Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRL. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 marca 2017

Fasolka. Parówki. Ser

Coś nie w sosie jestem. Nic mi się napisac nie chce...a może nie tyle nie chce ile nie mam weny? Ewidentna chandra na przednówku mnie dopadła. Dziś "śmietnikowe" danie chociaż wg. przepisu rodem ze Stolicy.


Warszawianka

50 dag mrożonej fasolki szparagowej
25 dag parówek 
1/2 czerstwej bagietki 
4 jajka 
4 łyżki śmietanki
garść startego sera żółtego
garść posiekanej zieleniny (natka, szczypiorek) 
2- 3 łyżki masła (oryginalnie margaryna)
sól, pieprz, cukier 
tarta bułka do formy 
smalec/masło do formy


Fasolkę zamrożoną gotuję w osolonej i lekko ocukrzonej wodzie. Zostawiam na cedzaku do odcieknięcia. Parówki obieram z osłonek i gotuję przez 5 minut we wrzątku. Odcedzam i kroję w plasterki. Bagietkę kroję w kostkę i wstawić na chwilę do ciepłego piekarnika. Fasolkę mieszam z grzankami i parówkami a następnie wkładam do natłuszczonego naczynia do zapiekania. 


Jajka ubijam ze śmietanką, doprawiam do smaku solą i pieprzem, zalewam masę. Posypuję tartym serem wymieszanym z tartą bułką i wiórkami zimnego masła. Usunęłam z przepisu margarynę bo nie znoszę jej smaku i zapachu. Całośc wstawiam do nagrzanego piekarnika i zapiekam aż  jajka się zetną. 

Przed podaniem obficie posypuję posiekaną zieleniną. Warszawiankę można podac z czosnkowymi grzankami. To danie jest dobrym pomysłem na brak pomysłu na ciepłą kolację zimą. 

piątek, 3 marca 2017

Mąka. Jajo. Soczewica

Siedzę i czytam sobie o Annopolu.  To teren sąsiadujący z Bródnem częśc dzisiejszej   Białołęki. Przed Drugą Wojną Światową był odrębnym miastem. Miejsce nie cieszyło się dobrą sławą z uwagi na rzesze bezdomnych i bezrobotnych zamieszkujących te okolice w okresie Dwudziestolecia Międzywojennego. Nie była to jednak zupełna marginalizacja. Była instalacja gazowa i wodociągi. Czemu czytam o tym? Wychowałam się w "okolicy". Była instalacja i wodociągi. Nie było marginesu społecznego. No nie w takiej kondensacji. I było to kilka dekad później:). Znalazłam nawet ciekawy opis Annopolu boksera Jana Doleckiego:
 "Mieszkałem na Annopolu w baraku 35 m. 16, a po wojnie przemianowanym na Marywilską 12 m. 150. Pamiętam Annopol z czasów okupacji i po wojnie. Ten czysty i zadbany, z alejkami wśród baraków, utwardzonymi leszem i wytyczonymi białymi słupkami, co było zasługą dozorcy Kapuśniaka (...) Większość moich koleżanek i kolegów mieszkała schludnie i czysto, a poziomem inteligencji i dyscypliny nie odbiegaliśmy od innych mieszkańców Warszawy. Ja i mój brat Tadeusz w latach 50. byliśmy mistrzami i reprezentantami Warszawy w boksie. Uczyłem się w szkole nr 42 i z tej szkoły pozostał mi w pamięci pan Lancholc. Ten wybitny pedagog uczył nas, że tam, gdzie znajduje się godło państwa, należy zdjąć czapkę, a w tramwaju mówić pasażerom dzień dobry"
Zainspirowało mnie to do poszukania biednego dania kuchni warszawskiej, które spokojnie na Annopolu mogli jadac...e'st voila!


Kluski rwane z soczewicą


80 dkg mąki
2 małe jajka
15 dkg czerwonej soczewicy
2 cebule
1 łyżka masła
sól, pieprz

Soczewicę zalewam woda i odstawiam na kwadrans. Z mąki, soli i jaj wyrobiam ciasto. Dośc twarde ciasto. Wstawiam garnek z osoloną wodą. Na wrzątek wrzucam oderwane małe kawałki ciasta. Gotuję 5 minut. 

