piątek, 27 września 2013

Zupa ze świeżych grzybów

Zupa ze świeżych grzybów ze śliwkami

40 dkg świeżych grzybów (podgrzybki, borowiki, koźlarze, maślaki)
20 dkg suszonych śliwek (bez pestek)
40 dkg kości wieprzowych
listek laurowy
3 ziarenka pieprzu czarnego
3 ziarenka ziela angielskiego
1 cebula
1 marchewka
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1/2 szkl śmietany gęstej
2 łyżki smalcu gęsiego
6 łyżek wody
sól, pieprz, 2 łyżki koperku



Zagotowujemy wywar z kości i przypraw. Śliwki myjemy i namaczamy w niewielkiej ilości wody. Następnie zagotowujemy. Mięso z wywaru razem ze śliwkami miksujemy i przecieramy przez sitko. Łączymy z koncentratem. Oczyszczone, umyte i osuszone grzyby kroimy w paseczki. Cebulę i marchewkę obieramy i myjemy. Obie drobno ścieramy. W rondlu topimy smalec, szklimy cebulę i dodajemy marchewkę wraz z pokrojonymi grzybami. Smażymy chwilkę a następnie przykrywamy i dusimy ok. 5 minut na niewielkim ogniu. Aby się nie przypaliły skrapiamy wywarem. Następnie zalewamy przecedzonym wywarem. Gotujemy i dodajemy zmiksowane śliwki. Doprawiamy solą i pieprzem. Zaciągamy śmietaną.



Przepis z KUCHNI POLSKIEJ pani Hanny Szymanderskiej - przepisy z regionu Mazowsza. 

-------------------------------------------

W książce pani Hanny przepis na klasyczną zupę z grzybów świeżych znalazłam ... ale w innym regionie. Tu na Mazowszu jadano ją z ... suszonymi śliwkami.  Pomysł bardzo ciekawy i doskonale sprawdził się na talerzu. Śliwki proponowałabym suszone łagodnie nie wędzone. Koperek nie przypadł tu mi do gustu. Ponownie ją robiąc spróbowałam z tymiankiem i wg mnie było lepiej.

A dla zainteresowanych zbieraniem : http://www.grzyby.pl/


wtorek, 24 września 2013

Stara Praga

Stara Praga


Miejsce o tej właśnie nazwie mieści się ... na Pradze, oczywiście. Targowa? To poza Ząbkowską bardzo praski adres. Tylko czy coś warszawskiego na talerzu będzie można tam znaleźć? Sprawdzam!

kuchnia warszawska na talerzu:
Miejsce oddaje "ducha" dzielnicy. Wnikam między domy i bramy, mijam sklepy z "mydłem i powidłem". Czuję się jak praska wersja Alicji z powieści Lewisa Carrolla. Bo czy ta dzielnica nie jest lokalną krainą czarów? 

Klimat Pragi w bibelotach i muzyce rodem ze zdartej płyty. W karcie są i nudne pierogi-samograje i propozycje "z kosmosu" jak choćby zapiekanki z szynką i serem. Dania kojarzące się z kuchnią warszawską takie jak flaki przygotowane są "na domowo" a nie wg. receptury lokalnej. Nawiązaniem do kuchni warszawskiej są pyzy w słoiku, inspirowane bazarem Różyckiego. W menu są i inne oldtimery: bułka z pieczarkami, meduza z lornetą, gięta z metra cięta czy Praski kawior. 

Bułka z pieczarkami to jak wehikuł czasu. Ćwierć wieku do tyłu w kilku gryzach. Nie jest to jednak "danie" do rozważań na temat kuchni i smaku. To tak jak wata cukrowa. Smakowało kiedyś i do tego beztroskiego "kiedyś" na przenosi. 

Lokal mały na "prawdziwą" kuchnię nie ma aktualnie szans więc zaproponowane menu jest w pełni usprawiedliwione. Co do oryginalności "kuchni warszawskiej" miałabym pewne sugestie. Przydałaby się zgrabniej przemyślana karta i bliższe lokalności receptury. Bo nie każde meduza czy flaki są warszawskie. Ogólnie jednak jestem na "tak".


