Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultowy produkt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultowy produkt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 lutego 2018

Amoniaczki


Amoniaczki to NIC innego jak kruche ciasteczka. Wypiekano je na pograniczu Mazowsza i Podlasia na święta czy uroczystości rodzinne albo na niedzielne popołudnie. My robimy je właśnie na całkowicie "nie-nasze" Walentynki. 

Korzystano wtedy z faktu wypiekania chleba, gdy piec był jeszcze nagrzany robiło się właśnie amoniaczki.  Od innych kruchych ciastek różnią się głównie jednym składnikiem – węglanem amonu,  używanym już przez nasze prababki. W trakcie pieczenia amoniak się odparowuje a pozostały dwutlenek węgla ma wpływ na idealną chrupką konsystencję. 

Amoniaczki

500 g mąki,
100 g margaryny,
150 g cukru,
pół szklanki mleka,
2 jajka,
sól,
2 łyżeczki amoniaku,
cukier wanilinowy,
cukier puder do posypania.


 
Margarynę ucieram z cukrem, dodaję jajka, odrobinę soli, cukier wanilinowy i amoniak rozpuszczony w ciepłym mleku i mąkę. Ciasto wyrabiam i pozostawiam w chłodnym miejscu na godzinę. Następnie schłodzone ciasto wałkuję na grubość około 5 mm i wykrawam foremkami ciasteczka. Ciastka kładę na posmarowanej blasze i piekę na jasnozłoty kolor w temperaturze około 200 stopni C. Wystudzone posypuję cukrem pudrem.

piątek, 2 lutego 2018

Po prostu pomidorowy sos

Osobiscie uważam, że własny sos pomidorowy to obowiązkowy punkt programu kulinarnego każdej porządnej pani domu. Teraz, na moją głowę posypią się gromy bo jak śmiem tak pisać ale to moje zdanie i mam do niego prawo.

Mój przepis na sos pomidorowy jest dość prosty. Robi się go krótko i jedynie długo gotuje. 

W dużym rondlu na małym ogniu i 1/2 szklance wody gotuję 2 kg. pomidorów podłużnych (tych na sos. Gdy się podduszą wyławiam skórki i dalej gotuję aż się rozpadną - ok. 1 godziny. Na małej patelni na 5 łyżkach oliwy szklę drobno pokrojone cztery cebule i dodaje rozgniecione 9 ząbków czosnku. Następnie dodaję 4 łyżeczki soli i 4 łyżeczki cukru białego (prawdziwego nie z kukurydzy!). Smakuję i doprawiam jeśli jest taka potrzeba. "Czochram" całą doniczkę bazyli i dodaję ją drobno posiekaną do sosu. Duszę jeszcze przez kilkanaście minut i przekładam do słoików. Wekuję i odstawiam do ostygnięcia. Tak przyrządzony sos powinno się zjeść w ciągu 2-3 miesięcy. Stanowi doskonałą podstawę do wszystkich sosów pomidorowych.

Robię te sosy oczywiście wczesną jesienią i potem tylko zaglądam do spiżarki...45 słoik...44 słoik...32 słoik...i tak do kolejnego "pomidorzenia"...

A że właśnie wyciągam słoik numer 12 to mnie naszło by podzielic się z Wami tym pomidorowym przemyśleniem.

wtorek, 30 stycznia 2018

Ogórki z liściem dębu

Na najsmaczniejszą listę trafiły we wrześniu ub roku. Ogórki kiszone z liściem dębu z Rębisze Kolonia. Owa kolonia to wieś położona w korytach dwóch rzek: Narew i Orz. Dzięki takiemu położeniu jest tam mikroklimat i żyzna ziemia. Wprost idealne warunki do uprawy warzyw. Jak to na Mazowszu, najczęściej uprawiane warzywa ogórki, kapusta, czosnek ale też i fasola czy mak. Wiadomo, że na zimę i przednówek ogórki i kapusta najlepiej przechowują się w wersji kiszonej. No a do tego mają wartości prozdrowotne. Tak więc kisili na potęgę te ogórki dodając poza klasycznym koprem, chrzanem i chosnkiem liście dębu. Te kładziono na górę i zalewano wodą z solą. 