Na rozgrzane masło wykładam drobno posiekaną cebulę i szklę. Dodaję soczewicę i duszę do miękkości. Dosmaczam. Łączę kluski z soczewicą. 

Sugestia: Dobrze komponuje się do tego kiszony ogórek. 

wtorek, 28 lutego 2017

Okruszki. Ostatki. Recykling

Na moim ulubionym blogu cukiernicznym (tak, tak to Moje Wypieki) znalazłam przepis na bajaderki. Ciastka te pamiętam doskonale z dzieciństwa bowiem stanowiły "słodki przedmiot pożądania" a moja babka zwykła mawiac, że jest to "śmieciuch" nie ciastko i nie chciała mi go kupowac. Co do jednego miała rację bowiem bajaderka robiona jest z "odpadów cukierniczych". All inclusive dla odpadożerców, nieprawdaż? I tak jak się namyślę to prawdziwie ekologiczne ciastko. Wykorzystujemy na nie nieudane lub średnio udane wypieki (wyschnięte resztki, zakalce i pozbawione smaku ciasta). Kruszymy je bowiem, dodajemy kakao, rum, wiórki kokosowe, dżem, orzechy, czekoladę lub co tam chcemy. Potem formujemy kulki i obtaczamy w ww "co tam chcemy". 

To mój pomysł na tegoroczne ostatki. Bo recykling = ekologicznie wykorzystujemy okruszki innych ciast. Bo to smak dzieciństwa =  najlepsze były w kawiarni Bajaderka (chyba nomen omen) na rynku Nowego Miasta.

30 dag pokruszonych ciastek, ciast, muffinek bez dodatków (krem, śmietana, żelatyna ect jedynie bakalie są dozwolone)
1/4 szklanki mleka
30 g cukru 
30 g rodzynek lub innych bakalii najlepiej wcześniej namoczonych 
15 dkg gęstego dżemu, marmolady, powideł 
40 g masła 
kilka kropli rumu
1 duża łyżka czekoladowego lub orzechowego 
1 łyżka kakao
Do obtoczenia:
posiekane orzechy lub wiórki kokosowe
polewa czekoladowa

Ciastka drobno kruszę. Gotuję mleko, cukier, masło i kakao a następnie przestudzam i mieszam z pokruszonymi ciastami, dżemem, kremem orzechowym, rumem. Dodaję lub inne bakalie. Wszystko ugniatam na jednolitą masę.

Polewę czekoladową przygotowuję ze 100 g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej z 60 g masła).
Z przygotowanej masy formuje kulki, obtaczam w polewie czekoladowej a następnie w orzechach lub wiórkach. Odstawiam do stężenia. 
Jeśli otrzymana masa okaże się zbyt miękka, wystarczy ją schłodzić w lodówce lub dosypać trochę ciastek."


A możecie zrobić również bardzo sympatyczne mazowieckie obwarzanki z tego PRZEPISU.

piątek, 7 października 2016

Rumsztyk. Cebula. Pieczarki

rumsztyk z mięsa mielonego
 Wizyta w Neon Muzeum w Soho Factory na warszawskim Kamionku nastroiła mnie nostalgicznie. Najlepiej z minionej epoki pamiętam bowiem dekadę Gierka czyli czas cukierków ("chcesz cukierka idź do Gierka, Gierek ma to ci da"). Czas kawioru na jajkach w imieniny mamy. Coca coli w szklanych butelkach. I rumsztyku w knajpach (z relacji taty oczywiście)... 

W PRL bardzo popularny w lokalach gastronomicznych wszelakiej maści. Podawany zawsze z cebulą czasem z pieczarkami. Dziś otwierają się na nowo dancingi (imprezy "w stylu" widziałam w Śnie Pszczoły czy W Powiększeniu), knajpy z wódką i zakąską są w każdej dzielnicy.  Rumsztyk jednak nie jest tak popularny jak kiedyś. Dla chętnych pogłębienia tematu polecam lekturę: 
Kurz I., Dancing: „czy można panią prosić do tańca”, (w:) Obyczaje Polskie Wiek XX w krótkich hasłach, red. M. Szpakowska, Warszawa 2008.
 
