konieczności.


piątek, 8 maja 2015

Warszawskie śniadanie


Dziś w Stolicy śniadania jako "wydarzenie" są bardzo trendy. Są śniadania na trawie. Targi śniadaniowe. A także śniadaniowe menu lub bufety, również śniadaniowe  w przybytkach gastronomicznych różnej maści. "Hipsterska taka moda"  - jak skomentowała moje zdziwienie menu śniadaniowym przeurocza panna kelnerka w restauracji X . Zdziwienie przeszło w zachwyt bowiem zdarza mi się dośc często w porze śniadaniowej właśnie krążyc po mieście moim kochanym. Krążę i krążę i cieszę się, że już nie muszę wybierac między kawą i muffinem w sieciówce kawiarni a bułką z nadzieniem w piekarni. Też sieciówce. Moda trwa w najlepsze będzie z górką dwa lata bo pamiętam pierwsze śniadaniowe jaskółki w 2011 roku. Chętnie podzielę się z Wami moimi ulubionymi miejscami ... na śniadania.  Nie będę też systematyzowac dzielnicami czy menu. Podam te miejsca które darzę sentymentem i na których się nie zawiodłam.Taką moją Fantastyczną Czwórkę.

Często bywam z Małą Zi na Mokotowie i tu zwiedziłam w ostatnich dwóch latach większośc miejsc "na śniadanie". Naszym ulubionym jest nomen-omen:

Śniadaniownia na ulicy Dąbrowskiego 38. Smakuje tu klasyka z żółtym serem, twarożkiem, serem zagrodowym, jajkiem na twardo i kurczakiem czy inny zestaw wiosenny lub jesienny. Pyszna owsianka ze smażonym bananem. Pieczywo jest świetne i wypiekane na miejscu. Gdy ciepło zasiedlam jeden z kilku stolików na zewnątrz by popatrzec na leniwą ulicy Stolicę.

Pewnie byłabym zachwycona Bułką przez Bibułkę na Puławskiej 24 ale niestety nie wjeżdżam tam swobodnie wózkiem co mnie dekoncentruje, deprecjonuje i depresjonuje... A szkoda bo świetne są ich bajgle i niebanalne zestawy "do środka". 


A w Centrum...tak, tak..każdy przecież bywa w centrum, śniadanie gdzie bardziej już centralnie w Stolicy się nie da czyli w:
Barze Studio w PKiN no koi nerwy, kochani, koi. A żołądek karmi taki np. zestaw z ziołowym twarożkiem w towarzystwie wędzonego na zimno śledzia do tego z jajem na miękko i pieczywem, oczywiście. Wytrawna owsianka z łososiem, serem bałkańskim bodajże i pestkami dyni...no maestria.

Na Żoliborzu bezdyskusyjnie śniadania smakują mi w:
Secret Life Cafe na Słowackiego 15/19. Pyszna kasza jaglana z olejem kokosowym, daktylami, migdałami i sezamem. Zestawy śniadaniowe mają bardzo dobre i z wyraźnym akcentem na wege.  Pewnie by nasza Apolonia Polenta chętnie tu zajrzała bo psy są mile widziane. Więc kiedyś ją zabiorę na śniadanie.

A na Saskiej Kępie do której ciągnie mnie z powodu rodzinnych konotacji prym w śniadaniach wiedzie: Kuchnia Funkcjonalna na Jakubowskiej 16. Śniadania tu późne bo od 11. Śniadanie angielskie z ziemniakami, sadzonymi jajkami, duszonym szpinakiem, smażoną szynką i pomidorem robi wrażenie. A jajkom po benedyktyńsku nigdy nie odmawiam.

A w Rosji w domach podają jeszcze kawę po Warszawsku i jest to zmielona kawa zalewana gorącym mlekiem z dodatkiem wanilii, cynamonu i cukru. O! Idealnie na śniadanie, na pochybel wszelkiej maści syropom przemysłowym do kawy, Proszę Szanownego Państwa.

