Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śleżany-wieś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śleżany-wieś. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 sierpnia 2017

Kiszonki czy kwaszonki? Oto jest pytanie

Już nadchodzi wielkimi krokami jesień. Jeszcze jej nie czujemy w powietrzu ani w przyrodzie chociaż...bociany już odleciały a jarzębina pyszni się czerwienią jak dorodny indyk. Więc jednak tak, jesień już się wprosiła. 

Kisic można wszystko...kwasic lepiej nie. Kwaszenie to jednak proces negatywnej, niezdrowej fermentacji. A kiszenie jak najbardziej pożądane. Aleksander Baron z Solec 44, kisi jak szalony. Napisał o tym nawet książkę, która jest moją ulubioną lekturą od ostatniej Gwiazdki podobnie jak "Sztuka fermentacji" Sandora Katza. 

Sztuka fermentacjiObaj to fascynujące postacie, zwłaszcza ten drugi. Postac w której tle mogłyby leciec piosenki Stachury (nie mam pojęcia dlaczego!). Sam nazywa się fermentacyjnym fetyszystą, co już chyba dużo wnosi do wyobrażenia o jego osobowości. Uwielbiam jego tekst o tym jak prosto jest zrobic kiszonkę...Ogólnie to kapustę możesz znaleźc gdzieś za sklepem bo wyrzucą na pewno gorzej wyglądające egzemplarze. W tym samym sklepie możesz wyprosic słoik. A sól możesz zawinąc z Macdonalda.. Proste? Proste. A jakie zdrowe. 

Kiszonki są najlepszym probiotykiem. Czytałam jeszcze w ubiegłym roku świetny artykuł w Wysokich Obcasach. Oto bardzo ciekawy fragment:

By sprawdzić, czy rzeczywiście mikrobiom wpływa na mózg, uczeni zaczęli od badań na zwierzętach. Wyhodowano myszy, które były pozbawione flory bakteryjnej jelit. I okazało się, że wykazują one wiele nieprawidłowości w swoim zachowaniu - są strachliwe, depresyjne i mają cechy autystyczne. Kiedy uczeni skolonizowali ich jelita bakteriami od zdrowych zwierząt, gryzonie przestały się bać i zaczęły socjalizować. Chętniej przebywały ze sobą, a zachowania autystyczne znikły.
Potem uczeni zaczęli ingerować w skład gatunkowy bakterii. Bardzo trudno bowiem ustalić, który to dokładnie gatunek bakterii ma np. właściwości antydepresyjne. Podawano więc myszom bakterie probiotyczne kwasu mlekowego. I udało się ustalić, że kilka szczepów, głównie z rodzaju Lactobacillus, naprawdę wpływa na zachowanie zwierząt. Co ciekawe, jeśli u takich "szczęśliwych" myszy przecięto nerw błędny, wszystkie dobrodziejstwa wynikające z ich nowej flory bakteryjnej niemal natychmiast znikały. To eksperymentalnie dowiodło bezpośredniego wpływu produktów flory jelitowej na mózg u myszy.

Robi wrażenie na mnie ogromne. Koncepcja posiadania oddzielnego mini mózgu tylko do pracy jelit...Artykuł przeczytajcie koniecznie!
Kiszonki i fermentacje 
Książka Barona to polska odpowiedź albo nawiązanie do wcześniej wspomnianej. Smak kwaśny to najbardziej typowy smak kuchni polskiej. Kisimy wszak ogórki i kapustę. Fermentujemy zboża i buraki na najbardziej polskie zupy: barszcze i żury.  W wersji autora świat kiszonek jest dużo bogatszy. A jego kiszone w maślance młode buraki śnią mi się po nocach. 

Profesor Dumanowski, na którego często powołuję się na tym blogu napisał o Aleksandrze Baronie, że : "odkrywa kiszonki niepowtarzalne, zaskakujące i po prostu piękne, bo smak to przecież część estetyki. Ma niezwykły kontakt z historią, zapomnianą kulinarną wiedzą i sztuką, które gdzieś wyparowały, ale ciągle jakoś unoszą się między nami w powietrzu". 

