Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jarsko-jarskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jarsko-jarskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 września 2017

Grzyby. Warmia. Kurpie

Podczas lektury Kuchni Polskiej. Przepisy Regionalne, zwróciłam uwagę jak wiele przepisów brzmi bardzo podobnie w innych regionach. To swoją drogą oczywiste i zrozumiałe, to mieszanie się smaków. Gołąbki w liściach czerwonej kapusty na Kujawach i w Wielkopolsce. Gęś z suszonymi owocami na Kurpiach i na Mazowszu. Zazwyczaj są to sąsiadujące ze sobą regiony. W kuchni Kurpiów jak pisał Kolberg w "Działach" tom.27: "gdy mają gościa u siebie, to dodają do śniadania i do kolacyi kaszę gryczaną lub jaglaną z mlekiem". Mazowsze bogatsze nie było więc i u nas takie smakołyki dostawali "obcy".

Zdarza się też, że danie trafia do dwóch regionów odległych od siebie za sprawą przesiedleńców i modyfikowany zostaje mniej lub bardziej w oparciu o lokalne produkty. Ponieważ Duży Niedźwiedź przyniósł cały kosz grzybów i cały drugi kosz grzybów to postanowiłam sprawdzic jak ostro duszą grzyby na Warmii i na Kurpiach. Oto rezultaty.

 Grzyby duszone na ostro z Warmii

1 kg świeżych grzybów (maślaki, koźlaki, podgrzybki)
1 szkl bulionu warzywnego
4 łyżki masła
3 łyżki mąki
1 duża cebula
1 1/2 łyżki musztardy ostrej
sól, pieprz, cukier
Grzyby czyścimy i myjemy (tzn. M.M to robi) pamiętajcie, że z maślaków ściąga się skórkę. Ja w tym czasie drobno kroję cebulę. W rondlu topię 2 łyżki masła i szklę cebulę. Do etapu: krojenie grzybów w paski już jestem zaprzęgnięta ja. Dodaję grzyby do cebuli i smażę przez pięc minut mieszając. Przykrywam następnie rondelek, zmniejszam ogień i duszę przez 25-35 minut. Mieszając co jakiś czas, dośc często by grzyby nie przywarły do dna. Rozpuszczam pozostałe masło i zrumieniam na nim mąkę. Rozprowadzam bulionem i gotuję aż zgęstnieje. Tym razem nie mieszając. Dodaję musztardę, przyprawy. Sosem zalewam grzyby i duszę aż do miękkości. Mieszając oczywiście. 
Przepis od pani Hanny, gdzie sugeruje ona by podawac grzyby z ziemniakami z wody polanymi skwarkami lub z ziemniaczanym puree. Nie pasowało mi to strasznie stąd bułka.



Grzyby ostro duszone na Kurpiach


1 kg świeżych grzybów (maślaki, koźlaki, podgrzybki)
1 szkl wywaru z jarzyn korzeniowych 
1 łyżka śmietany
2 łyżki masła
2 duża cebula
1/2 łyżki musztardy ostrej
sól, pieprz, cukier 
natka 

 Grzyby czyści i myje M.M. oczywiście. Tym razem pokroi mi też grzyby w paski. Ja w tym czasie drobno kroję cebulę. W rondlu topię 2 łyżki masła i szklę cebulę. Dodaję grzyby i wlewam 2 łyżki wywaru. Smażę przez pięc minut mieszając na mniejszym ogniu. Wlewam następnie resztę bulionu (minus 2 łyżki!) i przykrywam zmniejąc ogień i duszę do miękkości. Mieszając co jakiś czas by grzyby nie przywarły do dna. Gdy są już miękkie - czyli po ok.30-40 minutach przygotowuję rozkłóconą śmietanę z musztardą i przyprawami. Dodaję powoli odrobinę ciepłego bulionu (to te dwie pozostawione łyżki) i uważam by się nie zważył sos a następnie zalewam nim grzyby i duszę jeszcze przez 5 minut. Mieszając oczywiście. Co do wywaru z jarzyn korzeniowych może byc pasternak zamiast pietruszki!.

Przepis dostałam od pani z restauracji na Kurpiach, w Lelisie.  

piątek, 25 sierpnia 2017

Kiszonki czy kwaszonki? Oto jest pytanie

Już nadchodzi wielkimi krokami jesień. Jeszcze jej nie czujemy w powietrzu ani w przyrodzie chociaż...bociany już odleciały a jarzębina pyszni się czerwienią jak dorodny indyk. Więc jednak tak, jesień już się wprosiła. 