Wiem, że trochę gloryfikuję ten okres, który tak dobry wcale nie był. Proszę jednak pamietac, że jestem z pokolenia, które pamięta ze stanu wojennego przede wszystkim fakt braku teleranka. "Bibuły" w tornistrze nie nosiłam. Jadłam  hot-dogi własnego pomysłu wyjmując z bułki-palucha miąższ i wkładając tam...ogórka kiszonego. Nie dyskutujmy więc o polityce tylko coś zjedzmy.

A co do rumsztyka to świetny podają w Kawiarni u Basi w Załubicach nad Zegrzem. Polecam jak będziecie w okolicy. Ten rumsztyk to wersja z mielonej wieprzowiny. U pani Szymanderskiej występuje wersja z polędwiczki w całości. Przepis podaję poniżej. Ta wersja podawana jest też w przepisach na specjalności kuchni warszawskiej.


Rumsztyk z cebulką

1 polędwiczka wieprzowa
10 dag pieczarek
1 cebula
oliwa
sól, pieprz

Polędwiczkę po umyciu i osuszeniu papierowym ręcznikiem tnę na dwa kawałki, mięso rozbijam tłuczkiem na pólcentymetrowej grubości owalne kotlety. Mięso smaruję z obu stron oliwą, lekko solę i pieprzę. Owinięte folią spożywczą kotlety wkładam do lodówki. Umyte pieczarki kroję w plasterki i wrzucam na patelnię z rozgrzanym tłuszczem czyli oliwą i kawałkiem masła. Cebulę kroję w talarki i gdy pieczarki lekko będą podsmażone dodaję. Wlewam parę łyżek wody i duszę całość aż do odparowania.Wyjęte rumsztyki z lodówki wrzucam na drugą patelnię, także z oliwą i masłem. Smażę ok. 5 minut przewracając, by zrumieniły się z obu stron. Wyłożone na pólmisek mięso przykrywam pieczarkami z cebulą i polewam sosem powstałym podczas smażenia.


piątek, 1 kwietnia 2016

Śmietanka. Kakao. Film

Przypomniała mi się scena z  filmu "Dziewczyny do wziecia" pamiętacie? Pamiętam jak na studiach analizowaliśmy ten film a mnie po głowie chodził tylko krem sułtański i wspomnienia z pierwszej randki w Horteksie... przy kremie sułtańskim, oczywiście...





Krem Sułtański

500 ml śmietanki 30% 
2 łyżki kakao 
3 łyżki rodzynek 
2 łyżki migdałów
10 dkg bezów
rum
6 łyżek cukru pudru

Rodzynki powinny moczyć się w rumie kilkanaście minut. Potem podgrzewam w garnuszku i rum i rodzynki. Śmietanę trzymam w lodówce by łatwiej było ją ubic i to też robię, oczywiście w towarzystwie cukru. Śmietana nie ja. Gotową bitą śmietanę dzielę na dwie części. Do pierwszej dodaję kakao i energicznie miksuję na jednolitą, puszystą masę. Rodzynki odsączam. Na suchej patelni podprażam migdały na złoto. 

Do pucharków na dno szprycą nakładam ciemny krem, posypuję go lekko pokruszonymi bezami. Potem nakładam białą masę i dekoruję rodzynkami. W zależności od wysokości naczynia powtarzam te czynności na przemiennie. Na końcu dekoruję migdałami. 

wtorek, 9 lutego 2016

Śledź. Śmietana. Japonia


Zagadka: Zakąska o której w Kraju Kwitnącej Wiśni nikt nie słyszał…no chyba, że w czasach PRL-u zawitał do Polski. 

Odpowiedź: Śledź po japońsku. W doborowym towarzystwie fasolki po bretońsku i ryby po grecku nie jednego antropologa kulinariów przyprawia o dreszczyk podniecenia. 

Ach, skąd ten pomysł w głowach ówczesnych gastronomów? 
 