Zachęceni do lektury i kiszenia? Gorąco polecam. Ja kiszę jak szalona....

wtorek, 8 sierpnia 2017

Rozważania o jedzeniu w trasie

Jedzenie w trasie to bardzo trudny temat. Jedziemy w lecie nad morze a zimą w góry, albo na odwrót za każdym razem jednak musimy gdzieś po drodze się zatrzymac. Na obiad, najczęściej. I tu zaczynają się rozterki. Gdzie się właściwie zatrzymac. Kiedyś ten dylemat rozwiązywał dla mnie portal Gastronauci, dziś już Św.P. Zastępujące go Zomato nie uwzględnia małych miast czy wsi na swojej mapie. Wynika to jak sądzę nie tylko z innej koncepcji ale i nieznajomosci europejskich realiów. Można oczywiście przeszukiwac fora, wrzucac na google czy facebooka zapytania "gdzie dobrze zjeśc na 343 kilometrze...". Można. 

Można też trzymac się zasady, że lepsze znane zło niż nieznane dobro. Kierując się odwiedzamy to co znamy czyli wszystkie fast-paskudy, których z nazwy nie wymienię. Widac je na całej trasie Warszawa-Gdańsk. Można też starym dobrym sposobem nabrac jedzenia w menażki.. Albo patrzec gdzie stoją tir-y. Wieśc bowiem gminna niesie, że gdzie się oni stołują tam dobrze karmią. Cóż, sądzę że stołują się przede wszystkim tam gdzie mogą wjechac wielką "furą" więc smak jest tu raczej wtórnym decydentem. Można zajrzec na TripAdvisora gdzie czasem są polecane jakieś niezłe miejsca. Mnie brakuje jednak portalu / serwisu, który skupił by się na takich właśnie miejscach. Polska - gdzie zjeśc w trasie.

Dla mnie wyjazdy w sezonie na wieś w okolice jeziora Zegrzyńskiego już są problematyczne. Taki chociażby bar Ronda, pomiędzy Stanisławowem a Nieporętem. Zajrzałyśmy tu gonione głodem. Lokal całkiem sympatyczny choc przyjemniej jest usiąśc na zewnątrz. Menu przygotowane "prawie" na każdą ewentualnośc (prawie bo nie mieli sushi:)) To oczywiście żart. Wpadłyśmy tu dwukrotnie. Całkiem niezłego burgera przycmiły nijakie zupy o charakterystycznym smaku "nie domowym". Okropne frytki przegrały z dobrymi pielmieni. Niestety naleśniki dopracowywane w mikrofali nie pozostawiały złudzeń. Jedz i spadaj. Wpadniemy pewnie jeszcze nie raz bo to jedyne "zjadalne" miejsce na tej trasie poza Laguną, gdzie ceny ryb w stosunku do wielkości porcji zmieniły się nie proporcjonalnie. A może jest coś? gdzieś? niedaleko? Tylko jak to znaleźc, jeśli nie ma się już ochoty na kulinarne eksploracje terenu? 

Tak, tak...nie ma się już ochoty. Osiągam powoli wiek, gdzie będę chodziła tylko do "znanych i lubianych" restauracji czy barów. Nie mam już czasu na kiepskie jedzenie... 

Co ze smutkiem i przykrością stwierdzam.


piątek, 7 lipca 2017

Kurki z patelni

Dziś smakowe zmagania z kurkami. Grzyby zajmowały kiedyś dużo istotniejszą rolę w codzienności niż tradycji kulinarnej naszych przodków. Najprościej przygotowywano je z cebulą, masłem i śmietaną niezależnie od regionu Polski. Dla mazowieckich chłopów sezon grzybobrania to ważne "do it" w kalendarzu zbiorów, dla szlachty czysta przyjemnośc...Pamiętacie w "Panu Tadeuszu"? 

Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice,
Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice,
Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada,
I dziwna, żaden owad na nich nie usiada.
Panienki za wysmukłym gonią borowikiem,
Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem.
Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy,
Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory,
 
 
Kurki z patelni z orzechami 

0,5 kg kurek
1/2 cebuli czerwonej
5 dkg orzechów włoskich (pokruszonych)
1/8 kostki masła
sól, pieprz
Oczyszczone i opłukane grzyby osuszam. Kroję na pół lub na cwiartki w zależności od ich wielkości. Siekam drobno dymkę. Na rozgrzane masło wrzucam grzyby a po około 2 minutach dodaję dymkę. Całośc smażę jeszcze przez 3 minuty. Posypuję lekko uprażonymi orzechami. Doprawiam do smaku. 


piątek, 23 września 2016

Kurpie. Ziemniaki. Wątroba

Wyprawiłam się na Kurpie. Kulinarnie oczywiście bo siedzimy i sprzątamy przed zimą naszą "wieś sielską". Znudził się już rosół z fajerek...(rety! to możliwe?!) o grillowaniu, kociołkowaniu nie wspominając....Więc dziś ziemniaki pieczone w folii.

 

Ziemniaki z Kurpii

8 równych ziemniaków
100 g wątroby wieprzowej
150 g mielonej wieprzowiny
1 duża cebula 
2 ząbki czosnku
4 łyżki szczypiorku
100 g startego sera typ Gouda
olej, masło
sól, pieprz


Umyte i wysuszone ziemniaki wdrążam wzdłużnie :) Cebulę szklę i dodaję posiekany miąższ z ziemniaków, wątróbkę, mięso i czosnek. Doprawiam. Smażę ok.5 minut. dodaję szczypiorek. Każdy ziemniak nadziewam farszem i układam na folii aluminiowej posmarowanej olejem. Każdy oddzielnie. Dodaję masło i posypuję serem. Zawijam i wrzucam na ruszt. Piekę do miękkości.

piątek, 16 września 2016

Gołąbki. Zawijoki. Faszerowańce

Gołąbki to jedna z moich ulubionych potraw. I to skłoniło mnie już kilka lat temu do poszukiwań gołąbkowych innowacji. Ten farsz zawinięty w rolki z liści nie musi byc nudny. Sos pomidorowy. Ryż. Mięso... To co zawijamy i w co to już kwestia regionu, kraju ba kontynentu. No więc mamy ryż z mięsem mielonym wieprzowym, kaszę (gryczana, jęczmienna, jaglana) z mięsem również. A mięso może byc baranie, wieprzowe, wołowe... Ale są wersje też bezmięsne z ziemniakami np. A do tego cebula, grzyby, boczek, rodzynki, orzeszki piniowe. Zawija można w liście kapusty: białej, włoskiej lub czerwonej. Surowej lub kwaszonej. Albo w winogronowe liście. Albo w buraczane.

Gołąbki są w całej Europie, trafimy na nie przeglądając książki kucharskie ze Skandynawii, na półwyspie Bałkańskim, u każdego z naszych sąsiadów. W Słowniku etymologicznym języka polskiego, możemy przeczytac, że nazwa gołąbki (zdrobnienie od gołąb) jest prawdopodobnie zapożyczona z ukraińskiego hołubci. W Polsce na gołąbki mówi się zawijaki, faszerowańce lub kapusta faszerowana (to tak oficjalnie, nieprawdaż?).

Mój zawijany TOP:

1. liście managolda a w środku farsz z warzyw, mięsa, kaszy
2. kapusta biała a w środku kasza jaglana, grzyby, kapusta kiszona
3. kapusta włoska z farszem gryczano-grzybowym w sosie grzybowym
4. klasyka w sosie pomidorowym
5. liście czerwonej kapusty, farsz mięsno-pęczakowy z beszamelem....

Warto też klasyczną wersję gołąbków nie udusic ale zapiec w piekarniku. Albo lekko podkisic liście kapusty przed ich nadzianiem. W kwestii gołąbków tak jak w temacie pierogów ... ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia.