Kisic można wszystko...kwasic lepiej nie. Kwaszenie to jednak proces negatywnej, niezdrowej fermentacji. A kiszenie jak najbardziej pożądane. Aleksander Baron z Solec 44, kisi jak szalony. Napisał o tym nawet książkę, która jest moją ulubioną lekturą od ostatniej Gwiazdki podobnie jak "Sztuka fermentacji" Sandora Katza. 

Sztuka fermentacjiObaj to fascynujące postacie, zwłaszcza ten drugi. Postac w której tle mogłyby leciec piosenki Stachury (nie mam pojęcia dlaczego!). Sam nazywa się fermentacyjnym fetyszystą, co już chyba dużo wnosi do wyobrażenia o jego osobowości. Uwielbiam jego tekst o tym jak prosto jest zrobic kiszonkę...Ogólnie to kapustę możesz znaleźc gdzieś za sklepem bo wyrzucą na pewno gorzej wyglądające egzemplarze. W tym samym sklepie możesz wyprosic słoik. A sól możesz zawinąc z Macdonalda.. Proste? Proste. A jakie zdrowe. 

Kiszonki są najlepszym probiotykiem. Czytałam jeszcze w ubiegłym roku świetny artykuł w Wysokich Obcasach. Oto bardzo ciekawy fragment:

By sprawdzić, czy rzeczywiście mikrobiom wpływa na mózg, uczeni zaczęli od badań na zwierzętach. Wyhodowano myszy, które były pozbawione flory bakteryjnej jelit. I okazało się, że wykazują one wiele nieprawidłowości w swoim zachowaniu - są strachliwe, depresyjne i mają cechy autystyczne. Kiedy uczeni skolonizowali ich jelita bakteriami od zdrowych zwierząt, gryzonie przestały się bać i zaczęły socjalizować. Chętniej przebywały ze sobą, a zachowania autystyczne znikły.
Potem uczeni zaczęli ingerować w skład gatunkowy bakterii. Bardzo trudno bowiem ustalić, który to dokładnie gatunek bakterii ma np. właściwości antydepresyjne. Podawano więc myszom bakterie probiotyczne kwasu mlekowego. I udało się ustalić, że kilka szczepów, głównie z rodzaju Lactobacillus, naprawdę wpływa na zachowanie zwierząt. Co ciekawe, jeśli u takich "szczęśliwych" myszy przecięto nerw błędny, wszystkie dobrodziejstwa wynikające z ich nowej flory bakteryjnej niemal natychmiast znikały. To eksperymentalnie dowiodło bezpośredniego wpływu produktów flory jelitowej na mózg u myszy.

Robi wrażenie na mnie ogromne. Koncepcja posiadania oddzielnego mini mózgu tylko do pracy jelit...Artykuł przeczytajcie koniecznie!
Kiszonki i fermentacje 
Książka Barona to polska odpowiedź albo nawiązanie do wcześniej wspomnianej. Smak kwaśny to najbardziej typowy smak kuchni polskiej. Kisimy wszak ogórki i kapustę. Fermentujemy zboża i buraki na najbardziej polskie zupy: barszcze i żury.  W wersji autora świat kiszonek jest dużo bogatszy. A jego kiszone w maślance młode buraki śnią mi się po nocach. 

Profesor Dumanowski, na którego często powołuję się na tym blogu napisał o Aleksandrze Baronie, że : "odkrywa kiszonki niepowtarzalne, zaskakujące i po prostu piękne, bo smak to przecież część estetyki. Ma niezwykły kontakt z historią, zapomnianą kulinarną wiedzą i sztuką, które gdzieś wyparowały, ale ciągle jakoś unoszą się między nami w powietrzu". 

Zachęceni do lektury i kiszenia? Gorąco polecam. Ja kiszę jak szalona....