A stąd blisko do kultowej zupy ogórkowej czy sekretnego dodatku do sosu gulaszowego. 

piątek, 18 sierpnia 2017

Nostalgia Barów Mlecznych

Od pewnego czasu robienie zakupów w Biedronce stało się „politycznie modne”. Już nie ukrywają się między półkami moi sąsiedzi ale dumnie kroczą z pociechami. Bo w „Biedronce” bywać wypada. Zastanawiam się czy nie poprosić inspiratora mody na „Biedronkę” aby patriotycznym odruchem nie poparł barów mlecznych. Bo choć w barach mlecznych bywa przekrój średniej i niższej krajowej naszego społeczeństwa to nie są doceniane na szeroką skalę. A powinny.  Wszystkie dania są robione na miejscu, zerowa ilość  półproduktów, trzymanie norm ilościowych to atuty, które równoważą mało „designerskie” wnętrza i dyskusyjną nie raz jakość obsługi. Tych którzy uważają że bar mleczny to pozostałość po PRL-owskiej kulturze gastronomicznej uprzejmie informuję iż pierwszy tego typu przybytek „otworzył się” na warszawskim Nowym Świecie w 1896. "Mleczarnia Nadświdrzańska"  Stanisława Dłużewskiego stała się prekursorem po I wojnie światowej tego konceptu na cały kraj. Dopiero w latach 50-tych upaństwowionymi barami zarządzało znane z kultowych filmów i równie kultowej zastawy „Społem”.

W barach mlecznych panują zasady „domowego wykorzystania produktów”. Gdy w poniedziałek zostają ziemniaki to we wtorek będą kopytka. Pierogi ruskie w środę są bardziej pikantne i mniej serowe niż te w czwartek. Bo jedne robi pani Halinka a drugie pani Stasia.  To nie fabryka. Tu się je. Nie wykwintnie. To nie haute cuisine. To smaczna i o niebo zdrowsza alternatywa dla fast foodów i snack barów. Przyznaję. Bary mleczne to mój fetysz. Powinny być wzięte pod ochronę „Kulinarnego Dziedzictwa” naszego kraju a już na pewno Mazowsza. 

Swoją drogą gdy słyszę jak Sherlock Holmes głosem Benedicta Cumberbatcha, każde mi wejśc do Pałacu Umysłu to ja otwieram właśnie drzwi do Baru Mlecznego. Bułka kajzerka z żółtym serem, kubek parującego kakao i mogę "jechac" w dedukcji jak najdalej się da:)

A ochrona dóbr kultury niematerialnej czyli kulinarnej szczególnie w tym Kraju to temat na dużą akcję propagandową. Pozytywną. Z głową no i żołądkiem...Są chętni?

piątek, 11 sierpnia 2017

Jabłko. Pasja. Czas

Cydr, może nie każdy to wie ma znaczną liczbę antyoksydantów. A te wykazują działanie prozdrowotne dokładnie przeciwutleniające. Wszystko to za sprawą jabłek a dokładnie ich skórek. Dodatkowo cydr jest świetnym źródłem potasu. Oczywiście, nadal pozostaje alkoholem więc trzeba podchodzic do niego z umiarem...jak do wszystkiego w życiu. Warto jednak pamiętac, że picie nieprzemysłowego cydru, piwa rzemieślniczego czy dobrej jakości wina to lepsza droga niż picie pseudo napojów przemysłowych. Na przykładzie cydru widac różnicę doskonale. Przemysłowe produkowane są z koncentratu soku jabłkowego z dodatkiem cukrów, słodzików, aromatów i konserwantów. Dla chętnych poszerzenia wiedzy o tym napoju polecam artykuł 12 rzeczy o cydrze z Winicjatywy.

Mazowsze co prawda jabłkami stoi jednak cydrowników nie ma u nas bez liku. Kwestia gatunku jabłek pełni tu niebagatelną rolę. Producenci cydru Ignaców w partii eksperymentalnej sięgnęli po Antonówkę, Grochówkę i Kronselkę, jak widac same stare odmiany jabłoni. Nie "deserowe". Są oni wiodącym w temacie cydrów na naszym Mazowszu. Więcej na ich temat TUTAJ.   Drugi lokalny producent cydru to Chyliczki. Ich strona internetowa TUTAJ. Osobiście bardzo cenię ich cydry (zwłaszcza lodowy). Cydrem innej skali jest ten robiony przez Tomka Piotrowskiego z Cydrru z Psiej Budy. Jeśli macie możliwości zajrzec na imprezę tematyczną na pewno go tam spotkacie. Osobiście jednak najbardziej lubię cydry spoza Mazowsza. Zakochałam się lata temu w "kwaśnym jabłku" o TUTAJ. A od niedawna poszerzam wiedzę na temat świetnego cydru ze Smykana. Więcej na ich temat TUTAJ.

