Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność tradycyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żywność tradycyjna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 czerwca 2017

Gdzie? Na Lokalny Rolnik.pl

Ostatni rok korzystałam z portalu www.lokalnyrolnik.pl, gdzie zebrane są prawie "wszystkie" grupy zakupowe nie wymagające od uczestników działania na rzecz grupy. Przypomina mi bardziej internetowy targ z możliwością odbioru we wskazanym miejscu niż klasyczną grupę zakupową.

Wśród dostawców grupy do której jestem zapisana są między innymi: Ekologiczna Przetwórnia Mleka Koziego CAPRA CAMPINOS, Joanka Szewczyk, Piekarnia Piwoński, Fishparty Manufaktura, gospodarstwo Krężlewiczów i Farma Mleczna. Wybór duży i ciekawy.

Pomysł świetny. Strona przejrzysta. Dużo miejsc odbioru z zależności od grupy do której się dopiszemy. Na stronie możemy przeczytac oceny towarów wystawione przez innych odbiorców i oczywiście możemy je ocenic sami. 

Jestem jak najbardziej "za"! 

POLECAM! 

wtorek, 19 kwietnia 2016

CoGdzieKupic: Kura.Kaczka


W temacie drobiu jest ciężko. Nie żeby nie było gdzie go kupic ale przyzwyczajeni do cen sklepowych możemy jęknąc "auc" widząc po ile "chodzi" ekologiczne udko... Z adresów, które mogę polecic bez cienia wątpliwości to: 

1. Zagroda Rembielin
Gospodarstwo z prawie 100letnią tradycją aktualnie hoduje indyki, perliczki, kuraki i króliki. Wybiegane drobiowe towarzystwo musi byc "szczęśliwe" wg. wszelkich slow foodowych norm...Tak jak nie przepadam za mięsem indyczym tak to ich bardzo mi smakowało. Dostawy mają raz w miesiącu na Saską Kępę i przy hali Banacha. Grafik dostaw na ich stronie www.

 2. Stoisko 53/54 pod Halą Mirowską
Znane jako "Chirurgia Drobiowa", gdzie dostaniemy drób wszelaki od Waldiego. Miejscówka polecona przez SlowFood Youth i ich Akcję Zakupową.Polecam bez zastrzeżeń również.

3. Zagroda Łącka na BioBazarze 
Gospodarstwo ekologiczne na bardzo wysokim poziomie jakościowym i smakowym. Wszelaki drób dostępny również za pośrednictwem grup zakupowych.   

Wszystkie powyższe adresy oczywiście lokalne do szpiku kości. 

AKTUALIZACJA LISTOPAD 2016

http://boucherie.pl/ - ŻELAZNA 

czwartek, 25 lutego 2016

Gruzja. Tajlandia. Polska


Nareszcie zobaczyłam w sklepie "coś" z Europejskiej Sieci Regionalnego Dziedzictwa Kulinarnego. Marzenie moje to sklepy, które specjalizują się w sprzedaży produktów z Najsmaczniejszej Listy i www sieci. 

Dobry pomysł na biznes choc jak sądzę może byc na to za wcześnie.....

piątek, 18 grudnia 2015

Karpie na Wigilię w kilku odsłonach

 Szaleństwo przedświąteczne jak zawsze nas ogarnia. W radio psycholożka poleca jak nie dac się zwariowac przy przygotowaniach a w telewizji śniadaniowej celebrytka kulinarna i celebrytka od wszystkiego chwalą się jakim niewielkim wysiłkiem można osiągnąc "wszystko": zachwyt szefostwa, rzucenie na kolana, oczywiście w zachwycie, teściowej i masaż stóp od męża ato wszystkoi dwunasto daniową kolacją wigilijną. Nie niszcząc przy tym fryzury od pana X i pazurków z najnowszymi tipso-trendami. Szaleństwo.

Ja siedzę i zastanawiam się który przepis na karpia zrobic, przeglądając Kuchnię Polską. Przepisy Regionalne pani Hani i swoje notatki z debiutanckich przygotowań tych dań. A co Wy o nich sądzicie? 



Zupa z karpia z rodzynkami

2 litry wywaru z warzyw
2 głowy karpia
filet z karpia
¾ szklanki śmietany
1 żółtko
1 łyżeczka konfitury śliwkowej
1 łyżeczka miodu
¼ szklanki rodzynek namoczonych w białym winie


Do wywaru wkładam głowy z karpia i gotuję przez ok. 20 minut. Odcedzam. Następnie wkładam wcześniej nasolony filet i gotuję do miękkości. Wyjmuję. Zupę doprawiam do smaku pieprzem i solą. Do zupy dodaję miód, konfiturę i rodzynki razem z winem, w którym się moczyły. W szklance rozkłócam śmietanę z żółtkiem i zabielam nią zupę. Na talerzu układam pokrojony filet i zalać zupą.