piątek, 3 marca 2017

Mąka. Jajo. Soczewica

Siedzę i czytam sobie o Annopolu.  To teren sąsiadujący z Bródnem częśc dzisiejszej   Białołęki. Przed Drugą Wojną Światową był odrębnym miastem. Miejsce nie cieszyło się dobrą sławą z uwagi na rzesze bezdomnych i bezrobotnych zamieszkujących te okolice w okresie Dwudziestolecia Międzywojennego. Nie była to jednak zupełna marginalizacja. Była instalacja gazowa i wodociągi. Czemu czytam o tym? Wychowałam się w "okolicy". Była instalacja i wodociągi. Nie było marginesu społecznego. No nie w takiej kondensacji. I było to kilka dekad później:). Znalazłam nawet ciekawy opis Annopolu boksera Jana Doleckiego:
 "Mieszkałem na Annopolu w baraku 35 m. 16, a po wojnie przemianowanym na Marywilską 12 m. 150. Pamiętam Annopol z czasów okupacji i po wojnie. Ten czysty i zadbany, z alejkami wśród baraków, utwardzonymi leszem i wytyczonymi białymi słupkami, co było zasługą dozorcy Kapuśniaka (...) Większość moich koleżanek i kolegów mieszkała schludnie i czysto, a poziomem inteligencji i dyscypliny nie odbiegaliśmy od innych mieszkańców Warszawy. Ja i mój brat Tadeusz w latach 50. byliśmy mistrzami i reprezentantami Warszawy w boksie. Uczyłem się w szkole nr 42 i z tej szkoły pozostał mi w pamięci pan Lancholc. Ten wybitny pedagog uczył nas, że tam, gdzie znajduje się godło państwa, należy zdjąć czapkę, a w tramwaju mówić pasażerom dzień dobry"
Zainspirowało mnie to do poszukania biednego dania kuchni warszawskiej, które spokojnie na Annopolu mogli jadac...e'st voila!


Kluski rwane z soczewicą


80 dkg mąki
2 małe jajka
15 dkg czerwonej soczewicy
2 cebule
1 łyżka masła
sól, pieprz

Soczewicę zalewam woda i odstawiam na kwadrans. Z mąki, soli i jaj wyrobiam ciasto. Dośc twarde ciasto. Wstawiam garnek z osoloną wodą. Na wrzątek wrzucam oderwane małe kawałki ciasta. Gotuję 5 minut. 

Na rozgrzane masło wykładam drobno posiekaną cebulę i szklę. Dodaję soczewicę i duszę do miękkości. Dosmaczam. Łączę kluski z soczewicą. 

Sugestia: Dobrze komponuje się do tego kiszony ogórek. 

piątek, 26 lutego 2016

Mąka. Piwo. Jaja

Z Wielkopolską połączona jestem z obu stron: po tzw. mieczu i po kądzieli. Nie mam pojęcia czy takie naleśniki jadał którykolwiek członek mojej rodziny. Ja po prostu lubię czasem smażyc naleśniki... jednych uspokaja sprzątanie innych robienie ciasta a mnie gotowanie a zwłaszcza naleśnikowanie.

Naleśniki piwne

1 i 1/2 szklanki mąki poznańskiej (!)
2 i 1/2 szklanki jasnego letniego piwa
2 jajka od szczęśliwej kury
1 łyżka oleju słonecznikowego
1 łyżka koniaku
sól, pieprz biały
po 1/2 łyżeczki majeranku, tymianku, szałwii i estragonu 

Jajka miksuję jakieś dziesięc minut na wolnych obrotach z piwem, stopniowo dodając mąkę a potem koniak, olej, zioła. Na końcu przyprawiam solą i pieprzem. Następnie przykrywam ciasto na około dwie godziny. Przed smażeniem mieszam i jeśli jest taka koniecznośc dodaję piwo. Smażę naleśniki. 

Doskonale sprawdzą się do nadzienia z mielonego mięsa z rosołu. A do tego barszcz czerwony. Mocno czosnkowy, koniecznie.





niedziela, 14 lutego 2016

Arkas. Sobieski. Marysieńka

Dziś krótko bo Walentynek jako takich nie lubię (już pisałam, ze mamy swoje święto zakochanych więc po co kalkować coś czysto marketingowego...) ale nastrój mi się udziela. Najbardziej zakochana warszawska para jaka mi przyszła dziś do głowy... to Sobieski i Marysieńka. Skąd wiem? Proszę poniżej próbka korespondencji:

Gdybyś wiedzieć, moje serce, albo imaginować mogła, co się ze mną dzieje, i jako myślę o tobie, i że jednej nie opuszczam minuty, musiałabyś się sto razy we mnie kochać bardziej: bo gdyby tak choć trzecią część czasu darować P. Bogu, nie było [by] świętszego nade mnie człowieka. Wierz temu tak, moja duszo, jako ewangelii i jako największej przysiędze, i żebym pewnie, po wczorajszym się usprawiedliwieniu Częstochową, nadaremno na świadectwo Bożego nie brał imienia, który mię niech skaże tego momentu, jeśli inaczej piszę i myślę. Niechże mi się tedy wzajemnie nagradza od ciebie, moja najśliczniejsza dobrodziejko!

