wtorek, 30 sierpnia 2016

Slow. Wisła. Kuchnia

Slow Market na Placu Zabaw to kolejne miejsce gastronomicznych spotkań weekendowych. Jest tu naprawdę mocna ekipa. Przynajmniej dla moich kubków smakowych. Najmocniejsza trójka to:  Inessa KimMojo PiconDumplings foodtruck.

Nigdy nie odmówię placów z kimchi od Inessy! 

 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Zapiski na serwetce: Gospoda Pod Kogutem

 

Gospoda Pod Kogutem to wydawałoby się dośc niepozorne miejsce. Ukryte na Starym Mokotowie, dzielnicy z wybitnymi miejscami gastronomicznymi. Na szczęście blisko jest stacja metra Pole Mokotowskie, więc dotarcie dla mnie z drugiej strony miasta nie stanowiło problemu.

Wnętrze jest proste a "całośc" wrażenia robią detale dekoracyjne. Takie jak zakamarek z poduszkami czy "wianki" w stylu ludowym wiszące z sufitu. Nie jest to "cepeliada" z suszonymi kwiatkami, które w lokalach z rodzimą kuchnią potrafią odebrac mi apetyt w kilka minut. Mają nie za dużą salę na rodzinne uroczystości, taką akurat na rodzinny obiad gdy przyjedzie ciocia z Ameryki:)

Obsługa w postaci przeuroczej ciemnowłosej Pani bez problemu odpowiadała na każde z moich ciekawskich pytań. Dania przychodziły na stół w odpowiedniej odległości czasowej i kolejności. Obserwowałam, że z dużą starannością i życzliwością podchodzi do każdego z gości.  


W menu ... polskie standardy kulinarne. Wśród zimnych zakąsek poza tatarem królują śledzie. Ponieważ upał był niemożebny zrezygnowałam z zamówienia moich ukochanych śledzi. Zainteresował mnie za to żur. 


Okazał się byc delikatnie chrzanowo-śmietanowym wydaniem tej tradycyjnej polskiej polewki. 

Niedźwiedziowi wpadły w oko policzki wieprzowe w sosie śmietanowo- śliwkowo- rozmarynowym. Mnie koncepcja polików od nie-przeżuwaczy zupełnie nie przekonała...aż do pierwszego gryza. Poliki były naprawdę świetne. Sos nie narzucał się w swojej intensywności i podkreślał smak mięsa. Podane  z pysznymi, domowymi, kopytkami okazały się najlepszym z naszych wyborów. 


 Chociaż nie zaprzeczę, że golonka w piwie z puree chrzanowym, na którą ja się połasiłam, prawie im dorównywała. Delikatna, aksamitna wręcz struktura dobrze przyrządzonego mięsa i świetne domowe ogórki kiszone, które zawłaszczyła Mała Zi. Jadła zresztą równo z talerzy obojga rodziców robiąc przy tym boskie miny osoby zadowolonej z jedzenia. 
 



Na deser, wybaczcie ale nie mogłam nie sprawdzic, zamówiliśmy racuchy. To duży sprawdzian dla lokalu w mojej ocenie. Ciasto okazało się nie byc zbyt nasycone olejem, lekka kwaskowośc jabłek i chrupka skórka to właśnie wspomnienie powoduje, że cieknie mi ślinka...



Gospoda Pod Kogutem to restauracja lokalna i sąsiedzka. Mogę tylko żałowac, że to nie ja mam ją po sąsiedzku. Dziękuję Gospoda Pod Kogutem Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato , że uraczyło mnie "urodzinowo" zaproszeniem do tej smacznej restauracji z porządną choc nie wyszukaną (ale jak ktoś chce wyszukaną to do Atelier Amaro) kuchnią polską. 

GOSPODA POD KOGUTEM
02-521 Warszawa
ul. Rakowiecka 43a
tel. 22-849 08 78

LINK 
 

piątek, 26 sierpnia 2016

Zielone pomidory. Papryka. Ocet

Znacie film o smażonych zielonych pomidorach? 

Mnie bardzo się podobał. Przeglądając książkę kucharską pani Hani Szymanderskiej po raz pierwszy od razu miałam ochotę zrobic zielone pomidory. Niestety ich znalezienie graniczyło z prawie cudem...no bez przesady. Było trudno. Ale smak wart zachodu:)!