Kawiarnia Stara Praga
ul. Targowa 18 paw. 33

piątek, 20 września 2013

Kurze udka z grzybami

Udka kurze z grzybami

4 kurze udka
1 łyżka soku z cytryny
1 gałązka tymianki
70 dkg grzybów (maślaki, borowiki, koźlarze)
2 łyżki masła
4 łyżki śmietany
1 szklanka bulionu z kury
sól, pieprz 

Umyte udka osuszamy i kropimy cytryną aby następnie natrzeć tymiankiem i solą. Pozostawiamy na około kwadrans i obsmażamy na stopionym maśle z obu stron. Przekładamy do rondla. Grzyby czyścimy, myjemy i osuszamy. Kroimy i układamy na sitku by przelać wrzątkiem. Pozostawiamy do ostygnięcie i odcieknięcia. Cebulę drobno szatkujemy i razem z grzybami dusimy pod przykryciem razem z obsmażonym kurczakiem przez ok.20 minut. Doprawiamy solą i pieprzem, wlewamy śmietanę i dalej dusimy ok.5 minut. 


Przepis z KUCHNI POLSKIEJ pani Hanny Szymanderskiej - przepisy z regionu Mazowsza. 

-------------------------------------------

Pisałam już, że dla mnie wrzesień to grzybowy miesiąc? Tak jak maj jest szparagowy czy październik dyniowy.  Grzyby były na stołach homo sapiens jednym z pierwszych produktów epoki zbierackiej. Korzonki, owoce i właśnie grzyby. Ostatnio moja droga L przesłała mi informacje, że w starorzymskich dokumentach są informacje o zaopatrzeniu kuchni jednego z domów patrycjuszy w grzyby.  

Propozycja pani Hanny z kuchni Mazowsza nie smakowała mi jednak. Całość okazała się zbyt mało wyrazista. Do tego grzyby w tej wersji, do drobiu, zupełnie mi nie pasują. Ale słowo się rzekło... Jem Mazowsze no to pełną gębą...








wtorek, 17 września 2013

Poszukiwany. Poszukiwana - Stare odmiany śliwek

Tym razem wybrałam się na poszukiwania starych odmianach śliw. Wcześniej oczywiście poszerzyłam swoją wiedzę w fachowej literaturze to jest: "Tradycyjne sady przydomowe" praca zbiorowa, wyd. ZPKCHiN 2008.

Z niemowlęciem na ręku i 7 latką przy boku chciałam mieć pewność odniesienia sukcesu. Dlatego wybrałyśmy się pod halę Mirowską. A tam proszę Państwa śliwek w bród. Węgierki? Nie ma sprawy są i zwykłe i łowickie (!). Te pierwsze drobniejsze i uroczo niebieskawe. Te drugie brązowo-granatowe z niebieskim nalotem i typową dla łowickiej odmiany bruzdą. Soczyste o wyrazistym smaku bardzo przypadły do gustu Pannie O.

Znalazłam również renklody Althana jak sądzę bowiem sprzedawczyni nazywała je "czerwonymi" renklodami. Analiza organoleptyczna pokierowała moje kubki smakowe właśnie ku tej odmianie. Bo z wyglądu i smaku na owe siewki odmiany Renklody Zielonej Wielkiej wyglądały. Te ostatnie, też należące do "starych odmian" również znalazłam, choć tylko na jednym stoisku przy końcu głównej alejki targowej po lewej. Althana za to na samym początku z prawej strony. Niestety nie udało się nam wyśledzić Białej Śliwy, świetnej podobno na kompoty. Smacznej i kwaskowato-słodkiej w opisie. Z żadnego straganu nie zerkały na mnie pomarańczowoczerwonym rumieńcem i białawo-fioletowym nalotem Brzoskwiniowe. Samych brzoskwiń za to mnogość. I uwaga! nie tylko polskich... Nie znalazłam również o zgrozo obu starych odmian mirabelek: Mirabelka Flotowa i Mirabelka z Nancy. Obie za to dziczeją sobie w wielu przydomowych sadach. Jeśli macie taką możliwość wybierzcie się po "zdziczałej" okolicy i wytropcie je. Mirabelki doskonale sprawdzają się na kompoty i dżemy. Odmiana z Nancy różni się tym od Flotowej, że miąższ jest częściowo zrośnięty z pestką.Aromatu i smaku posiadają obie po równi. Oba mirabelkowe krzewy znalazłam w Ślężanach na zaniedbanych działkach. Chętnie zjadłabym Opale i Lubaszki. Niestety pod halą Mirowską ich nie było. Drugie drobne, prawie kuliste i ciemnogranatowe z mocnym niebieskim nalotem. Opale to  krzyżówka Renklody Uleny z odmianą Early Favourite. Te zielonożółte owoce z pięknym bordowym rumieńcem znam z dzieciństwa. Z ogrodu dziadków.