A oto kilka inspiracji dla Was:  


Zawijaki z kapustą i kaszą jaglaną - przepis z archiwum Muzeum Wsi Radomskiej.

30 dkg kaszy jaglanej ugotowanej na sypko
0,5 kg drobno posiekanej kapusty kiszonej, ugotowanej do miękkości
10 dkg drobno posiekanych, ugotowanych grzybów suszonych
6 sztuk dużych liści kapusty białej
Sól, pieprz do smaku
Ugotować kaszę jaglaną. W osobnym garnku ugotować drobno posiekaną kapustę kiszoną razem z grzybami. Ugotowane składniki wymieszać i doprawić solą i pieprzem. Liście kapusty sparzyć. W wersji tradycyjnej farszem nadziewano kiszone liście kapusty (kiedyś całe główki kapusty kiszono w beczkach, uzupełniając je kapustą szatkowaną),dziś można użyć słodkiej kapusty białej. Farsz zawijać w liście kapusty – na kształt gołąbków. Gotować około pół godziny. Zawijaki podawać bez wywaru, w którym się gotowały. Można podawać z kaszą jaglaną. Smakują również odgrzane na odrobinie oleju rzepakowego.


Czarne gołąbki krużewnickie, przepis z gospodarstwa agroturystycznego "U Haneczki”, Barcinek 95 z Dolnego Śląska. Potrawa ta wpisana na Listę Produktów Tradycyjnych:


kapusta biała, kasza gryczana, ziemniaki gotowane, jajko, czosnek, cebula, mięso wieprzowe, boczek, sól, pieprz

Prażymy kaszę na patelni. Dodajemy tłuszcz i sól, po czym zalewamy wodą w proporcji 1 l na 1 kg kaszy. Następnie przygotowujemy farsz:mielimy mięso, smażymy cebulę, gotujemy i rozdrabniamy ziemniaki. Ze wszystkich składników farszu formujemy jednolitą masę.Parzymy osolonym wrzątkiem główki kapusty i wycinamy z nich twarde części liści. Farsz zawijamy w liście kapusty i formujemy z nich podłużne, regularne kształty. Tak ukształtowane gołąbki wkładamy do garnka, na dnie którego znajdują się liście kapusty. Całość zagotowujemy i przekładamy do piekarnika.

piątek, 9 września 2016

Ziemniaki. Jaja. Blacha

Jesień już tuż tuż.... Niedługo wyjedziemy na zawsze "ze wsi sielskiej" do "kochanego miasta". Na koniec warto zrobic coś niezapomnianego ale prostego....może .... tak! Zainspirowały mnie placki z Najsmaczniejszej Listy - LINK . Mazowieckie choc nie tylko:) bo jak podają  

"Ziemia Kornicka to teren, na którym ścierały się wpływy polskie, litewskie i rusińskie. Ta różnorodność kulturowa wpłynęła znacząco również na tradycje kulinarne tych terenów. Gospodynie pieczołowicie pielęgnowały tradycyjne receptury i przekazywały je młodszym pokoleniom. Placki ziemniaczane pieczone na blasze były podstawową potrawą kuchni kornickiej. Ludność wiejska była biedna, a składniki do przygotowania placków tanie i łatwo dostępne w każdym domu."



Placki ziemniaczane pieczone na blasze

0,7 kilogram ziemniaków
2 jajka
35 dag mąki
sól i pieprz do smaku


Ziemniaki utrzeć na tarce lub w urządzeniu mechanicznym i odlać z nich sok, dodać jaja, sól i pieprz, wymieszać. Smażyć na kuchennym piecu węglowym lub przygotowanej blasze bez tłuszczu do uzyskania ciemnego koloru.

piątek, 23 października 2015

Rosół z fajerek

Profesor Jarosław Dumanowski w ramach projektu „Monumenta Poloniae Culinaria” zajmował się a raczej zajmuje pomnikami kulinarnymi naszego kraju. Pod tą szumną nazwą kryją się trwalsze niż ze spiżu staropolskie książki kucharskie takie jak  Compendium ferculorum Stanisława Czernieckiego. Cudownie się czyta w oryginale taki chocby rosół polski. Czemu rosół? Zimno się robi więc na rosół idealna pora. Zwłaszcza taki zrobiony z "fajerek". Chyba na innych Czerniecki nie gotował, nieprawdaż?