Karp na niebiesko
1 średni karp (1,5 kg)
1/2 szklanki octu winnego
kilka ziaren ziela angielskiego 

200 ml śmietanki 36%
3 łyżki tartego chrzanu
nadwarcińskiego od Kazimierza i Michała Cieślów z łódzkiego

1 cytryna
100 g masła 

1 cebula
cukier, sól, pieprz


Sprawionego karpia myję i układam w naczyniu, następnie zalewam wrzącym octem. Pozostawiam na 10 minut. W drugim rondlu zagotowuję 2 litry wody z zielem angielskim i pokrojoną w krążki cebulą. Całośc dosmaczam solą i pieprzem. Wyjętą z octu rybę układam na sitku lub podkładce tak by nie dotykało dna rondla z wywarem. Pozostawiam na ogniu przez pół godziny, nie dopuszczając do wrzenia wywaru. Śmietankę ubijam z chrzanem, doprawiam do smaku solą i cukrem. Ugotowanego karpia przekładam na półmisek, dekoruję ubitą śmietanką i plasterkami cytryny. Masło roztapiam, wlewamy do sosjerki i podajemy jako dodatek do karpia. Ja dodałam jeszcze oliwki pokrojone na plasterki bo dobrze się komponowały. Jeśli ma byc podane w wersji obiadowej to dobrze pasuje do pieczonych ziemniaków z przyprawami.



Karp po żydowsku


Karp (1,5 kg)
4  cebule
4 goździki
cytryna
50 g rodzynek
1 szkl.piwa 
olej lniany

cukier, pieprz, sól


Rybę sprawiam, kroję w dzwonka, nacieram, oprószam pieprzem, tłuczonymi gożdzikami i sokiem z cytryny. Odstawiam w chłodne miejsce na godzinę. Rodzynki sparzam. Cebulę drobno kroję. W płaskim rondlu rozgrzewam olej i obsmażam na nim cebulę ale jej nie rumieniąc. Wlewam piwo, wkładam rybę i duszę przez około 50 minut na bardzo małym ogniu. Odkrywam, odparowuję nadmiar sosu. Dodaję rodzynki, skórkę cytrynową. Delikatnie mieszam. Rybę wykładam na ogrzany talerz i polewam sosem. Jako danie obiadowe można go podac z ziemniakami z wody i sałatą lub surówką z pomidorów i papryki.


Karp po warszawsku

1 karp (1,5 kg)
1 butelka jasnego piwa
skórka z żytniego chleba
sól, pieprz biały
1 łyżeczka octu
300 g warzyw (marchew, por, cebula, pietruszka, seler)
2 ziarna ziela angielskiego
3 ziarna pieprzu
skórka otarta z cytryny
1 szkl białego wytrawnego wina  
50 g masła / olej lniany 
1 łyżka cukru 

Piwo mieszam z octem i solę, wlewam trochę wody i dodaję umyte i pokrojone warzywa oraz korzenie i przyprawy. Gotujemy 10 minut. Dodaję skórkę i wkładam rybę. Kiedy mieszanina zawrze wlewam wino. Dodaję też masło lub olej, cukier i cytrynę. Miękką rybę wyjmuję a sos przecieram przez sito. Zagotowuję. Jako danie obiadowe podaję z ziemniakami z wody i sałatą ze śmietaną.

niedziela, 23 listopada 2014

Slow Śniadanie









 Slow Foodowe Śniadanie to kulinarne wydarzenie każdego roku. Wiadomo, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia a jeśli to śniadanie przygotowują najbardziej slow z warszawskich kucharzy z produktów od lokalnych producentów to chyba oczywiste jest, że warto na nie się udać:)




piątek, 7 listopada 2014

Prawdziwa arystokratka - gęś


Gdy wyszliśmy z PRL-u okazało się, nie tak wcale nagle, że gęś to nie jakiś mityczny ptak ale część naszego dziedzictwa kulturowego. Cóż komuna miała na celu wykończenie kultury a kulinaria to przecież jej część. Po odzyskaniu "wolności" gęś nie od razu wróciła na należne jej miejsce w kuchni. Ale teraz już jest. I dobrze bo to jedno z najzdrowszych i najsmaczniejszych mięs.

Ponieważ my na Mazowszu nie obchodzimy Św. Marcina pomysł, żeby uczcić gęsią Święto Niepodległości jest bardzo trafiony. Najsmaczniejsza bowiem jest od listopada do stycznia jeśli świeża.