I znów poproszę byście na targu nie kupowali "śliwek" tylko lubaszki, węgierki czy opale...

niedziela, 15 września 2013

Oj ta kuchnia mazowiecka...

O tradycjach kulinarnych regionów wspomina się najczęściej w aspekcie Świąt. W prasie wypowiadają się historycy i antropologowie a specjaliści od kuchni prześcigają się w podawaniu najlepszych lokalnych przepisów. 

Oczywiście nie tak wyglądał codzienny jadłospis naszych pradziadów i dziadów. Pani Hanna Szymanderska we wstępie do "Kuchni Polskiej. Przepisy Regionalne" pisze, że Mazowszanie wzieli na siebie obowiązek reprezentowania polskości jako, że to głównie ziemie mazowieckie weszły w skład Królestwa Kongresowego. Odbiło się więc to na sztuce kulinarnej czego konsekwencją jest fakt, że kuchnia mazowiecka kojarzona jest z typową kuchnią staropolską. Patrząc okiem antropologa kuchnię naszego regionu w równej mierze kształtowały wpływy zagraniczne jak i kuchnie lokalne: lowicka, kurpiowska a także opoczyńska. Nie można zapomnieć o wpływach rozwijającego się mieszczaństwa na kuchnię Stolicy ale to temat na odrębny post. Dziś przyjrzymy się temu co przyrządzano w garnkach poza Warszawą.

Kuchnia, która była podstawą regionu, zaczęła kształtować się intensywnie w pierwszej połowie XVI wieku i postrzegana była jako kuchnia biedna. Wyraz temu dał Jędrzej Kitowicz zauważając iż "w Wielkopolsce chłopi mają porządniejsze dworki niż drobna szlachta mazowiecka". Tak więc ubogo i monotonnie było u zaściankowej szlachty jak i w domach mieszczańskich i chłopskich chałupach aż do przeniesienia stolicy z Krakowa
do Warszawy. Wtedy drogi kuchni Stolicy i reszty regionu rozeszły się. Na prowincji mazowieckiej jadano te same dania. Z zup najczęściej żur, krupnik, grzybowa, zalewajka i barszcze. Różne gatunki kasz raczej okraszane niż z dodatkiem mięsa. Mięso bowiem było towarem "luksusowy" i jego spożycie na przykład na przełomie XVII i XIX wieku wynosiło mniej niż dziesięć kilogramów rocznie na głowę. Za to zjadano znaczne ilości lokalnych ryb jeziornych i sprowadzanych morskich śledzi. Podobnie było z mlekiem i jego pochodnymi. Prawdziwe bogactwo pochodziło z lasu, bo Mazowsze przez wieki było bardzo zalesionym regionem. Tak więc na stołach pojawiały się często dziczyzna, miód, grzyby czy jagody.  Wśród warzyw które rosły na mazowieckiej glebie najczęściej zbierano brukiew, bób, rzep, buraki, ziemniaki, kapusta, kasze, groch i ogórki. Pito miody, piwo jałowcowe i cienkusz czyli niskiej jakości piwo. Mocniejszymi alkoholami również się raczono. Z naszego regionu pochodzi gorzałka żytnia i wódka doprawiona korzeniami z miodem czyli znany do dziś krupnik.