No więc lektura z 1682 roku mówi:

Sposób polskiego rosołu gotowania taki. Weźmij materyją mięśną wołową albo cielęcą, jarząbka albo kuropatwę, gołębie i cokolwiek mięśnego jest, co być może do rosołu gotowano i zwierzyny wszytkie. Wymocz, wysoluj pięknie i ułóż w garnku, ociągniej. Ten zaś rosół, w ktorymeś ociągał, kiedy się podstoi, przecedź przez sito i wlej w tę materyją mięśną, włóż pietruszki, masła, przysól, odszymuj. A gdy dowre, daj gorąco na stół.
Trzeba też wiedzieć, że na każdy rosół włożyć co potrzeba, żeby wodą albo wiatrem nie śmierdział, to jest pietruszki albo kopru, cebule albo czosnku, kwiatu muszkatowego albo rozmarynu, albo całkiem pieprzu, według smaku albo upodobania, limonia też i rozmaryn żadnego nie oszpeci rosołu.
Ta...aa.... Na szczęście profesor Dumanowski przygotował tłumaczenie "z polskiego" na "polski". Dla szerszego grona odbiorców, ogólnie rzecz ujmujac.


1 szt. kura rosołowa
kwiat muszkatołowy
ziele angielskie
liście laurowe
rozmaryn
marchew
pietruszka (korzeń)
seler
por
cebula
sól, pieprz biały
natka zielonej pietruszki
Kurę podzielić na ćwiartki i po wypłukaniu włożyć do garnka, podobnie uczynić z mostkiem cielęcym. Mięso zalać zimną wodą (najlepiej nie chlorowaną), dodać sól, ziele angielskie, liście laurowe, biały pieprz ziarnisty, gałązkę pietruszki, lubczyku, kwiat muszkatołowy i gotować na małym ogniu. Cebulę przekroić na pół i podsmażyć na suchej patelni, po czym dodać do gotującego się mięsa – da nam to w efekcie wspaniały aromat, smak i podkreśli barwę rosołu. Rosół nie może gotować się gwałtownie − powinien delikatnie „mrugać”. Po około godzinie oddzielamy mięso od rosołu – możemy go zużyć do zrobienia figatelli, które podamy jako dodatek do rosołu, lub główne drugie danie. Do rosołu dodajemy warzywa: marchew, pietruszkę, seler – przekrojone na krzyż, por, liść włoskiej kapusty. Po ok. 30 min. rosół drobiowo-cielęcy jest gotowy. Otrzymamy niezwykle aromatyczny, jasno złocisty, z seledynowymi refleksami, rosół.
Do głębokiego talerza dajemy makaron (domowy), lub figatelle, albo kluseczki wątrobiane, drobno pokrojoną zieloną natkę pietruszki oraz niewielką ilość marchewki (tę z rosołu – pokrojoną w kostkę) i zalewamy wrzącym rosołem. Na stole powinny się znaleźć dwa młynki: jeden z solą, drugi z białym pieprzem.
Ilość użytych przypraw i ziół uzależniona jest od indywidualnych przyzwyczajeń.
Opisywany rosół drobiowo-cielęcy powinien charakteryzować się subtelnym smakiem i delikatnym aromatem, a barwa powinna być jasnozłocista. 
Jeżeli będziemy chcieli ugotować rosół z mięsa wołowego, wówczas używamy dodatkowo: czosnku, rozmarynu, czarnego pieprzu ziarnistego, a nawet owocu jałowca.