To list z Wielunia z sierpnia 1665 roku. Oboje z Marysieńką lubili słodycze, zwłaszcza owoce smażone w miodzie i paschę doprawianą szafranem i bakaliami. A król najbardziej uwielbiał arkas, dziś trochę zapomniany wschodni deser z jaj i śmietanki. Zapomniany może dlatego, że to gigantyczna bomba kaloryczna, ale jeśli macie w nosie kalorie, przepis na arkas znajdziecie tutaj. Smacznego! A ponieważ nie lubię słodkich omletów to zrobiłam sobie wytrawny, co widać na zdjęciach. To tak w klimacie niedzielnego, walentynkowego śniadania:)


Inne dobre przepisy są na SmakizPolski i MojeGotowanie.

wtorek, 26 stycznia 2016

Pieczarki. Ser. Migdały

Urwanie głowy... właściwie czemu "urwanie głowy"? Skoro jest urwana to "problem z głowy"? Ale Panowie "czapki z głów" bo oto przepis na zakąskę wprost z "Kuchnia Polska. Mazowsze" opracowanie pani Orłowskiej.


Faszerowane pieczarki

12 średnich pieczarek
10 dag białego sera
2 łyżki płatków migdałowych
1 łodyga selera
1 średnie jabłko
1 łyżeczka ostrej musztardy
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka soku z cytryny
3 liście drobno posiekanego
zielonego estragonu
sól, pieprz

Pieczarki wrzucam na 5 minut na lekko osolony wrzątek. Zaraz potem odcedzam i przelewam zimną wodą. Następnie osuszam i odcinam nóżki. Obrane jabłko i łodygę selera oraz nóżki pieczarek drobno kroję. Płatki migdałowe prażę na gorącej patelni. Ser ucieram z musztardą, szczyptą soli i pieprzu. 

Dodaję do masy posiekane wcześniej produkty i uprażone migdały. Ucieram oliwę z sokiem z cytryny i posiekanym estragonem. Każdą pieczarkę smaruję oliwą i nadziewam przygotowanym farszem. Wstawiam do lodówki na 15-20 minut. Już przed podaniem posypuję natką pietruszki.







wtorek, 8 grudnia 2015

Lista Produktów Tradycyjnych - Kapusta z olejem lnianym i grzybami

Oj bardzo krótko bo "zalatana" jestem okrutnie....

Kapusta z olejem lnianym i grzybami to prawdziwy top potraw wigilijnych. Występuje w większości regionów Polski ale to na Mazowszu została wpisana na najsmaczniejszą listę już 6 lat temu. Kapustę ową można nabyc przy ulicy Weteranów 82 w Radzyminie. Robi ją
PROVITUS. Firma znana z chrzanów i pikli. Ale taką kapustę robi gospodyni lub gospodarz w co trzecim (?) domu na Wigilię.

Lubicie taką kapustę? 








piątek, 18 września 2015

Galimatias kulinarny: ruskie czyli polskie

Znacie ten dowcip a może i anegdotę rodem z baru? 

"W zadymionym do granic widoczności lokalu bufetowa usiłuje przebić się przez gwar bywalców i piwne opary: -  "Ruskie! Kto zamawiał ruskie?! " Po donośnym zawołaniu bufetowej gwar nieco przycicha i po chwili gdzieś z kąta zachrypły baryton odpowiada: -  "Nikt nie zamawiał, same przyszli".

No więc te "ruskie" nie mają nic wspólnego z tymi Ruskimi bowiem pierogi pochodzą z Rusi a nie Rosji alias ZSRR.  Rusi dokładnie Czerwonej czyli pogranicza polsko-ukraińskiego. Zresztą w Rosji ten rodzaj pierogów nazywany jest "polskimi", dla odmiany.

Skoro to już wyjaśniliśmy przejdźmy do kolejnego tematu. Ciasta. Wg. przesiedleńców z Lwowa osiadłych we Wrocławiu prawdziwie ruskie ciasto powinno byc z jajkiem. Czyli mąka, woda, sól i jajo. 

Teraz rozprawmy się z prawdami i nie prawdami odnośnie farszu. Nie ma opcji by wewnątrz były skwarki. Masa zawiera ziemniaki i twaróg oraz podsmażoną cebulę a doprawiona jest jedynie pieprzem i solą. 