Gęś nadziewana owocami

gęś (3–4 kg)
4 duże winne jabłka
100 g suszonych moreli
50 g rodzynek
4 suszone figi
2 łyżki białego wytrawnego wina
2 łyżki posiekanych orzechów włoskich
 

2 łyżki suszonego majeranku
4–5 ząbków czosnku
50 g ginu lub żubrówki
2 szczypty mielonego cynamonu

szczypta cukru trzcinowego
sok i otarta skórka z jednej cytryny
                                                      
3 łyżki miodu
3 łyżki masła
sól, pieprz

Gęś - świeżą - myję i osuszam. Zazwyczaj mam już odciętą szyję więc muszę jedynie odciąć jej skrzydła. Obie te części mrożę bo wykorzystam je podobnie jak gęsie podroby do innych dań. Następnie ucieram czosnek z solą, majerankiem i pieprzem. Tak przygotowaną masą nacieram gąskę wewnątrz i na zewnątrz a potem pozostawiam ją na dwie godziny w zimnym miejscu.

W tym czasie suszone owoce myję a potem zalewam winem. Obieram jabłka, oczyszczam i kroję w ósemki. Po ok.20 minutach wyjmuję z wina figi i morelę i kroję je w paski a następnie dodaje do pokrojonych jabłek i rodzynek. Całość mieszam z miodem, orzechami, majerankiem, cynamonem i szczyptą soli. Mieszanką napełniam gęś i spinam wykałaczkami. Do posmarowania gęsi używam masy z utartego masła z solą, sokiem i otartą skórką z cytryny. 

Tak przygotowaną gęś wkładam do dużego garnka rzymskiego (może być brytfanna, oczywiście) i wlewam 1/4 szklanki gorącej wody. Piekę zgodnie z zasadami (piekarnik rozgrzany do 220 stopni, gdy gęś się zacznie się rumienić zmniejszam temperaturę do 180 stopni i tak piekę już do końca). Co kwadrans polewam gęś tłuszczem - przez pierwszą  godzinę jest to roztopione masło a potem już wytopiony z ptaka tłuszcz. Czas pieczenia to godzina na kilogram. W momencie zmiany temperatury podlewamy gęś wódką. Cały czas pamiętając o podlewaniu tłuszczem spod gęsi. Istotne to by nie wyjmować gęsi od razu po upieczeniu i pozwolić jej "dojść" przez kwadrans.

Jeśli jednak nie podaję gęsi od razu to skracam czas pieczenia o pół godziny. Mięso dzielimy na części. Tłuszcz zlewamy. Smarujemy nim naczynie i układamy porcje gęsi. Szczelnie zakrywamy i wstawiamy do lodówki. Całość polewam sosem i wstawiam do nagrzanego do temperatury 180°C piekarnika na 20–30 min.

wtorek, 1 lipca 2014

Wpadnij w sieć! Regional Culinary Heritage


Jeśli wybieracie się na wakacje gorąco polecam zajrzenie do kilku miejsc "po drodze". Najsmaczniejsza Lista Ministra LINK, średnio się do tego nadaje. Tam trzeba doprawdy tropić adresy ale możecie zerknąć po miejsca polecane przez Regional Culinary Heritage.

Czym jest owa sieć możecie poczytać TUTAJ

 A po drodze możecie zjeść świetne jedzenie chociażby w Pazibrodzie w Makowie Mazowieckim albo w Karczmie Pohulanka w Sierpcu czy w Zaścianku Polskim w Siedlcach.


Ja dzięki informacjom z "sieci" RCH trafiłam w Łukcie na doskonałe pierogi z jagodami.... 

Polecają też lokalnych wytwórców żywności takich jak  znaną piekarnie "W Grzybowskiej Arce" w Słubicach czy browary w Ciechanowie i Konstancinie Jeziornej. Albo i czosnek z Latowicza. Zajrzyjcie i może w trasie "na wakacje" będziecie mogli poznać Wasze Mazowsze lepiej i smaczniej. 

Są też LOKALNE przepisy jak ten na SZARLOTKĘ .

Aktualna lista jest dostępna  TUTAJ

Adresy z listy, które znam i polecam, poniżej. Nie zdziwcie się bo o części z nich już wspominałam:


* SMACZEK Z DOLINY RADOMKI- to naturalny mętny sok jabłkowy tłoczony w rodzinnym gospodarstwie sadowniczym, gdzie jabłka produkowane są zgodnie z Programem Integrowanej Produkcji.
www.gospodarstwo-sadownicze.pl

* Firma EKO-FRUIT Sp z.o.o zrzesza pięciu producentów owoców i warzyw metodami ekologicznymi.  

* Krokus - przetwory doskonałe w smaku i bardzo slllooowww

* Kozie Sery od państwaSabiny i Mieczysława Mąka
Grale 45, 07-420 Kadzidło
Telefon (+48) 604 417 025, eko_grale@wp.pl

* Gospodarstwo ekologiczne Elżbiety Ryszarda Baranków - warzywa, SÓJKI MAZOWIECKIE!
Łukówiec 105, 05-317 Jeruzal
Telefon +48 (25) 752 31 73, elbar3@op.pl

* Gospodarstwo Ekologiczne "Bukiet Smaków" Elżbieta i Maciej Jabłońscy - zioła, sałaty, pomidory i inne warzywa również.