Sałatka z zielonych pomidorów

1 kg zielonych pomidorów 
3  cebule
1 papryka

1/4 szklanki grubej soli 

zalewa: 
1 szklanka octu winnego
1/4 szklanki wody przegotowanej

0,15 dkg cukru
3 ziarna ziela angielskiego
2 liście laurowe
5 goździków 
6 ziaren pieprzu
4 ziarna kolendry
4 ziarna gorczycy
ok.1 cm kawałek kory cynamonowej
1/4 łyżeczki estragonu


 Pomidory i cebulę myję i kroję w plasterki. Posypuję solą, przykrywam i odstawiam na noc. Odciskam i osączam na sicie a w tym czasie zagotowuję wodę z przyprawami i cukrem, tylko bez gorczycy, ok.10 minut na małym ogniu. Dodaję ocet i gotuję jeszcze ok.5 minut. Do wrzątku wrzucam pomidory i cebulę. Gotuję kolejne 10 minut. Gorące warzywa układam w słoikach, przekładając sparzoną papryką pokrojoną w paski. Dodaję gorczycę i zalewam gorącą zalewą. Szczelnie zakrywam i pasteryzuję na sucho.

Można dodac ząbki czosnku, kawałki zielonej papryki (tylko nie odmiany sałatkowe są zbyt wodniste). 



piątek, 19 sierpnia 2016

Śniadanie. Trawa. Wrzawa

Targi Śniadaniowe nadal na topie. Działają na Mokotowie, Ursynowie, Żoliborzu i Gocławiu. Zresztą każda "dzielnica" w takim targiem wcześniej czy później próbuje "rozsmakowac" mieszkańców. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Są targi tematyczne w klimacie Orientu, Ameryki czy smakach Azji. Z moich skromnych doświadczeń mogę polecic pyszne lody w wykonaniu Lodów Prawdziwych . Chińskie pierożki na parze prosto z Parowozu. Świetną hiszpańską kuchnię w wykonaniu La Iberica.  Warte grzechu są też japońskie zupy (ramen) z Akita Ramen.




piątek, 12 sierpnia 2016

Tarki. Agres. Rabarbar

Piszę tylko raz w tygodniu bo będąc na "wsi-sielskiej" mam odgroma prac pasteryzatorskich, konfiturowskich i wekowskich:) Czyli przetwarzam co się da i jak się da i ile się da:)  

Z propozycji pani Hani Szymanderskiej warto przyjrzec się tym najbardziej mazowieckim, których w sklepach raczej nie znajdziesz. Albo z trudem je wyszukasz.  A to doskonały pomysł na świąteczne prezenty, nie sądzicie?


 

Pasta rabarbarowa korzenna

1 kg. rabarbaru
1 1/2 szkl posiekanej cebuli
1 szkl rodzynek
1 1/2 szkl cukru 
5 ząbków czosnku
2 łyżki świeżo siekanego imbiru
1 łyżka zmielonych nasion gorczycy
po 1 łyżce mielonych: ziela, kolendry
1/2 łyżeczki mielonej ostrej papryczki
po 1/4 łyżeczki mielonych: cynamonu, goździków
2 łyżki miodu
2 łyżki białego wytrawnego wina
1 1/2 szkl octu winnego
1 łyżka soli

 Rabarbar kroję w kostkę. Rodzynki sparzam i skrapiam winem. Do rondla wkładam rabarbar, cebulę i prażę. Następnie rodzynki, czosnek, cukier, imbir i całą resztę (bez miodu i octu). Gotuję na bardzo małym ogniu przez 30 minut. Lekko studzę. Miksuję. Wlewam ocet. Gotuję znów 30 minut. na końcu dodaję miód. Odparowuję. Masę wkładam do słoiczków i pasteryzuję ok.10 minut.

Agrest marynowany

kg twardego agrestu

marynata:
1 szkl octu winnego 
1 szkl wody przegotowanej
400 g cukru
6 ziaren kardamonu


Agrest dojrzały ale twardy (!) myję, osuszam i wrzucam na wrzątek na ok.1 minutę. Osączam na sicie, przelane zimną wodą. Zagotowuję marynatę (bez octu) a następnie gotuję na małym ogniu przez ok.7 minut. Dodaję ocet i zagotowuję. Agrest układam ciasno w słoiczkach i zalewam przestudzoną marynatą. 


Konfitura z zielonych pomidorów

1 kg małych zielonych pomidorów
1 kg cukru
2 łyżki spirytusu
1 łyżka skórki pomarańczowej
sok i skórka otarta z cytryny


Pomidory myję, suszę i dzielę na cwiartki. Usuwam nadmiar pestek. Skrapiam octem i odkładam na 12 godzin. Przygotowuję syrop: woda z cukrem. Odszumowuję. Do wrzącego syropu daję pomidory razem z sokiem, który puściły. Doprowadzam do wrzenia, gotuję 5 minut na małym ogniu i odstawiam na noc. Następnego dnia smażę aż pomidory nabiorą szklistości. Potem dodaję resztę. Delikatnie mieszam. Studzę i pakuję w słoiki. 