Można śledzia lubić lub tylko tolerować jednak należy go szanować bowiem należy do tych dóbr, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości.  W czasach w których Kościół zalecał 150 dni postu śledzie były dla ludzi w głębi lądu ratunkiem a dla mieszkańców wybrzeży codziennością. Śledziami opłacano pracowników, wypłacano żołd czy daninę, o zakupie towarów (np. wina w Burgundii) nie wspominając. Historia zna bitwę o śledzie i wojny śledziowe. Śledź poczynił tak wiele zasług dla Hanzy, że Lubeka wzięła go sobie do herbu.

Kanclerz Otto Von Bismark (namiętny śledziożerca) mawiał, że gdyby śledzi nie było tak dużo i nie byłyby takie tanie to uważane byłyby za rarytas równy kawiorowi czy homarom. Skoro jesteśmy przy temacie niemieckim warto wspomnieć, że tutejsze panny objadały się śledziami w Andrzejki po to by nocą przyśnił im się przyszły mąż. Cóż ma ten przesąd pewne uzasadnienie bo po dużej ilości śledzi można mieć koszmary senne z uwagi na obciążenie znaczne wątroby.

Warto zauważyć, że nie ma regionu w Polsce który by śledzi nie podawał. Oczywiście najwięcej przepisów mają Kaszuby i Pomorze (w tym cztery zarejestrowane w najsmaczniejszej liście ministerialnej czyli Liście Produktów Tradycyjnych) ale śledzie występują często w kuchni wielkopolskiej, śląskiej i mazowieckiej. Podaje się go z tym co w danym regionie jest najpopularniejsze. Mamy więc śledzia z bryndzą w górach, na Kurpiach i Kujawach z fasolą, na słodko tam gdzie odcisnęła swój ślad społeczność żydowska.

Śledź był dobry dla biednych bo był tani i dobry dla bogatych bo był postny. Jak bardzo śledź był tani niech zobrazuje nam fakt, że w drugiej połowie XVI wieku czeladnik murarski mógł za swoją dniówkę kupić 15 kg solonych śledzi. Zapisy w rachunkach dworów królewskich dają nam obraz tego co jadano więc wiemy że zarówno na dworze Krzywoustego, Jagiełły czy Sobieskiego śledź miał mocną pozycję.

Przed I wojną Światową mieliśmy u nas śledzie astrachańskie z morza Kaspijskiego dostępne na targowiskach. W 20-leciu między wojennym śledzie norweskie, szkockie, holenderskie. Mało kto wie, że po I wojnie światowej mieliśmy własną flotę śledziową. W kooperacji z holenderskim armatorem Van Der Toorn'em założona została w 1933 roku firma Mewa, której flota liczyła 15 statków do połowów ryb tzw. lugerów.

A teraz do dzieła! Sushi to nie będzie ale też jest smacznie. A jeśli ktoś kocha śledzie tak namiętną miłością jak ja na pewno ucieszy się z przypomnienia tego smaku.


Śledzie po japońsku

8 ładnych matiasów
1 puszka groszku
4 jajka
4 kiszone ogórki
1 średnia cebula
6 łyżek majonezu (najlepiej domowego,można podkręcic smak)
2 łyżki naturalnego jogurtu
sól, pieprz biały, słodka papryka, odrobina octu



Najpierw przegotowuję i studzę trzy szklanki wody.  W ¾ tej wody namaczam śledzie przez około dwa do trzech kwadransów (w zależności od poziomu ich zasolenia). Pozostałą wodą zalewam pokrojoną drobno cebulę (na sitku i w misce). Następnie skrapiam octem. Odmoczone śledzie osuszam i kroję w 4 cm paski. Ogórki w drobną kostkę. Ugotowane jajka w ósemki.  Groszek po odcedzeniu mieszam z cebulą i ogórkiem. Przygotowuję sos z majonezu z jogurtem doprawiając solą, pieprzem i papryką. A potem wszystkie składniki delikatnie mieszam i odstawiam na 15 minut aby się pożeniły smaki.



A mój kochany Tuwim pisał o śledziu tak w Bufetiadzie (której nie mogę zdobyc mimo usilnych starań..)