* Czosnek Latowicki
Grzegorz Odalski
Strachomin 68, 05-334  Latowicz
Telefon +48 510122405, grzeczos@wp.pl

* Bio-piekarnia "W Grzybowskiej Arce" Ewy i Petera Stratenwerthów jest pierwszą piekarnią ekologiczną w Polsce.  

* Piekarnia Ratuszowa Radzikowscy to firma rodzinna z 80-letnią tradycją. Jest to jedyna, przedwojenna i najstarsza piekarnia prowadzona nieprzerwanie od 1930 roku - obecnie przez trzecie pokolenie.

* Browary

* Nalewki

* Winnice





wtorek, 13 maja 2014

Najsmaczniejsza lista - piwo z Mazowsza


Na najsmaczniejszej liście ministerialnej czyli Liście Produktów Tradycyjnych MRiRW mamy osiem pozycji w sekcji "napoje" z czego dwie dotyczą piw. Trudno się temu dziwić bowiem tradycje ważenia tego napoju na terenach Mazowsza sięgają XIII wieku. 

Piwa z Ciechanowa, gdzie do dziś zachowały się średniowieczne przedmioty do produkcji piwa, obejmują portery, piwa miodowe, pszeniczne i niepasteryzowane piwa w typie bawarskim i pilzneńskim. Tam też produkcja piwa trwa mimo historycznych perturbacji nieprzerwanie od ponad 140 lat. Produkcja "pełną parą" rozpoczęła się jednak dopiero w 1876 roku, gdy browar dostał się w ręce warszawskiego przemysłowca Karola Machlejda. Pan Karol sam zaczynał swoją karierę jako praktykant a potem majster piwowarski w dzierżawionym przez rodzinę browarze na warszawskim Grochowie.

Miodowe piwo mazowieckie, jest niepasteryzowane a dodatek miodu pszczelego daje bardzo lekki i przyjemny posmak piwu. Łączy w sobie tradycje miodosytnicze i piwowarskie z XV wieku. Badania etnograficzne wykazały, że piwo miodowe było powszechnie spożywane na Mazowszu czy to podczas uroczystości rodzinnych czy po prostu jako codzienny napitek przy okazji prac polowych. 

 
Piwa regionalne są jednymi z nielicznych produktów z listy bardzo dobrze wypromowanymi i dość łatwo dostępnymi. Polecam wybrać się na zakupy do blaszanej budki na warszawskich Bielanach, ulokowanej na tyłach Supersamu. Nie tylko dobre ceny ale jeszcze "smaczek" badań terenowych nad lokalną społecznością nas czeka...

piątek, 28 marca 2014

Kotlety Wilanowskie - kuchnia regionalna Mazowsza

Schabowy dziś nie jest "trendy".  Kojarzony z PRL, traktowany jako uproszczenie w podejściu do tradycji kulinarnej nie ma aktualnie dobrej passy. Ale to w mediach bo w wielu domach nadal jest w "kulinarnej trójcy mięsnych dań" (schabowy, mielony, bitka). Jest oczywiście grono osób, które w życiu nie przyznają się do ekscytacji schaboszczakiem na talerzu, ale o tych "osobnikach" nawet nie warto wspominać. Tak na marginesie dla mnie bardziej PRL-owski jest "dewolaj" lub rumsztyk.

Ja schabowe z dobrej jakości mięsa lubię, zwłaszcza z kostką i odrobiną masła. Zaglądam więc do książki pani Hanny Szymanderskiej i znajduje przepis na KOTLETY WILANOWSKIE. 

Oprzeć się czy nie oprzeć? Nie oprę. 

Warto zaopatrzyć się w dobrej jakości mięso. Smaczne świnki rodzimych ras to przede wszystkich świnki złotnickie i puławskie. Złotnickie* przywiezione po wojnie przez repatriantów z za Buga (pamiętacie "Samych Swoich"?) mogą być pstre lub białe. Urokliwie wyglądające świnki cenione są przede wszystkim za wysokie walory smakowe. Trudne w hodowli konwencjonalnej mogą zadowolić nie jednego smakosza. Ja jednak wybiorę świnkę rasy puławskiej. Raz, że lokalna a dwa do dostania na dziale mięsnym Auchan. Łaciate z przewagą czerni jak możemy zaobserwować na załączonej fotografii różnią się od "zwykłego" tucznika mniejszą głową i bardziej sterczącymi uszkami. Zgodzę się z Paulem McCartney'em , że "gdyby rzeźnie miały szklane ściany, każdy byłby wegetarianinem"... cóż, nie mają więc cieszę się z bogactwa różnorodności rodzimych ras. Również na talerzu.