Mam nadzieję, że problemy branży spowodują inne spojrzenie na odmiany sadownicze jabłek i Mazowsze za dekadę będą cydrową potęgą. No może za dwie dekady. Bardzo bym chciała aby wtedy cydr był dostępny jak wino w sklepach bułgarskich z kija :)

 
To w skórce jest najwięcej związków antyoksydacyjnych, czyli składników pozytywnie wpływających na pracę organizmu. Wśród przeciwutleniaczy w cydrze najwięcej jest flawonoidów, ważna jest też obecność antocyjanów, fenoli i triterpenoidów. Cydr jest tez dobrym źródłem potasu - związku poprawiającego pracę mięśni.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/cydr-jablkowy-co-jest-i-jak-go-zrobic-przepisy-na-cydr_42025.html
To w skórce jest najwięcej związków antyoksydacyjnych, czyli składników pozytywnie wpływających na pracę organizmu. Wśród przeciwutleniaczy w cydrze najwięcej jest flawonoidów, ważna jest też obecność antocyjanów, fenoli i triterpenoidów. Cydr jest tez dobrym źródłem potasu - związku poprawiającego pracę mięśni.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/cydr-jablkowy-co-jest-i-jak-go-zrobic-przepisy-na-cydr_42025.html
Związki pochodzą z jabłek, które są głównym składnikiem trunku. Dlatego tak ważne jest, żeby jabłka do cydru nie były obrane. To w skórce jest najwięcej związków antyoksydacyjnych, czyli składników pozytywnie wpływających na pracę organizmu. Wśród przeciwutleniaczy w cydrze najwięcej jest flawonoidów, ważna jest też obecność antocyjanów, fenoli i triterpenoidów. Cydr jest tez dobrym źródłem potasu - związku poprawiającego pracę mięśni.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/cydr-jablkowy-co-jest-i-jak-go-zrobic-przepisy-na-cydr_42025.html
antyoksydanty

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/cydr-jablkowy-co-jest-i-jak-go-zrobic-przepisy-na-cydr_42025.html
antyoksydanty

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/przydatne-w-kuchni/cydr-jablkowy-co-jest-i-jak-go-zrobic-przepisy-na-cydr_42025.htm

piątek, 5 maja 2017

Fefernuchy. Nowolaki. Rey


Fafernuchy i nowolatki to kurpiowskie, regionalne ciastka. Wpisane zostały - te pierwsze - do rejestru Najsmaczniejszej Listy w marcu 2010 roku. Dotarły na Warmię i Mazury, gdzie są znacznie lepiej rozpoznawane, dopiero po 1945 roku wraz z osadnikami z Kurpiowszczyzny i północnego Mazowsza. Gospodarstwa kurpiowskie choć biedne były w znacznej mierze samowystarczalne. Podstawowym składnikiem większości potraw była mąka i miód ponieważ na terenach puszczy wielu mieszkańców trudniło się bartnictwem.  

Rey smakuje tradycyjnej kuchni kurpiowskiej [Dzień Dobry TVN]  

Fefernuchy mają długą tradycję, sięgającą jeszcze czasów pogańskich. Choć zazwyczaj robi się je z pieprzem to jednak w wielu przepisach występują i kardamon i anyż o miodzie, cynamonie, goździkach i zielu nie wspomnę.  Pieczone w okresie Nowego Roku, jako lokalna odmiana pikantnych pierników. Nowolatki również były związane z okresem noworocznym (jak sama nazwa wskazuje). Oprócz dodatku dużej ilości soli do ciasta, w przepisach wymienia się także: kminek, pieprz, natkę pietruszki, a nawet żółty ser utarty na drobnej tarce.

Można je zakupic pod adresem: Lemany 12, Zatory

 Albo zrobić samemu:)

Poniższe przepisy na Fafernuchy i Nowolatki, które pochodzą z bazy etnografki Elżbiety Kaczmarek:

 FAFERNUCHY
50 dkg mąki pszennej,
1 dkg sody oczyszczonej,
4 dkg masła,
1 jajko,
40 dkg miodu,
½ łyżeczki mielonego cynamonu,
½ łyżeczki mielonych goździków,
½ łyżeczki mielonego ziela angielskiego,
1 łyżeczka pieprzu,
Odrobina kardamonu, ewentualnie anyżku,

Mąkę przesiać i wsypać do miski; dodać sodę i wbić jajko. Miód z przyprawami i masłem podgrzać (nie zagotowując), ostudzić i wlać do mąki. Zagnieść ciasto. Jeżeli jest zbyt rzadkie dodać mąki – całość powinna mieć konsystencję miękkiej plasteliny. Ciasto rozwałkować na grubość ciasta na makaron (4-5 mm); wykrawać ciasteczka. Ciastka piec na blaszce smarowanej tłuszczem.
  