Morele marynowane

1 kg moreli
1 szkl octu winnego
1/2 szkl wody przegotowanej
po 50 g cukru i miodu
5 goździków
kawałek kory cynamonu
3 ziarenka kardamonu
20 g soli

Morele myję i wrzucam na 2 minuty do wrzątku. Przelewam następnie na sicie zimną wodą. Dryluję. Zagotowuję wodę z cukrem, solą i przyprawami (bez miodu i octu). Gotuję przez 10 minut na małym ogniu. Dodaję miód i ocet. Zagotowuję. Układam morele w słoiczkach dośc ciasno. Zalewam marynatą. Zamykam.


Marynowane tarki

1 kg. przemarzniętej tarniny
750 g cukru
1 szklanka 10% octu
1 łyżka owoców jałowca
8 goździków
1/2 kory cynamonu

Tarki myję i suszę. Gotuję ocet z cukrem. Owoce układam w kamiennym garnku i zalewam przestudzonym płynem zostawiając na całą noc. Kolejnego dnia syrop zlewam i zagotowuję. Potem przez 5 minut trzymam na najmniejszym z możliwych ogniu. Znów zalewam tarki gorącym płynem i zostawiam do ostygnięcia. Zimny syrop znów zagotowuję. Do wrzącego wkładam owoce i gotuję ok.8-10 minut na małym ogniu. Dodaję resztę przypraw. Mieszam. Przekładam do wyparzonych słoików. Zamykam. Pasteryzuję. 


Polskie kapary

2 szkl nasion nasturcji
2 łyżki soli
1/2 szkl octu winnego
1 szkl wody 

marynata:
1 szkl octu
1/2 szkl wody
1 listek laurowy
kawałek kory cynamonu
3 goździki
po 3 ziarenka: ziela, pieprzu
sól
szczypta cukru


Nasiona myję i osuszam. Posypuję następnie solą i zostawiam na 24 godziny. Nasiona wycieram i układam w słoju. Zalewam ostudzonym octem z wodą (nie marynatą!) i zostawiam na 10 dni w chłodnym miejscu. Ocet zlewam. Przygotowuję marynatę. Zagotowaną i przestudzoną zalewam nasiona poukładane w małych słoiczkach. 

piątek, 5 sierpnia 2016

Jabłka. Miód. Cynamon

Wśród specjałów kuchni mazowieckiej można natrafic nieraz na potrawy z jabłek. Cóż, Mazowsze wśród owoców właśnie jabłkami "stoi". Zimą z jabłek suszonych robiono kompot  z dodatkiem macierzanki i kwiatu lipowego, posłodzony miodem. A latem? O to sorbet. Przepis podała kiedyś na antenie RMF dziennikarka, pani Katarzyna Sobiechowska-Szuchta. 

Sorbet jabłkowy

4 jabłka
3 łyżki miodu
2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki cukru waniliowego
pół łyżeczki mielonego cynamonu

Jabłka obieram i zcieram na grubej tarce. Dodaję miód, cukier i cynamon. Skrapiam cytryną i miksuję na gładką masę przez ok.5-7 minut. Następnie zamrażam.


W przepisie pani Katarzyna podawała jabłka "grójeckie". Cóż. Nazwa ta to nie odniesienie do gatunku owoców ale do ponad 40 odmian pochodzących z regionu grójeckiego. Pochodzenie z tego właśnie regionu (warunki glebowo-klimatyczne) ma wpływ na odmienne cechy poszczególnych gatunków np. wyższą kwasowośc i większą zawartosc antocyjanów i karotenoidów pod skórką. O tym, że rejon grójecki nazywany jest „największym sadem Europy” już chyba pisałam (lenistwo moje..bo nie chce mi się szukac i komputera ...bo słaby zasięg i sprzęt się chętnie zawiesza). Sady pod królewskie uprawy jabłek kazała założyc w tym rejonie już w XVI wieku królowa Bona. W 2011 roku jabłka "grójeckie", ponad 40 odmian, wpisano do rejestru Unii Europejskiej (Chronione Oznaczenie Geograficzne).

wtorek, 2 sierpnia 2016

Wiśni...Branie



Samobranie…Panowie i Panie, nic tylko brać w obie ręce kobiałki i jechać! Brzmi nieźle prawda? 

Zapraszała Joanka aktywistka rolniczo - wiejska, mieszkanka sadowniczego Ziemięcina i do owego Ziemięcina właśnie zapraszała. Wyobraźcie sobie … 


Hektar ekologicznych Łutówek znanych też w niektórych kręgach jako Goryczki. Dojrzewały sobie spokojnie mimo wiatrów i burz nawiedzających w ostatnich tygodniach Mazowsze. Dojrzewały, dojrzewały aż dojrzały. Do zrywania, zjadania, przetwarzania. 

 
Gospodarze pozwolili nam się „popanoszyc”. 

W letniej kuchni, w lasku, na łące i w sadzie. 

Było „B O S K O”