KOTLETY WILANOWSKIE

60 dkg chudej wieprzowiny - schab
1 jajko
50 g pasztetu
2 łyżki tartej bułki
sól
2 łyżki smalcu
1 łyżka masła

Mięso dzielimy na cztery porcje, rozbijamy tłuczkiem. Solimy i smarujemy pasztetem z obu stron. Rodzaj pasztetu nie jest w przepisie podany więc próbuję wersji z pasztetem wieprzowym i drobiowym. Ważne, że musi się dobrze rozsmarowywać na mięsie. Potem moczymy kotlety w jajku, następnie w bułce. Odkładamy na 5-10 minut i smażymy na smalcu. Masło dajemy gdy już są usmażone na złoto. Świetnie bowiem podkreśla smak. 


* nazwę swoją zawdzięczają RDR Złotniki Akademii Rolniczej w Poznaniu dokąd zostały sprowadzone w latach 40-tych XX wieku, zakupione wcześniej w Olsztynie od repatriantów.

niedziela, 19 stycznia 2014

A jak na ryby? Do Łowicza!

Powiem szczerze...ba nawet napiszę szczerze i dużymi literami. Nie lubię indyków z drobiu a łososia z ryb. No nic na to nie poradzę. A w sklepach bryndza czyli zatrzęsienie pang, tilapii no i nieśmiertelny mintaj ... jak to mówił mój Tata "węgierska ryba" (mintoj) znana z rybnych jeszcze w PRL-u. Ryby morskie są zdrowe, oczywiście. Pełne kwasów omega ale czy tylko z tej przyczyny powinnam zapomnieć smak ryb słodkowodnych? Zwłaszcza, że pomysły na ich przygotowanie mogę zaczerpnąć z książki, którą niedawno odkryłam: "Przepisy kulinarne z ryb (...)". Chodzi tu o ryby z regionu Łowicza, stawów i rzek, czyli szczupaki, karpie, liny. To z tych bardziej znanych. Z mniej są na przykład wzdręgi. A jeśli chodzi o witaminy i minerały to te nie morskie też je mają. Warto o tym pamiętać...
 
 

PRZEPISY KULINARNE Z RYB...
 ...WYSTĘPUJĄCYCH NA OBSZARZE DZIAŁANIA
 ŁOWICKIEJ GRUPY RYBACKIEJ

Wydawca:  Stowarzyszenie Łowicka Grupa Rybacka
 Bydgoszcz 2013



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Składniki w kuchni Jem Mazowsze

Jeśli piszę w przepisie "jajko" to używam te z Naruszewa (Wolumen) lub od Teodorowiczów przepyszne
jajka zielononóżek (Klaudyn). Grzyby suszone dostaję od M., zbierane w Kampinosie wczesną i późną jesienią. Większość warzyw kupuję sezonowo (IV-X) u Majlertów (w obu gospodarstwach czyli Rysiny i Majlert) na Białołęce lub pod Fortecą u Rutkowskich pseudonim "Ziółko" (IV-XII) a także pod halą Mirowską i w ostateczności (taki okrzyk rozpaczy) na Wolumenie. Gdy kupuję owoce staram się wyszukiwać odmian starych, bo i zdrowsze i smaczniejsze. Przyznam jednak, że jest to duże wyzwanie. Najczęściej używane do przepisów jabłka czy śliwki są z wcześniej wspomnianej Fortecy lub Wolumenu. Kasze o ile nie zdobędę podczas jakichś lokalnych kiermaszy, kupuję w marketach. Szukam idealnego dostawcy gryki. Ziemniaki te klasyczne Irgi i Irysy mam ze Ślężan. Miodów lokalnie jak na razie nie znalazłam. Nie znaczy to, że ich nie ma ale mnie osobiście nie przypadają do smaku. Najlepszy jak dotąd jest miód drahimski z Pasieki Fujarskich. Został on nawet zarejestrowany jako Chronione Oznaczenie Geograficzne w czerwcu 2011 r.

Mleko i sery w sezonie (IV-X) przywożę od pani Hani ze Ślężan lub od pana Ziembińskiego z Secymina. W ryby zaopatruję się pod halą Mirowską w "Rybach z Ustki" lub kupuję podczas wojaży po Polsce (łowiska: Jakiel, Szwaderki, Mikołajki). Oleje zamawiam aż z "ziem odzyskanych" bo spod wrocławskiej Olejarni, jednak ich smaku nikt inny nie jest w stanie dla mnie wydobyć ani ze słonecznika ani z rzepaku. Prawdziwe masło powinno mieć przynajmniej 82% tłuszczu mlecznego i tu napotykam często na problem bo owszem informacja o procentach jest ale już potwierdzenia czy to tłuszcz mleczny ze świecą szukać. Najlepsze jest masło z Filipowa. Zamówcie je wczesną jesienią i ... zamroźcie. Krowy wypasają się na łąkach i "ukrywają" w nim najlepsze smaki. Noszę się z zamiarem "hand made" masła i sera w tym roku. Oczywiście na mleku od pani Hani i w przyjemnych okolicznościach przyrody Ślężan.