…I wreszcie on, srebrzystej wódki

(Koniecznie dużej, zimnej, czystej)

Najulubieńszy druh srebrzysty,

Kawior ubogich, ust pokusa,

Bezsenne noce Lukullusa,

Modły kartofli parujących,

W niebo podniebień dym wznoszących,

Brat mleczny żwawych rybich panien:

Marynowany śledź w śmietanie!

wtorek, 20 października 2015

Schabowy z kapustą

Spotkałam się kiedyś z takim stwierdzeniem, że "schabowy to taki Dyzma w kuchni polskiej". Próbowałam poszukac źródła niestety mi się nie udało. Cytuję więc bez autora i którym się zgadzam w całej rozciągłości. Co prawda nie jest to danie z PRL-u jak to się niektórym wydaje bo już Ćwierczakiewiczowa podaje na niego przepis w 365 obiadach.  Jednak schabowy nie jest znany w innej biblii kulinarnej czyli w Kucharzu Doskonałym, Wojciecha Wielądki. Możemy więc domniemywac, że przepis więc przywędrował do Polski w XIX wieku. Czyżby z Austryjakami i stąd jego podobieństwo do sznycla po Wiedeńsku? A może z Prusakami bo jak wiadomo świninę polubiliśmy dzięki naszym zachodnim sąsiadom. Jakieś inne pomysły? Lombardczycy z costolette alla milanese? Kariera schabowego z kapustą w okresie PRL-u jest zawrotna. Wtargnął na "salony" niczym Dyzma w poprzedniej epoce. Każda restauracja miała go w menu. Niedzielny domowy obiad ze schabowym w roli drugiego dania. Cóż trudno się dziwic bo zdobycie mięsa w owym czasie nie było wcale łatwym zadaniem. 

Dziś zresztą też nie jeśli zwracamy uwagę na jakośc tego co jemy. Osobiście jestem zwolenniczką tezy, że schabowy tylko z kostką. Wiem jednak, że w książkach kulinarnych występuje pod dwiema postaciami i ta bez kości jest dużo popularniejsza. Zupełnie nie wiem czemu. Kupuję schab z kością u Crazy Butchera, który od razu mi kroi na kotlety. I to nie byle jaki schab tylko złotnicką pstrą. Wiem, że nie jest w cenie supermarketowej (9,99 ect) ale kto mówił, że mam jeśc mięso 7 razy w tygodniu, rano i wieczorem?  

A potem jest już z górki. Kotlet obijam z obu stron w torebce tłuczkiem. Pieprzę, solę i obtaczam w roztrzepanym jajku. Potem z bułce tartej i ....STOP.

Jednak nie jest tak łatwo. 

Jest kilka szkół dotyczących panierowania schabowego. Jedni polecają kolejnośc: mąka-jajko-bułka tarta. Inni powołując się na różne "rewolucje" moczą w mleku czy obtaczają po dwa razy w bułce i jajku. Jeszcze inni zalecają jajka ubijac intensywnie lub wręcz przeciwnie. Ja panierkę mam bezglutenową z własnego utarcia pieczywa. To w ramach pełnego wykorzystywania produktów żywnościowych:). Panierka jak panierka ale nigdy nie smażę jednak na oleju, oliwie czy maśle. Tylko na smalcu. W moim przypadku to smalec gęsi bo zapachu kupnego  świńskiego nie znoszę. 

Osobiście nie przepadam za wersją z kapustą no chyba, że taką młodą zasmażaną ale gdzie to w październiku...No to jest z buraczkami. Buraczki zawsze się sprawdzają do towarzystwa mięsa. Można też z marchewką z groszkiem. Ale moje dziewczyny marchewki ugotowanej nie trawią.

Polecam lekturę schabowej procedury na innych blogach: U Kasi z Chillibite lub u Marty z Filmowegociasteczka

Kariera schabowego zrodziła się w latach 50. ubiegłego stulecia, w czasach PRL-u. W przedwojennych książkach kucharskich schabowemu nie poświęcano dużo miejsca. Jeśli zaś chodzi o ziemniaki, to tę miłość do nich można powiedzieć, że wyssaliśmy z mlekiem matki. Niestety obecnie ziemniaki traktuje się jako dopychacz brzucha, a przecież można z nich zrobić wiele smacznych potraw - mówił. -

