piątek, 2 marca 2018

Koniec projektu "Jem Mazowsze"

Koniec projektu stał się faktem. Kuchnię mazowiecką spenetrowałam od strony przepisów dzięki paniom  Szymanderskiej, Ćwierczakiewiczowej, Orłowskiej, Prószyńskiej a też panom Czernieckiem i Tremo. Dzięki Najsmaczniejszej Liście Ministerialnej czyli Liście Produktów Tradycyjnych i Regionalnych MRiRW czy informacjom z KSOW poszerzyłam swoją wiedzę na temat kuchni mojego ojczystego regionu. 

Wybrałam się również na wycieczkę antropologiczną aby sprawdzic czy restauracje warszawskie karmią po "warszawsku". I czy kuchnia Warszawy jest bardziej lokalna czy "przyjezdna". Spenetrowałam dostawców, producentów, rolników, hodowców lokalnych jak tylko była taka możliwośc. I tak nadeszła ta chwila. Chwila gdy trzeba powiedziec sobie: "Do zobaczenia". Nie żegnam się, bo kuchnię Mazowsza i kuchnię Warszawy zamierzam "krzewic" gdzie się da i jak tylko się da. Myślę właśnie nad scenariuszami lekcji dla przedszkoli i szkół o Mazowieckiej tradycji stołu:). Trzymajcie kciuki, jak slowfoodowiczka, antropolożka i już niedługo pedagożka będę miała nową misję do wcielenia.



A co do kuchni Mazowsza i Warszawy to ....Mam dla Was kilka inspiracji kulinarnych o których wcześniej nie wspomniałam. Co powiecie na sos z mleczy śledziowych? Zapomniany smak. Wart przypomnienia. Wystarczy przecież rozetrzec mlecze, dodac do nich śmietankę, ciut octu i pieprzu. Sosem tym polewa się śledzie a do tego podaje się pokrojoną drobno, sparzoną cebulkę. Jeśli to Was nie przypada do gustu to może zamarynujecie śledzie? Również prosta sprawa. Gotujecie ocet z wodą w proporcji 1;1 dodając pieprz w ziarnach, listek laurowy i cukru tyle by zalewa nie była zbyt kwaśna. W wystudzoną zalewę wkłada się smażone śledzie.
Jeśli śledziowe klimaty Wam teraz nie po drodze może skusicie się na kluski "drewniane"? Zetrzecie cztery dośc spore ziemniaki na tarce i po chwili odlejecie z nich sok. Wsypiecie mąkę tak dużo by ciasto nie było zbyt twarde. Łyżką formujcie kluseczki i wykładajcie je na osolony wrzątek. Gdy wypłyną są gotowe. Brzmią może banalnie ale polane smażoną słoniną z cebulą z dodatkiem kiszonej kapusty są prawdziwym smakowym rarytasem.

Przede wszystkim dlatego, że dziś nikt już nie kultywuje przepisów "biednych" ludzi, których na Mazowszu było bez liku. Dziś mając prawie nieograniczony dostęp do mięsa nie znamy tradycyjnych "ubogich" dań...A warto znac własną kuchnię. To nasze korzenie a kim jesteśmy bez korzeni? Słabi. Łatwo nas "wyrwac" z tożsamości i godności.


 Choc raz w tygodniu ...miesiącu zróbcie danie z Mazowsza. Warto kultywowac lokalne przepisy. Warto gotowac "inaczej" niż wszyscy wokół.

wtorek, 27 lutego 2018

Szymanderska. Ćwierczakiewiczowa. Tremo

Przepracowałam w ciągu tych pięciu lat wszystkie przepisy podane przez panią Hanię Szymanderską w Kuchni Polskiej. Potrawy Regionalne. Rozmawiałam z nią o tym projekcie podczas wspólnego debatowania nad śledziami na spotkaniu Slow Food w 2013 roku. Uśmiała się i życzyła mi powodzenia. Mam nawet jej autograf w ww pozycji. Dziś już pani Hani nie ma wśród nas. Zniknęła tak nagle, że jeszcze się z jej "ubytkiem" nie oswoiłam.

Przepracowałam również przepisy z Najsmaczniejszej Listy Ministra, KSOW, przepisów z portali tematycznych czy innych publikacji pani Orłowskiej, Ćwierczakiewiczowej czy Prószyńskiej. Nie zapomniałam regularnie zaglądac do Compedium Felculorum. Oddałam również głos wielkiemu Pawłowi Tremo.

Było kilka smakowych wpadek, kilka no kilka naście przepisów które zmieniłam w stosunku do przepisu wyjściowego. Były też objawienia smakowe, które wejdą do kanonu mojej kuchni domowej. Należą do nich:

Z zup:

  1. zurek-pokojowca
  2. zupa-grzybowa-na-wigilie
  3. krupnik jaglany 

 Z dań głównych:
 

  1.  mielone po warszawsku
  2.  kaczka-z-pomaranczami-po-mazowiecku
  3. roladki-warszawskie
  4. gołabki-z-cielecina-w-sosie-grzybowym
  5. wiosenne-eskalopki-cielece

 Zaś z pozostałych:
  1. maso-rydzowe
  2. buraczki-krolowej-marysienki
  3. sałatka-szparagowa
  4. sałatka-warszawska

 Pozwoliłam sobie również na wędrówki po kuchniach sąsiadów i zagłębianie się w kulinarne korzenie mojej rodziny. Brakowało by mi tego gdybym strikte trzymała się tematu kuchni Mazowsza i Warszawy.  Dlaczego? Odpowiem słowami kogoś innego:

„Bez przodków jesteś jak wyrwana roślina, rzucona na uschnięcie. Gdy czujesz za sobą ich siłę, to tak, jakbyś rósł w lesie z innymi drzewami. Jedne są stare i już się przewracają, inne młode, dopiero rosną, ale to jest Twój las…”

Czas na pożegnanie nadchodzi...