Mając na uwadze historię kulinarną regionu pierwszą najbardziej dla mnie kojarzącą się z Mazowszem potrawą jest więc sójka mazowiecka. To rodzaj dużego pieroga drożdżowego faszerowanego kapustą i kaszą jaglaną z dodatkamiprzygotowanego w piecu. Trafiła ona zresztą jako jedna z pierwszych na ministerialną listę produktów tradycyjnych i regionalnych. W kuchni mazowieckiej są też inne reprezentatywne dania , które na ową listę jeszcze nie trafiły ale zakorzenienie w tradycji mają bardzo mocne. Do takich potraw należy kurpiowska zupa z prośninek (zielonych gąsek - te zbierała jeszcze moja babcia) albo opoczyńska bomba, czyli kluski z tartych ziemniaków z suszonymi grzybami, kiszoną kapustą i mięsem. Jeśli już mięso to drób a zwłaszcza gęsina. Stąd też takie dania jak gęś pieczona z jabłkami i modrą kapustą czy kurczak po polsku (faszerowany podrobami i pietruszką z bułką i jajkiem) należą do ścisłej reprezentacji kuchni mazowieckiej. O chlebie żytnim wypiekanym z ziemniakami do jajecznicy z cebulą nie wspomnę bo kiszki zaczynają grać mi marsza...

Szerzej na temat kuchni mazowieckiej niedługo na stronie warszawskiego convivium Slow Food http://www.slowfood.waw.pl/




piątek, 13 września 2013

Targowiska Warszawy - Le Targ

Targowiska Warszawy - Le Targ



Hipsterstwem ostatnio stało się robienie zakupów bezpośrednio od lokalnych rolników na małych, równie lokalnych targach. Takich jak Le Targ. Organizowany na Saskiej Kępie, w Wilanowie, na Powiślu czy na Pradze zazwyczaj w zaprzyjaźnionych klubokawiarniach tak jak w Szarej Cegle na Kępie. Specyficzną atmosferę Le Targ zawdzięcza również a raczej przede wszystkim wystawcom. Nie są to "rolnicy z krwi i kości". Raczej kulinarne osobowości takie jak Myszy i Ślimaki czy Gienio Mientkiewicz z serami zagrodowymi. 

Nie jest też "tanio" ani "ekonomicznie". A jak jest? Smacznie, ciekawie i bardzo modnie. Bo chcąc czy nie (choć raczej chcąc bo o to chodzi w handlu) Le Targ stał się miejscem trendy. 

Co ciekawego "wyłuskałam" na Le Targu? Poza ww serami zagrodowymi jest świetny szeneker. Hand made lody z Ice Pops, warte spróbowania nie tylko dla koneserów. Doskonały sok jabłkowy z rabarbarem i jabłkowy z malinami z Wiatrowego Sadu.  Wędliny z Dobrej Kiszki i owoce ekologiczne z Ziemięcina. No i genialna wędzona makrela od pana Sandacza. O świeżych rybach nie wspomnę (co widać na zdjęciu obok)...

LE TARG - od czwartku do niedzieli
Saska Kępa - Szara Cegła
Wilanów - skwer przy zbiegu ul. K. Kieślowskiego i ul. Herbu Szreniawa
Praga - Soho Factory 
najlepiej śledzić ich na facebooku...




piątek, 6 września 2013

Kotlety grzybowe



 Kotlety Grzybowe


10 dkg suszonych grzybów
1 duża cebula
3 kromki bułki pszennej
3 łyżki lekkiej śmietany
2 jajka surowe
2 jajka ugotowane na twardo
3-4 łyżki masła sklarowanego
1 szklanka posiekanych orzechów włoskich
1 szklanka bułki tartej
sól, pieprz


Grzyby oczywiście myjemy i namaczamy na całą noc. Następnego dnia gotujemy je i odcedzamy. Wywar zachowujemy w lodówce do przyrządzenia zupy lub sosu. Bułkę namaczamy w śmietanie. Na patelni szklimy na maśle drobno posiekaną cebulę i studzimy. Przepuszczamy przez maszynkę cebulę, grzyby i bułkę. Dodajemy posiekane jaja na twardo, orzechy i przyprawy jak również surowe żółtka. Wszystkie składniki dokładnie łączymy by powstała jednolita masa. Podsypujemy tartą bułką (1-2 łyżki). Wyrabiamy. Następnie formujemy kotlety, obtaczamy w pozostałej bułce i smażymy na rozgrzanym maśle. 