Kolejny temat to sposób podania. Najlepsze ruskie, nie oszukujmy się są prosto z wody. Podane z kwaśną śmietaną a czasem posypane kminkiem (wersja dla Lwowiaków). Najciekawsze jednak jest to, że w XIX wieku ruskimi pierogami nazywano te pieczone z różnymi wersjami nadzienia. Takie znane były na Lubelszczyźnie, Kresach Południowo-Wschodnich, Rzeszowszczyźnie i Wschodnim Mazowszu (!).

Ruskie które znamy w aktualnej formie rozpowszechniły się wraz z Lwowiakami, repatriantami trafiającymi chociażby do Wrocławia. Podczas gdy w dawnym Lwowie pierogi te nazywano "polskimi" to na Ziemiach Odzyskanych nosiły miano "ruskich" od ww Rusi a też w ramach wyróżnienia "nienaszości" tego przepisu. Na początku jednak nosiły nazwę "lwowskich" i to przez dośc długi czas.


Pierogi Lwowskie vel Ruskie alias Polskie

3 szklanki mąki
1 jajko
1/2–2/3 szklanki wody
szczypta soli

500 g sera białego tłustego lub półtłustego
500 g ziemniaków
1 cebula
2 łyżki masła
sól, pieprz

kwaśna śmietana 12 lub 18%
świeżo zmielony pieprz
kminek opcjonalnie



Najpierw przygotowuję farsz. Ziemniaki obieram, myję i zalewam zimną wodą. Gotuję  ze szczyptą soli do miękkości. Następnie odcedzam i w garnku w którym się gotowały rozbijam takim specjalnym tłuczkiem do ziemniaków. Nie musi byc starannie bo i tak zmielę je po tym jak wystygną. Ser w tym czasie gdy ziemniaki stygną rozgniatam widelcem tak by nie było grudek. Cebulę drobno kroję i podsmażam na maśle  na złoty kolor, następnie dodaję do sera i ziemniaków. Mieszam i doprawiam solą i pieprzem pamiętając, że farsz powinien byc pikantny. 

Odstawiam i robię ciasto. Wszystkie składniki wrzucam do miski. Składniki dokładnie mieszam i wyrabiam energicznie.Ciasto powinno być gładkie i elastyczne.Potem je cienko wałkuję, wycinam kółka i lepię.
Wrzucam na wrzącą wodę ulepione pierogi  i gotuję około minuty po wypłynięciu.

piątek, 13 marca 2015

Kulinarna wyprawa na Kurpie - Łomżyńskie kotlety gryczane

Dziś postanowiłam kulinarnie po podróżowac. Wyprawa do sąsiadów, jak zawsze, była bardzo inspirująca. Lektura Kuchnia Polska. Kurpie pozwoliła mi wybrac danie idealnie pasujące na tą porę roku. Lekka piątkowa kolacja a raczej dośc późny obiad z kaszą gryczaną w tle z nutami suszonych grzybów. Pyszne bez dwóch zdań. I bezglutenowe bo bułka była tarta z bezglutenowego pieczywa.


Łomżyńskie kotlety gryczane

30 g suszonych grzybów
2 małe cebule
2 jajka
1/2 szkl oleju słonecznikowego
sól, pieprz
1/4 łyżeczki suszonego tymianku
1/2 szkl tartej bułki


 


Umyte grzyby zalewam litrem przegotowanej wody i zostawiam na noc. Następnego dnia gotuję i drobno siekam. W rondelku rozgrzewam łyżkę oleju i wsypuję kaszę. Mieszam przez około minutę i wlewam wywar z grzybów. Gotuję na sypko. Na kolejnej łyżce oleju smażę na złoto drobno pokrojone cebule. Studzę wszystko i łączę ze sobą dodając jajka, tymianek i przyprawy. Dokładnie wyrabiam masę i formuję kotlety (jak mielone). Obtaczam w bułce i smażę na złoto.