  

Znowu w  „Praktycznym Kucharzu Warszawskim” z 1923 (też fajerki) proponują:

Mięso na rosół należy tylko obmyć, lecz nie moczyć, bo przez to rosół traci tęgość – zalać zimną wodą i gotować na małym ogniu ciągle szumując, dopóki szumowiny nie przestaną się wydzielać. Natenczas odstawić od ognia, zalać łyżką wody zimnej, aby się męty oddzieliły; następnie zebrać pozłotę, (…) mięso wyjąć z garnka wypłukać w letniej wodzie, włożyć na powrót do tegoż (…) garnka, zalać przecedzonym rosołem, posolić i wstawić na ogień, niech się wolno gotuje. W tym czasie dodaje się włoszczyznę jako to: kilka korzonków pietruszki, marchwi, seler i parę porów, a na krótki czas prze wydaniem kapustę sparzoną wpierw, kalafior, parę suszonych grzybków, (…) odstawić rosół z ognia, gdy bardzo tłusty zebrać pozłotę i przez sitko przelać

Rosół zrobiłam, koniecznie z cebulą. Inaczej go nie widzę. W jednym garnku jeden w drugim drugi przepis. Oba świetne. Aromaty dzięki rozmarynowi boskie. Kalafior w tym drugim mniej pasował niż grzybki ale oba dodatki o dziwo się sprawdziły. Rosołowe szaleństwo na 102 fajerki!

piątek, 7 sierpnia 2015

Domowe placki z jabłkami

Dziś kuchnia domowa. Placki z jabłkami cioci Jadzi przetworzone i dostosowane do naszych domowych potrzeb...coraz bardziej bezglutenowo. Oto więc przepis na letnie późne śniadanie piątkowe. Ale może byc niedzielne. Pierwszą niedzielę ostatniego miesiąca wakacji ...och nie bądźmy tak pesymistyczni...przed nami szklanka zawsze do połowy pełna...a jak sądzicie, że do połowy pusta to weźcie sobie mniejszą i przelejcie...


Domowe placki z jabłkami

1 szklanka mąki mieszanej: bezglutenowa galicyjska Balvitenu 3/4 i 1/4 gryczanej

2 jabłka antonówka
1/2 łyżeczki sody
2 łyżeczki cukru trzcinowego
kilka kropli prawdziwej wanilii
3/4 szklanki mleka
2 jajka
szczypta soli

Obieram jabłka ze skórek i kroję na pół plasterki. O usuwaniu gniazd nasiennych chyba nie muszę wspominac??! Jajka roztrzepuję z mlekiem. Wszystkie suche składniki mieszam. Następnie łączę. Dodaję jabłka i odstawiam na 5 minut. Smażę na złoto z obu stron. 


I nic więcej nie piszę tylko pędzę bo mi się kolejna "partia" przypali... 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Placki z jabłkami bardzo osobiste smażenie


Wróciłam ze "wsi" pełna smutku. Umarła w niedzielę moja kochana ciocia. Ta która głaskała mnie po głowie nawet gdy skończyłam "czterdziestkę". Siadałam przy jej fotelu w bloku lub na tarasie działki i rozmawiałyśmy. Tzn ja mówiłam a ona mnie głaskała. Trudno nie byc osobistym w takiej chwili. Kolejna bliska mi osoba, która umiera w miesiącu moich narodzin. 

Nie napisałabym jednak tego postu, gdyby nie dziwny zbieg okoliczności. Taki z tych co jeżą włoski na skórze rąk. Zajrzałam bowiem na bloga i postanowiłam sprawdzic co miałam zaplanowane do napisania a co przez pobyt na wsi i brak netu w pewnym sensie "przepadło". Zjeżyłam się w momencie, gdy zobaczyłam, że w ostatnią niedzielę chciałam umieści przepis na placki z jabłkami autorstwa mojej cioci. Tej cioci. Tej niedzieli, gdy odeszła. Przepisu nie zdążyła mi podyktowac. Ostatnie dni siedziałam próbując odnaleźc właściwy smak placków cioci Jadzi. Tak więc poniżej coś "zbliżonego" do jej geniuszu. Wiem, że proste ale jednak nie łatwo znaleźc ten sam smak i proporcje.