Przepis z KUCHNI POLSKIEJ pani Hanny Szymanderskiej - przepisy z regionu Mazowsza. 

-------------------------------------------
Jesień to taki czas, gdy w kuchni zaczynają na plan pierwszy wysuwać się grzyby. Ten niezwykle ważny składnik większości lokalnych dań jeszcze dwa wieki temu, dziś stanowi rzadkość. Ustąpił miejsca dostępnym całorocznie warzywom, a jego wysoka cena również nie skłania do częstszego "pitraszenia".  Przepis wyłuskałam jak zwykle od pani Hanny. Jest prosty i bardzo smaczny. A za oknem jeszcze słońce, prawdziwie przyjemny początek jesieni po pięknym lecie. Nieprawdaż? 

Kotlety są pyszne. Same jednak zbyt "suche" więc istnieje konieczność poszukania lub wymyślenia sosu do nich.







wtorek, 3 września 2013

Spiżarnia pełna cudów

Zejście do piwniczki pełnej pysznych zapasów na zimę było w korytarzyku moich dziadków. Druga babcia miała w kuchni małą spiżarnię, ukrytą za magicznymi (dla mnie jako dziecka) drzwiami. Oczywiście to były inne czasy, wiele kobiet nie pracowało zajmując się domem, dzierganiem pierogów, ciast, placuszków oraz robieniem całej armii zapasów na zimę. Konfitura malinowa, kompot wiśniowy ze szklanek, mus jabłkowy do szarlotki, suszone owoce na wigilijny kompot, marynowane grzybki...kto właściwie ma na to dziś czas?

A do tego w każdym sklepie, nawet najmniejszym osiedlowym można kupić przetwory z każdego owocu i warzywa. Po co więc tracić czas, którego i tak nie mamy na pracochłonne przygotowywanie armii słoików? … Każdy kto czytał książkę „Pochwała Powolności” Carla Honore, wie do czego zmierzam. Kto nie czytał, gorąco polecam lekturę i wyjaśniam: życie trzeba przeżywać a nie przebiegać... W jednej ze scen "Małego Księcia", tytułowy bohater spotyka kupca, który sprzedaje pigułki zaspokajające pragnienie. Połknięcie jednej pigułki sprawia, że przez cały tydzień człowiek nie odczuwa pragnienia. W tej sposób każdy z nas może zaoszczędzić średnio w tygodniu aż 53 minuty. Słysząc to, Mały Książę zamyślił się, a po chwili powiedział: „Gdybym miał pięćdziesiąt trzy minuty czasu, poszedłbym powolutku w kierunku studni...”. Potraktujcie więc „dzierganie” słoiczków jak szczęśliwy spowalniacz w Waszym życiu. Jesienią, poza zbieraniem liści na bukiet i kasztanów na ludziki, możecie stworzyć pyszną galerię hand made. A kilka miesięcy później włożyć przyjaciołom i rodzinie pod choinkę zamiast śpiesznie kupowanych prezentów w supermarkecie czy galerii... handlowej.

Nie macie ogródka i ekologicznych warzyw i owoców? Nie szkodzi, dobry targ i sprawdzony dostawca.I to wszystko. Choć to dopiero początek....

W Starożytności warzywa konserwowano solą a owoce gotowano w miodzie. Proces pasteryzacji przywędrował do Europy najprawdopodobniej z Arabami. 

Warto jeśli dopiero zaczynacie poruszać się w magicznym świecie spiżarni poznać główne rozróżnienia.  Poniżej krótkie opracowanie na podstawie mat. z KuchniaPlus, książek "Przetwory" pani Adamskiej oraz "Domowe Sposoby konserwacji żywności".