Śniadanie w siódmym niebie można zjeśc na Jana Pawła II 23 w 99.  Tosty z wędzonym łososiem, szpinakiem, jajkiem po benedyktyńsku i sosem bearnaise to najwyższy stopień śniadaniowości. Ciabaty zwłaszcza ta z rostbefem genialne. Wszystko nobliwe choc z "zębem". Rekomendacja "Slow Food" dla 99 w przypadku śniadań na 100% zasłużona. Awaryjnym miejscem choc tylko w ciepłe dni z uwagi na ogromny thebeściarski ogródek (hamaki, leżaki, zabawki ect) jest ulokowane na dziedzińcu Muzeum Narodowego Cafe Lorentz. 

Swoją drogą tak się zastanawiam jak właściwie prawdziwie "warszawskie śniadanie" powinno wyglądac? Po dogłębnej analizie materiałów źródłowych (uff, ech, sapsap) to pierwsze skojarzenia: jajecznica, jaja sadzone, omlety. Na przełomie XIX i XX wieku, nawet w zamożnych domach, na śniadanie podawano mleko, kawę z mlekiem, herbatę, bułki lub inne pieczywo, jajka (gotowane lub smażone), konfitury domowe i miód. Maria Marciszewska w swojej książce „Doskonała kuchnia” pisała: 
„Do herbaty podaje się cukier rąbany z głowy, śmietankę, cytrynę pokrajaną w plasterki, starannie z pestek oczyszczoną i zależnie od upodobania obraną z wierzchniego naskórka. Jeśli herbata podana jest w godzinach rannych, to znaczy do śniadania, daje się do niej bułeczki, chleb, masło, wędliny, łagodne śmietankowe sery, marmeladę owocową, miód, ciasto, sucharki, tosty i grzanki. Kawa biała solidaryzuje się jedynie z mniej lub więcej wykwintnym pieczywem i ciastami – wszelkie wędliny, sery itp. nie powinny być podawane do kawy, a jedynie miód i marmelada”

piątek, 24 kwietnia 2015

Korzenie - Wielkopolska - Gzik

Pierwszy maja spędzałam kiedyś, jako dziecko, na pochodach pierwszomajowych. Nie pamiętam czy co roku. Pamiętam, że byłam z dziadkiem. Cudownie miec dobre dzieciństwo i dobre wspomnienia. Można z nich czerpac siłę w każdym złym momencie dorosłego życia. Albo zdjęcia prababek. Ze ściany przy kuchennym stole patrzy na mnie każda z nich. Pierwsza z lewej, Felicja P. z domu B. Niemcy prowadzili bardzo szczegółowe zapisy administracyjne. Ile można wyczytac między wierszami. Niewiele. Mogę domniemywac. Tajemnica rodzinna wisząca niczym gęsta mgła nad łąką. Przemilczane tematy, nieślubne dzieci urodzone przez dośc młodą, dziś powiedziano by, nastoletnią prababkę. Cień strasznego wuja prababki. 

Wiem, że na odświętny obiad lubiła przygotowywac pieczeń wieprzową z modrą kapustą i poznańską pyzą. Mój tata wspomina smak nerek cielęcych zawijanych w mięsie również cielęcym. To drugie "popisowe" danie prababki Felicji.

Nie znałam jej zapachu. Ciepła oddechu. Mam tylko fotografię. Patrzy na mnie silna kobieta. Uśmiecha się delikatnie. Może wpadłaby na śniadanie jeśli zrobię gzik?


Wielkopolski gzik

250 g świeżego wiejskiego twarogu
2/3 szklanki kwaśnej śmietany
pęczek szczypiorku
pęczek rzodkiewek
sól

Umyty szczypiorek i rzodkiewkę drobno kroję. Twaróg rozcieram ze śmietaną. Ponieważ użyłam ten od Ziembińskiego, tak jak śmietanę smak jest przedni. Doprawiam solą. 
Gzik jak malowanie:) na śniadaniowym stole. Dobry pomysł na sobotni poranek.