Genialnie pasują do śmietany lub sosu grzybowo-śmietanowego.

piątek, 20 czerwca 2014

Kuchnia domowa - makaron z truskawkami


Przeczesując Internet w poszukiwaniu truskawkowych inspiracji, trafiłam na dyskusję o daniu - smaku dzieciństwa czyli ...makaronie z truskawkami. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje a o smakach dzieciństwa to już ani-mru-mru bo przecież co to za rozmowa? Że makaron z truskawkami to "żenada" i, że "wstyd przed Włochami"? Rany Julek! Ja tam się makaronu z truskawkami nie wstydzę. Z dzielnicy Warszawy z której pochodzę mówiło się, że "wstyd to kraść i z d...spaść". Wybaczcie słownictwo ale cóż pochodzenie zobowiązuje:) 

A ponieważ Mazowsze truskawkami "sławne" o czym pisałam w ubiegłym tygodniu, przy okazji robienia musu truskawkowego, to w pełni uzasadnione jest przytoczenie tego przepisu na blogu JEM-Mazowsze. Swoją drogą będąc na Śląsku, kilka ładnych lat temu, u rodziców koleżanki z pracy dostałam buchty z sosem truskawkowym. Okazało się, że to jej smak dzieciństwa.

Makaron z truskawkami

2 garście makaronu - świderki
sól
3-4 szklanki truskawek
śmietana kremówka lub  jogurt naturalny
cukier trzcinowy z wanilią

Makaron gotuję w osolonej wodzie, przelewam zimną wodą (jeśli nie jemy od razu) i studzę.
Truskawki umyte i pozbawione szypułek kroję na plasterki. Kilka sztuk można zmiksować ze śmietaną lub jogurtem oraz cukrem i dodać te pokrojone w plasterki. Można też większość przerobić na sos truskawkowy. Kwestia "widzi-mi-sia".

A kilka dni temu Panna O przyniosła mi ze szkoły informacje, że "truskawki są nieprawdziwe". Śledztwo w tej sprawie wykazało, że chodzi jej o to, że truskawki są modyfikacją a nie istniały w przyrodzie od zarania dziejów. Zdziwiłam się i sprawdziłam....Człowiek się uczy całe życie a mając dzieci to już z każdym z nich. Bowiem okazało się, że gdyby nie owocowa obsesja Ludwika XIV to pewnie krzyżówka dwóch odmian poziomek: wirginijskich i chilijskich olbrzymich nie byłaby jednym z najważniejszych smaków wiosny.

piątek, 24 stycznia 2014

Owsiane bliny z kuchni regionalnej pani Szymanderskiej

Zimową porą jeszcze kilka wieków temu dostęp do produktów poza sezonowych był utrudniony. Miasta i dwory mogły więcej z uwagi na towary przywożone z zagranicy chociaż by przez kupców ormiańskich. Większość gospodarstw musiała korzystać z tego co dawała ziemia i co mieli pochowane w ziemiankach...Kalendarz sezonowości na stronie Produkty Tradycyjne podpowiadał buraka, brukiew, ziemniaki, cebulę, czosnek, fasolę, brukselkę, kapustę, pora, marchew, pietruszkę, por, topinambur... Na nic nie miałam ochoty. Były też śledzie...hm...
Zajrzałam więc do mojej "biblii" w kwestii kuchni regionalnej czyli książki pani Hanny Szymanderskiej i poszukałam czegoś ... idealnie wpisującego się w zimowy jadłospis. Znalazłam owsiane bliny i ... mam nadzieję, że zakochacie się w nich jak ja.

Owsiane Bliny 

25 dkg płatków owsianych
2 szklanki pełnotłustej śmietanki
4 filety śledziowe
2 jajka
sól, pieprz
olej do smażenia

Płatki owsiane wsypujemy do miski, zalewamy śmietanką, zostawiamy na 2 godziny. Filety śledziowe drobno kroimy. Do masy wbijamy jajka, dodajemy śledzie. Całość dokładnie mieszamy i doprawiamy do smaku. Smażymy na mocno rozgrzanym oleju.


UWAGI: robiłam bliny kilka razy w ubiegłym roku bo w okresie zimowym zawsze mam chęć na śledzia. Na podstawie moich doświadczeń mogę polecić:
- olej rzepakowy będzie najlepszy. Ja w kuchni używam ten z Olejarni : link do producenta, i nie mam wątpliwości, że jest najsmaczniejszy z dostępnych na rynku, które miałam przyjemność jeść (a miałam dużo bo jestem fanką rzepaku)
- śledzie nie solone tylko zielone. Kupowane w Rybach z Ustki pod Halą Mirowską. Zielone są delikatniejsze i całość nabiera bardziej wyrafinowanego smaku.
- na zdjęciu tutaj widać moją "wariację" zrobiłam zamiast typowych placuszków (blinów) kotleciki ala mielone w kształcie. Od razu polecam robienie typowych blinów. Smak znacznie lepszy. I niech ktoś powie, że forma nie jest ważna...