Mięso to temat dość trudny. Gęsinę kupuję na Kujawach, tam odnawianie tradycji gęsiny na polskich stołach robi swoje i robi dobrze. Poza Kołudą Wielką mogę polecić Malinowy Chruśniak, gdzie poza gęsiami do dostania jest pyszny kozi ser i mleko. Moim gęsim guru jest pan Piotr Lenart. Jego wędliny z gęsi w tym boski tatar i nie mniej doskonały półgęsek wyznaczyły granice gęsiego smaku. Kaczki do dotychczasowych przepisów upolowałam pod Płockiem ale wiem, że już niestety nie ma tego miejsca. Jak znajdę warte polecenia to napiszę. Na razie pozostanie mi budka z drobiem na Marymoncie (pod halą). Wieprzowina rasy Puławskiej do dostania jest w Auchan. Choć osobiście smakuje mi bardziej Złotnica to w ramach regionalnego poszukiwania smaku koncentruje się właśnie na tej z puławskim rodowodem. Wołowinę a zwłaszcza cielęcinę kupuję pod halą Mirowską pod numerem ... ups zapomniałam. Szósta lub siódma budka po prawej w głównej alejce na targowisku przy hali. Wewnątrz przemiłe małżeństwo z mięsem własnego lub rodzinnego chowu. Jak się uda to kuraki są z granicy z łódzkim lub z bazarku w Łomiankach od pani z Załusek. A jak się nie uda to gotuję na kurczakach zagrodowych z Podlasia.

W kuchni regionu nie znalazłam przepisów na jagnięcinę i koźlęcinę jednak powiem, że to pierwsze mięso mam z Rancho Frontiera a drugie z Malinowego Chruśniaka. 

ufff...to na tyle... o czymś zapomniałam??



piątek, 13 września 2013

Targowiska Warszawy - Le Targ

Targowiska Warszawy - Le Targ



Hipsterstwem ostatnio stało się robienie zakupów bezpośrednio od lokalnych rolników na małych, równie lokalnych targach. Takich jak Le Targ. Organizowany na Saskiej Kępie, w Wilanowie, na Powiślu czy na Pradze zazwyczaj w zaprzyjaźnionych klubokawiarniach tak jak w Szarej Cegle na Kępie. Specyficzną atmosferę Le Targ zawdzięcza również a raczej przede wszystkim wystawcom. Nie są to "rolnicy z krwi i kości". Raczej kulinarne osobowości takie jak Myszy i Ślimaki czy Gienio Mientkiewicz z serami zagrodowymi. 

Nie jest też "tanio" ani "ekonomicznie". A jak jest? Smacznie, ciekawie i bardzo modnie. Bo chcąc czy nie (choć raczej chcąc bo o to chodzi w handlu) Le Targ stał się miejscem trendy. 

Co ciekawego "wyłuskałam" na Le Targu? Poza ww serami zagrodowymi jest świetny szeneker. Hand made lody z Ice Pops, warte spróbowania nie tylko dla koneserów. Doskonały sok jabłkowy z rabarbarem i jabłkowy z malinami z Wiatrowego Sadu.  Wędliny z Dobrej Kiszki i owoce ekologiczne z Ziemięcina. No i genialna wędzona makrela od pana Sandacza. O świeżych rybach nie wspomnę (co widać na zdjęciu obok)...

LE TARG - od czwartku do niedzieli
Saska Kępa - Szara Cegła
Wilanów - skwer przy zbiegu ul. K. Kieślowskiego i ul. Herbu Szreniawa
Praga - Soho Factory 
najlepiej śledzić ich na facebooku...




wtorek, 16 lipca 2013

Smaczni Producenci - Ziembiński

Gospodarstwo Ekologiczne pan Ziembiński prowadzi od lat 70-tych, położone jest 500 m od Wisły w malowniczej okolicy. Smak wyrabianych serów - niebiański. Prawdziwa dawka szczęścia wprowadzana przez żołądek wprost do głowy.

„Rolnictwo trzeba czuć” – mawia pan Ziembiński – „i nie można mijać się ze swoim powołaniem a powołaniem rolnika jest dostarczanie ludziom żywności a nie trucizny"


I jak tu się nie zgodzić? 

Produkty pana Ziembińskiego są dostępne w eko sklepach na terenie Warszawy i okolic.


Gospodarstwo państwa Ziembińskich
Nowy Secymin 5
05 - 155 Leoncin
woj. mazowieckie

wtorek, 9 lipca 2013

Slow Food ... Slow Life

Celebrowanie posiłków, pielęgnowanie lokalnych smaków i promowanie regionalnej naturalnej żywności to najważniejsze tematy, którymi się organizacja zajmuje. Stanowcze „nie” mówi się nie tylko fast-foodowi ale i konserwantom, polepszaczom i modyfikacjom genetycznym. „Nie” mówi się masowej produkcji i globalnemu smakowi produktów i potraw. „Nie” mówi się pośpiechowi, bylejakości i bezrefleksyjności w podejściu do jedzenia. A jedzenie to przecież życie.