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/archiwum/news-ulubione-dania-polakow,nId,396190#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox






wtorek, 12 maja 2015

Kotlet ziemniaczany

    Potrawa uznawana za jedną z reprezentacyjnych dla kuchni okresu PRL, wywodzi się z Podkarpacia. Każda "uboga" kuchnia obfitowała w ziemniaczane dania. Na Żmudzi, Litwie czy Białorusi bliny. Bratkartofle w Niemczech a co za tym idzie na ziemiach zaboru pruskiego czy na Śląsku. Świńską kaszę zajadali na Suwalszczyźnie. Słowacy jedzą bryndzové halušky. Szwajcarzy mają Rösti. Żydzi kugel. Hiszpanie tortilla de patatas. Nie ma kuchni europejskiej, która poradziłaby sobie całkowicie bez ziemniaków. Jak na trzysta lat wspólnej historii to naprawdę zawrotna kariera


    Kotlet ziemniaczany

    6 jajek
    2 duże ziemniaki 

    1 łyżka śmietany 22%
    3 łyżeczki posiekanego koperku
    2 łyżeczki posiekanego szczypiorku  

    sklarowane masła
    bułka tarta
    sól, pieprz



    Ziemniaki gotuję w łupinkach. Studzę i obieram ze skórek. Pięc jajek gotuję na twardo i obieram. Mielę w maszynce dodaję koperek i szczypiorek, śmietanę, surowe jajko. Dosmaczam solą i pieprzem. Wyrabiam masę i formuję kotlety. Obtaczam je w bułce tartej. Smażę na złoty kolor na rozgrzanym tłuszczu.

    wtorek, 10 lutego 2015

    Kultowe Potrawy - warszawskie zimne nóżki


    Kultowe czyli jakie? Kultowe są filmy, książki, piosenki. Jednak tą "kultowośc" wbrew pozoru trudno jest zdefiniowac. A co dopiero z kultową potrawą.
    Słowo kultowy pochodzi od rzeczownika kult (religia, cześć religijna, wielki szacunek). Zjawisko kultowości zawiera w sobie pewien element bezkrytycznej wiary w doskonałość podziwianego dzieła. We fragmencie wymyślonej na potrzeby kabaretu krytyki filmowej „recenzent” opowiadając fabułę jakiegoś niezwykle dziwacznego dzieła filmowego, które jest po prostu nudne, mówi w końcu: Widz normalny wychodzi, widz kultowy zostaje.
    Czy tak jest z kultowymi potrawami? Do tych najbardziej kultowych należą warszawskie zimne nóżki czyli galaretka z nóżek wieprzowych. Powszechnie nazywane "meduzą" czyli prawdziwie lokalne "tapasy". 



    Warszawskie Zimne Nóżki 

    1 golonka
    2 nogi wieprzowe
    1 główka czosnku 
    liść laurowy 
    ziele angielskie
    pieprz ziarnisty i mielony
    majeranek
    włoszczyzna 
    1 cebula
    1 łyżka żelatyny 


    Golonkę i nóżki wieprzowe myję. Wkłada następnie do garnka, zalewając taką ilością wody, aby były  tylko przykryte. Dodaję obraną włoszczyznę, liść laurowy, pieprz i ziele angielskie oraz pół główki czosnku. Przyprawiam solą i pieprzem pamiętając, że wywar powinien być słony. Gotuję 2 godziny na wolnym ogniu. Namaczam łyżkę żelatyny w zimnej wodzie. Gdy golonka jest miękka, a nóżki rozgotowane, wyjmuję. Oddzielam samo mięso.  Wywar przecedzam przez gazę. Marchew z wywaru kroję w kostkę, a mięso siekam nożem. Ponownie wkładam do wywaru, przyprawiam majerankiem i roztartym czosnkiem. Wszystko razem zagotowuję, dodając łyżkę żelatyny. Po ostudzeniu wlewam do miseczek stanowiących formę. 

    Nóżki gotowe są już po kilku godzinach. Podaję z chrzanem, octem, grzybkami marynowanymi rzadko z cytryną.

    wtorek, 25 listopada 2014

    Pod choinkę...