NOWOLATKI 

50 dkg mąki krupczatki,
1 jajko,
1 żółtko,
25 dkg masła,
5 łyżek śmietany,
Łyżeczka proszku do pieczenia,
1 czubata łyżka soli (grubej - kamiennej)
[Jeżeli jest możliwość można dodać do ciasteczek: kminek, pieprz, natkę, a nawet żółty ser utarty na drobnej tarce]

Wszystkie składniki połączyć i wyrobić ciasto. Musi być na tyle elastyczne by dało się rozwałkować na grubość ok. 5 mm. Wykrawać ciasteczka – w okresie karnawału obowiązkowo w kształcie ptaków – wypiekać na niesmarowanej tłuszczem blaszce.

wtorek, 28 lutego 2017

Okruszki. Ostatki. Recykling

Na moim ulubionym blogu cukiernicznym (tak, tak to Moje Wypieki) znalazłam przepis na bajaderki. Ciastka te pamiętam doskonale z dzieciństwa bowiem stanowiły "słodki przedmiot pożądania" a moja babka zwykła mawiac, że jest to "śmieciuch" nie ciastko i nie chciała mi go kupowac. Co do jednego miała rację bowiem bajaderka robiona jest z "odpadów cukierniczych". All inclusive dla odpadożerców, nieprawdaż? I tak jak się namyślę to prawdziwie ekologiczne ciastko. Wykorzystujemy na nie nieudane lub średnio udane wypieki (wyschnięte resztki, zakalce i pozbawione smaku ciasta). Kruszymy je bowiem, dodajemy kakao, rum, wiórki kokosowe, dżem, orzechy, czekoladę lub co tam chcemy. Potem formujemy kulki i obtaczamy w ww "co tam chcemy". 

To mój pomysł na tegoroczne ostatki. Bo recykling = ekologicznie wykorzystujemy okruszki innych ciast. Bo to smak dzieciństwa =  najlepsze były w kawiarni Bajaderka (chyba nomen omen) na rynku Nowego Miasta.

30 dag pokruszonych ciastek, ciast, muffinek bez dodatków (krem, śmietana, żelatyna ect jedynie bakalie są dozwolone)
1/4 szklanki mleka
30 g cukru 
30 g rodzynek lub innych bakalii najlepiej wcześniej namoczonych 
15 dkg gęstego dżemu, marmolady, powideł 
40 g masła 
kilka kropli rumu
1 duża łyżka czekoladowego lub orzechowego 
1 łyżka kakao
Do obtoczenia:
posiekane orzechy lub wiórki kokosowe
polewa czekoladowa

Ciastka drobno kruszę. Gotuję mleko, cukier, masło i kakao a następnie przestudzam i mieszam z pokruszonymi ciastami, dżemem, kremem orzechowym, rumem. Dodaję lub inne bakalie. Wszystko ugniatam na jednolitą masę.

Polewę czekoladową przygotowuję ze 100 g gorzkiej czekolady rozpuszczonej w kąpieli wodnej z 60 g masła).
Z przygotowanej masy formuje kulki, obtaczam w polewie czekoladowej a następnie w orzechach lub wiórkach. Odstawiam do stężenia. 
Jeśli otrzymana masa okaże się zbyt miękka, wystarczy ją schłodzić w lodówce lub dosypać trochę ciastek."


A możecie zrobić również bardzo sympatyczne mazowieckie obwarzanki z tego PRZEPISU.

wtorek, 17 maja 2016

Zakwas. Mąka. Woda


Piekarnia Piwońskich to miejsce prawdziwie magiczne. Piekarze pracują jak w ukropie a zakwas sobie powoli ...pracuje. Idea SlowFood w pełnym wydaniu. Jak chleb to z mąki nie z mieszanek piekarskich. Jak mąka to ze znanego źródła ( mąka razową i graham z młynu od Pana Wyrzykowskiego, pytlową dostarcza nam Jakpol Ambroziak, prastarą odmianę orkiszu typu Oberkulmer Rotkorn od ORvity, pszenne od Młynu Jujka czy gryczaną od Swoja Mąka). Chleb na zakwasie bo jaki inny jest zdrowy (bakterie kwasu mlekowego metabolizują węglowodany, znacznie zmniejszając ich zawartość w pieczywie. Pieczywo żytnie na zakwasie ma niski indeks glikemiczny- po jego spożyciu długo utrzymuje się poczucie sytości i stały, umiarkowany poziom glukozy we krwi, co skutecznie zapobiega napadom głodu). Jak zakwas to ...26 letni. Pięciofazowy. Własny. Wędrujący czasem, taki co z kilku pieców ciepło brał:). Ciastowy, stołowi, piecowy i piec. Ten piec, który zbudowany na początku lat 60-tych ubiegłego wieku służy do dzis. 