Tak gdzie zaczyna się masowa produkcja nie ma miejsca na jakość, naturalność i dobry smak. Warto mieć swoje małe gospodarstwa. Miejsca pełne magii naturalnego jedzenia. Tradycyjnego i ekologicznego. Gospodarstwa, w których z dziada pradziada wypieka się chleb, wyrabia ser, wędzi ryby czy wędliny. Bartnika a nie firmę zajmującą się przetwórstwem miodu. Jajka z małego gospodarstwa, gdzie przy kilkunastu nioskach, są w stanie zagwarantować odpowiednią dietę i przestrzeń dla kur. Rolnika, który nie używa pestycydów. Hodowcę, który karmi zwierzęta „tak jak należy”. Warto znać odpowiednich ludzi...


piątek, 21 czerwca 2013

Smaczni Producenci - Rysiny

 Rysiny to miejsce, które warto odwiedzić w celach spożywczych w trzech porach roku. Późną wiosną wyprawić się na truskawki, w środku lata na maliny i pomidory. Daleko nie mamy bo Rysiny zlokalizowane są na warszawskiej Białołęce w pobliżu gospodarstwa pana Majlerta, o którym pisałam niedawno. 

Pomidory w wielu odmianach, maliny i truskawki również. Jak myślę o kupowaniu kolejnych byle jakich gatunków truskawek na "bazarku", których sprzedawca nawet nie zna nazw to od razu wsiadam do Cytryny-Maliny i śmigam tutaj....



Więcej informacji znajdziecie TUTAJ




piątek, 31 maja 2013

Targowiska Warszawy - Forteca

Do warszawskiej Fortecy na Sanguszki jeżdżę co środa od prawie dwóch lat...a może dłużej... Zwabiły mnie tam warzywa pana Rutkowskiego znanego krewnym i znajomym królika jako pan Ziółko.

Od 20 lat rodzina Rutkowskich zajmuje się uprawą organiczną. Warzywa dostępne w zależności od sezonu i kaprysów pogody. Osobiście uwielbiam ich sałaty, ostre odmiany papryk, topinambur, dynie: hokkaido i piżmowa a także pomidory...zwłaszcza bawole serca. Mają jednak dużo, dużo więcej do zaoferowania. Zwłaszcza, że są "otwarci na wszystkie zielone nowinki".

Teraz targ pod Fortecą rozrósł się i przeniósł do środka. Mamy Pana Sandacza z rybami, mamy Wiatrowy Sad z sokami. Są pysze ravioli, chleb, mleko, pierogi. Miejsce w ciągłym rozwoju i to w smacznym kierunku. 


piątek, 24 maja 2013

Smaczni Producenci - Majlert

O gospodarstwie rodzinnym pana Majlerta dowiedziałam się kilka lat temu gdy poszukiwałam lokalnych - mazowieckich rolników. Mój rozmówca (O, Ty wiesz, że chodzi o Ciebie...) był zdziwiony, że nie znam szparagowego serca Stolicy. Postanowiłam więc poznać i pozostałam do dziś wielbicielką ich produktów. Szparagi uprawiają od ponad wieku (!) białe czy zielone to już kwestia gustu. Świeże, soczyste, pachnące. W zupie, z grilla, na maśle, w sosie holenderskim. Nieważne! Byle SZPARAGI. 

Jest lokalnie, rodzinnie, ekologicznie i świeżo. Bo sezonowość wygrywa tu z globalizacją. I dobry smak... też.

W malutkim sklepiku, zaopatrywanym przez 10-hektarowe pola są też dostępne fenkuły, sałaty (jak choćby mangold, rucola, endywia czy sałata rzymska), uwielbiane przez Pannę O. kwiaty cukinii a także pyszna kukurydza, groszek cukrowy i kilka innych bardziej lub mniej zielonych pyszności.

Akurat mamy sezon szparagowy, opóźniony co prawda ale gdy nadchodzi to nie mówi mu się nie. Jeśli jeszcze TU nie byliście warto jak najszybciej się podciągnąć. Bliskość Warszawy, smak szparagów i wiosenna aura ... nie lenić się tylko przyjeżdżać!


Polecam też lekturę bardzo ciekawego materiału o nich Historia

piątek, 15 marca 2013

wiem co jem...?