    Pod choinkę zazwyczaj dostajemy skarpetki, bieliznę dzienną i nocną, dezodoranty, szaliki, biżuterię i małe AGD... Ech...Tak mówią statystyki. Ja osobiście wolę puszkę szprotek ze Smaków Portugalii, butelkę cydru z Kwaśnego Jabłka, cytrusy z Sycylii, musztardę od Towarów Niezwykłych i konfitury z Luks Pomady. W wersji wypasionej marzy mi się kosz serów gdzie znajdą się pyszności od Thorstena, Frontiery, Grądzkich, Pod Świerkami, Symonowiczów i jeszcze delikatne kozie z Malinowego Chruśniaka. Uff..do tego kilka butelek win i cavy no i prosecco..hm... 

    Ale mogą być i książki. Kulinarne oczywiście lub z kulinarną duszą. O np.

    Prywatne smaki PRL-u Andrzeja Fiedoruka - czasy dzieciństwa gdy jedzenie było zdrowsze i bardziej naturalne niż teraz. Proza życia ale ile miłych «smako-chwil» w nas pozostało albo Przewodnik kulinarny po obiektach zabytkowych w Polsce autorstwa Barbary Kaniewskiej no to jest dobry temat na najbliższe wakacje, prawda?

    wtorek, 9 września 2014

    Zapiekanki ... smak dzieciństwa

    Każdy ma jakąś kulinarną historię wartą opowiedzenia. Wspomnienia pachnące kuchnią są w nas tak samo mocno jak te z pierwszego dnia szkoły czy imienin cioci Hani. Jednym z takich wspomnień są zapiekanki z piekarnika i ziemniaki, pieczone w mundurkach w owym piekarniku. Pieczone po sąsiedzku. Na spotkania ze szkolnymi kolegami i koleżankami w trakcie...wagarów. No ale też i po szkole. Jakiś czas temu na FB jeden z uczestników tych spotkań, dziś poprawny i bardzo profesjonalny redaktor telewizji ... M. napisał, że smaków tych właśnie nigdy nie zapomni.



    Zapiekanki to nic innego jak podłużne bułki posypane startymi pieczarkami z serem żółtym po upieczeniu polane obficie ketchupem. Arystokratka z wieloletnią historią jak na polski fast food... nieprawdaż? 

    Może i w Stanach (czytaj: USA) wymyślono fast food jako koncepcję na "spożycie" nikt o zdrowych zmysłach nie będzie jednak zaprzeczał, że wszystkie dania fast foodowe przywieźli tam imigranci. Pizzę - Włosi. Hanburgera - Niemcy. Frytki - Belgowie. Hot Dogi - też Niemcy. A co z zapiekankami? U nas największe tradycje kulinarne w przygotowaniu tego "dania" mają barki wokół dworców kolejowych i autobusowych. Można też "po hipstersku" wybrac się do Zapieksów.

    Byłam. Zamówiłam. Spożyłam.

    Zachwytów nie ma. Dzieci z kwiatami i fanfarów nie będzie. Wolę w domu zrobic sobie podróż w czasie. Zetrzec pieczarki i ser. Wymieszac. Posypac bułkę. Zapiec. Zjeśc.

    A Wy się wybieracie na zapiekankowy rejs w przeszłośc?


    piątek, 5 września 2014

    Kultowe potrawy PRL - blok czekoladowy

    Nostalgia, która ogarnia mnie na myśl o bloku czekoladowym jest naturalna. W czasach mojej młodości (och jak to archeologicznie brzmi...) był on popularnym zastępnikiem wymarzonej czekolady. Prosty w przygotowaniu a dziś tak sporadycznie przygotowywany...cóż warto chyba powrócic wspomnieniom smak i zapach...
     Blok czekoladowy w starym stylu
     
    1/2 szklanki mleka
    1 kostka masła
    1 szklanka mleka w proszku
    2 szklanki cukru trzcinowego 
    2 opakowania herbatników Be-Be
    5 łyżek kakao (prawdziwego)
    10 włoskich orzechów
    garśc suszonych owoców
    Roztapiam masło i dodaję do niego cukier oraz zwykłe mleko. Dokładnie mieszam podgrzewając ALE nie doprowadzając do wrzenia. Następnie zdejmuję z ognia i dodaję mleko w proszku oraz kakao dokładnie rozprowadzając a potem pokruszone herbatniki, pokrojone owoce i orzechy. Masę wylewam do keksówki i wstawiam na kilka godzin do lodówki.