Mimo wcześniejszych zarzekań, że o jabłkach nie napiszę to jednak muszę złożyc hołd mojej cioci.

Placki cioci Jadzi

10 dkg mąki
100 ml mleka
10 dkg cukru 
1 jajko
1/2 kg jabłek 
sól
olej do smażenia



Jabłka obieram i kroję na cząstki (jak widac na zdjęciu powyżej). Mąkę, mleko, jajko, cukier i sól mieszam dokładnie i dodaję do nich jabłka. Na rozgrzaną patelnię wlewam olej i małą łyżką do zupy nakładam porcję na placki. Po usmażeniu odsączam je z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. 


Dziękuję Ci Ciociu!!!



piątek, 22 sierpnia 2014

Pierogi z jagodami, kulinarny niezbędnik lata

Pierogi to jedna z tych potraw, która trafiła na "sztandary" kulinarne Polski i podawana jest prawie "wszędzie i zawsze". O smaku czy jakości oczywiście możemy dyskutowac tak jak i o ich pochodzeniu. Ale to nie miejsce i czas na to. Dla mnie najbardziej letnim wydaniem pierogów, są oczywiście te z nadzieniem jagodowym, które robiła kilka razy w sezonie moja mazowiecka babka z ulicy Weneckiej. Po tej babci został mi fotel bujany w spadku, zapach pościeli suszonej na słońcu i kilka przepisów w głowie.

Pierogi z jagodami
  
250 g mąki pszennej 
170 ml przegotowanej wody (ciepłej!)
250 g świeżych jagód 
1 łyżeczka mąki (do jagód)
1 łyżka cukru
1 opakowanie śmietany wiejskiej/ kremówki
sól (szczypta do ciasta, ok.1/2 łyżeczki do wody w której gotują się pierogi)



Jagody wymyte i osuszone lekko oprószam mąką i cukrem i odstawiam ale nie na długo! W tym czasie przygotowuję ciasto. Mąkę przesiewam, dodaję sól i wodę. 170 ml wody to tak mniej więcej powyżej uchwytu szklanki (ponad połowa). Ciasto musi byc miękkie i elastyczne. Zagniatam je przez nie więcej niż pięc minut. Rozwałkowuję i wykrawam kółka szklanką. Na każdej z połówek kółka kładę łyżkę nadzienia. Zlepiam wspomagając się wodą (lekko nawilżam brzegi co ułatwia ich sklejenie). Wrzucam pierogi na osolony wrzątek i gotuję około 3 minut. Wyjmuję cedzakową łyżką i podaję od razu na stół. Posypane cukrem, podlane śmietaną. Taki mały hołd dla babci, składany każdego lata o tej samej porze.






czwartek, 1 maja 2014

Wiosna ach to Ty..

Wiosna... początek zielonego szaleństwa. 

Mamy już dostępną prawie całą rodzinę sałat i ich kuzynek Do tego rzodkiewki, botwinki, rabarbar. Za chwilę szczaw i pierwsze zbiory truskawek... zaczyna się raj w kuchni. 

Nie sądzicie?
aaa wogóle to gdzie robicie zakupy?


Ja z uwagi na lokalizację w północnej części Warszawy ... a raczej pod-Warszawy zaopatruję się u Rutkowskich vel Ziółko - w środę w Fortecy a w sobotę obok knajpy Mjut na Kubusia Puchatka. Na szparagi, pakchoi, zielony groszek i inne takie zielone wpadam do Majlertów na Białołękę. Za chwilę truskawki będą zbierać po sąsiedzku w Rysinach (skręt obok Majlertów i 2 minuty autem). 

Sezon wyjazdów na działkę to dla mnie nie grillowanie ale picie  mleka prosto od krowy i twarogowe szaleństwo. Wszystko dzięki pani Hani ze Ślężan.