Konfitury? Malina rządzi!
Z uwagi na pracochłonny i trudny proces przygotowywania, uważane były i są za przetwory wykwintne. Wytwarzane zazwyczaj z owoców słodkich o jędrnym miąższu. Owoce na konfitury nie mogą ani być niedojrzałe ani przejrzałe. Pestkowe owoce takie jak czereśnie czy wiśnie wcześniej są pozbawiane pestek. Podstawą dobrej konfitury jest klarowny i dość gęsty syrop przyrządzany z wody i cukru. W nim owoce gotowane są w całości. Delikatnie mieszane do momentu aż syrop odparuje i dominować zaczną owoce.

Powidła? Śliwkowe koniecznie!
Popularny w Polsce i często uważany za nasz pomysł choć znane również u naszych zachodnich sąsiadów, na Słowacji i na Węgrzech. Do produkcji powideł używa się śliwek węgierek. Najbardziej węgierkowym regionem w Polsce jest Dolina Dolnej Wisły. Powidła smaży się kilka dni, bez cukru, do o uzyskania dość gęstej masy. Tradycyjne powidła śliwkowe mają słodko-kwaśny smak. W Polsce w niektórych regionach popularne są także powidła wiśniowe.

Dżem? A może zielone pomidory?
Najbardziej popularne i najmniej pracochłonne z przetworów. Można je robić ze wszystkich owoców a nawet z warzyw (dynia, zielone pomidory, marchewka, rabarbar). Dobrze przyrządzony dżem musi być lekko galaretowaty i łatwy do rozsmarowania. Część owoców na dżem miażdży się, a resztę pozostawia w całości. Następnie owoce zagęszcza się cukrem, cukrem żelującym lub pektyną i gotuje do momentu, aż masa uzyska pożądaną konsystencję, bardziej lub mniej gęstą.

Marmolada? Lepsza z jabłka...
Znana była już w Starożytnej Grecji i Rzymie. Pierwszym owocem wykorzystywanym do jej produkcji była pigwa, która gotowana była w miodzie. W XVIII wieku w Szkocji powstała pierwsza marmolada z gorzkich pomarańczy z Hiszpanii. Tu mała dygresja, że w Organic Basket w sezonie są dostępne sycylijskie gorzkie pomarańcze idealne na marmoladę. Do przygotowania idealnej marmolady – lekko galaretowatej i zachowującej kształt przy krojeniu - nadają się owoce o dużej zawartości pektyn. 

Kompoty? Koniecznie wiśniowe ze szklanek.
Obiad w barze mlecznym finalizowany był zawsze szklanką kompotu. Podobnie letnie obiady u dziadków. Dziś soki i napoje gazowane wymiotły z naszej pamięci kompoty. Warto jednak wrócić do nich nie tylko rzewnym wspomnieniem. Zwłaszcza, że kompot przygotowuje się bardzo łatwo. Umyte owoce układa się w wygotowanych słoikach, zalewa gorącą wodą zagotowaną z cukrem i przyprawami np. goździkami i pasteryzuje. Idealne owoce na kompot to wiśnie - szklanki, agrest, czerwone porzeczki, czereśnie, rabarbar i truskawki.

Marynaty? Och! Ogórki, grzybki ja wszystkie was...
Inna popularna nazwa to pikle. Warzywa lub owoce gotowane są w zalewie octowej z przyprawami a potem wkładane do wyparzonych słoików, zalewane wywarem octowym i pasteryzowane. Doskonale w tej formie sprawdzają się ogórki, papryka, dynia, patisony, grzyby, gruszki i śliwki.

Kiszonki? Kapusta rządzi!
Metoda ta popularna w Europie Środkowo-wschodniej i Azji należy do jednej z najstarszych sposobów produkcji przetworów. Środkiem konserwującym jest sól, która przyspiesza fermentację mlekową wywołaną przez bakterie kwasu mlekowego. Kiszonki są bogate w witaminę C. Do kiszenia używa się ogórków i kapusty a także buraków czy pomidorów.