Stając przed półką w sklepie ile masz właściwie czasu na „analizę” produktową? Czy poświęcasz choć pięć minut by przeczytać etykiety? Jeśli czytasz to czy rozumiesz choć połowę z wymienionych tam składników? Biorę „kostki-czegoś-tam”. Bez konserwantów, czysty smak. W składzie glutaminian sodu … i jest to jedyny składnik który jeszcze rozumiem. Całość smaku zawdzięczam przecież unikalnej recepturze i nie powinnam denerwować się, moją ignorancją... Zaufanie do marki to podstawa. Marka to przecież nic innego jak nowoczesna wersja herbu. A herb wiadomo należał się szlachcie...szlachectwo przecież zobowiązuje więc... wrzucaj do koszyka bez wątpliwości... Co do jakości, ekologicznego podejścia, naturalnego sposobu wytwarzania... Właściwie nadal nie wiem skąd to co mam w koszyku pochodzi i kto to wyprodukował. Oczywiście są na etykietach informacje często niekompletne. Fakt, że robi to wielkie konsorcjum do którego należą uprawy na 3 kontynentach nie daje mi tej świadomości. Produkt to nie to co jest wewnątrz. To reklama, nazwa, producent. Nie miejsce uprawy czy hodowli, sposób wytwarzania i realne zapotrzebowanie organizmu.

Z uwagi na regularne wyniki – niezadowalające – badań żywności już w 2008 roku została wprowadzona zmiana w ustawie dotyczącej fałszowania żywności ( Dz.U. nr 214, poz. 1346) . Wprowadzono zaostrzony system kar finansowych za wprowadzanie do obrotu żywności, która nie odpowiada normom wynikającym z przepisów lub z oznakowania towaru. Najniższa z możliwych to 500 zł a najwyższa może nawet kilkakrotnie przekroczyć wartość produkcji. System ten sprawdza się w podejściu do małych „krętaczy” jednak ogromne firmy nie dotyka tak bardzo. Jestem tego pewna, skoro co chwilę słyszy się o kolejnych aferach: solnej, suszu jajecznym, 30-letnim mięsie w konserwach, słoiczkowa... Tyle z nich pamiętam. Czyli nowa ustawa temat poprawiła ale luk jest tak wiele, że giganci rynku spożywczego nie mają się czego tak naprawdę obawiać. Zdarzyło mi się słyszeć od bliższych i dalszych znajomych, że przesadzam. W żartach usłyszałam, że pewnie wierzę też w UFO lub spisek Iluminatów. Nie śmieszy mnie i nie dziwi wrzucanie wszystkiego do wora z teoriami spiskowymi. O ileż to łatwiejsze. Po co walczyć skoro można obśmiać. Jednak warto pamiętać, że prawdziwą władze ma ten kto rządzi dostępem do jedzenia i picia a nie ma broń czy energię jądrową.

sobota, 23 lutego 2013

Przemyślenia dotyczące jedzenia

W każdym sklepie ekologicznym możemy znaleźć produkty z certyfikatami z całej Europy, ba z całego niemal ekologicznego Świata. Produkty tradycyjne również się znajdą. Na tym tle lokalne produkty z Polski stanowią stosunkowo niezbyt liczną grupę. Choć przyznaję, że widać zmiany na lepsze. Wszystko to jednak kwestia rozwiązań prawnych. Wielu gospodarzy nie może sprzedawać własnych produktów – a to sanepid, a to U.S, a to inny „bies”. Mamy gospodarstwa, które mimo że w pełni lub prawie „ekologiczne”, nie mogą sprzedawać produktów bez dziesiątków pozwoleń. Tu też widać starania władz by tą sytuację niejako „osłodzić”. Promocje tradycyjnych smaków wspierane przez UE, zachwyty bardziej i mniej liczących się kulinarnych autorytetów, prężnie działająca nadal nieliczna grupa rolników czy hodowców ekologicznych to wciąż za mało. Nadal produkcja przemysłowa żywności rządzi. 



Czemu kupienie kurczaka lub królika w pełni zagrodowego to Mission Imposibe. Pukam nie raz od drzwi do drzwi dowiadując się, że skala nie opłacalna, że się nie oskubie i nie wypatroszy wtedy gdy ja tego potrzebuję. Dlaczego będąc na działce nie mogę kupić marchewki lub sałaty z ogródka któregokolwiek mieszkańca wsi? Bo się nie opłaca ich uprawiać lub hodować. Przecież ceny w Biedronce są niższe. Po co uprawiać ziemię, karmić zwierzęta i wstawać o 5 rano, skoro można sprzedać ziemię pod budowę działek, wysiać trawę i zasadzić tuje.


Wiem, że jestem niesprawiedliwa wobec tysięcy gospodarzy, którzy temu trudowi sprostali jednak patrząc na to co dzieje się w wielu zakątkach mojego regionu widzę jak bardzo miasto psuje. Produkcja chemicznych kurczaków, bezsmakowych jaj, pomidorów dostępnych w kwietniu niszczy lokalną kulturę ziemi. Po co to zmieniać? Wszystkim jest z tym dobrze. Zwłaszcza tym którzy zyskują na tym najwięcej. Kto ma władze nad żywnością ten ma realną władzę nad światem. Na szczęście grupa „świadomych i niezadowolonych” rośnie, dostępność naturalnego i ekologicznego jedzenia będzie wzrastać. Czego i Wam i sobie życzę. Tak zupełnie bez okazji.