Właściwie co tu pisac więcej...kto jadł ten wie. A kto nie jadł niech płacze...albo przyjedzie do Łomianek albo...poszuka może gdzieś blisko niego chowa się taki skarb. Bez medialnej reklamy, bez cen jak za "zboże" przy ekobochenku chleba... Obrona prawa do smaku...tak TO JEST MISJA!
 

piątek, 29 kwietnia 2016

Korzenie. Ser. Kminek

Ser smażony to jeden z tych kulinarnych smaków, które w dzieciństwie nie kojarzyły mi się zbyt dobrze. Zapach gliwiejącego sera okupował spiżarkę przez kilka dni. Potem ostry smak sera i na moje nieszczęście kminek. Ziarenka kminku przegryzione niechcący doprowadzały moje dziecięce kubki smakowe do apopleksji. Z wiekiem rozwinęły mi się owe kubki i ser smażony nie był już taki okropny. Najciekawsze, że choc ze smażonego sera słynie Wielkopolska robiony był również w Galicji. Stąd też pewnie włączenie go do kuchni prababki Olgi. Ja robię go tylko i wyłącznie na "wsi" gdy wiem, że zapach nie zabije domowników i mam nieograniczony dostęp do sera z niepasteryzowanego mleka. Bo z innego nie wychodzi.

Ser smażony
50 dkg twarogu z mleka niepasteryzowanego  
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 kopiasta łyżeczka masła
1 łyżka kminku
1/3 łyżeczki soli
1 jajko


Twaróg rozkruszam bardzo dokładnie w misce (kamionka) i posypuję sodą oczyszczoną, co powinno przyśpieszyc okres gliwienia. Całość mieszam i przykrywam folią aluminiową jednak tak by docierało do niego powietrze. Pozostawiony w  ciepłym miejscu ser powinien zgliwieć w ciągu kilku dni (im cieplej tym szybciej). Zgliwieć czyli dojrzec do intensywnego zapachu i ciągnącej konsystencji.

Na patelni rozpuszczam masło i wykładam ser. Powoli mieszam, podgrzewając na bardzo małym ogniu. Dodaję sól i kminek. Nie lubię osobiście intensywności ziarenek kminku więc wolę je zmielic. W dalszym ciągu podgrzewam ser, cały czas mieszając aż do całkowitego rozpuszczenia.Ser nie może ani się zagotowac ani przypalic. Gdy już będzie gotowy dodaję roztrzepane wcześniej jajko. Całość łączę i przelewam do miseczki. Schładzam.Zjadam...

piątek, 15 maja 2015

Księżna Anna i olej rzepakowy

Księżna Anna Mazowiecka przez 15 lat samodzielnie rządziła Mazowszem po śmierci swoich braci: Janusza i Stanisława. Ostatnia z rodu Piastów Mazowieckich była zdolną administratorką i gdyby nie spotkała na swojej drodze innej silnej kobiety - Bony Sforzy, najpewniej Mazowsze jeszcze długo nie zostałoby częścią Korony. Żyła 60 lat a swoje jedyne dziecko urodziła już po "40" tce czyli nawet jak na "nasze czasy" dośc późno. Niestety pozbawiona Mazowsza w 1537 roku wyjechała wraz z mężem na Podkarpiacie do Jarosławia gdzie została aż do śmierci. 

Z księżną łączą się dwa ciekawe miejsca na Mazowszu. Zamek w Liwiu oraz miasto Ostrów Mazowiecka, gdzie w ubiegłym roku odsłonięto pomnik księżnej, w 570 rocznicę nadania praw miejskich. Sam Ostrów Mazowiecka to też ciekawy temat. Totalny bałagan językowy. Ostrów rodzaj męski a żeński Mazowiecka. Językoznawcy i etymolodzy spierają się co do pochodzenia tej karkołomnej nazwy.
słowo ostrów lub ostrowa oznaczało bór, czyli 60 barci. Inni, że drabinkę przygotowaną z wierzchołka drzewa iglastego, po której bartnik dostawał się do barci na tzw. podkur, lub po prostu znamię (signum), którym bartnicy oznaczali swe barcie.

za www.wikipedia.pl

Jeśli chcielibyście się wybrac do grodu księżnej to po drodze musicie koniecznie wstąpic do Fimaro aby kupic przetwory Anny Walczyńskiej. Koronkowy "hand made". Urzekająca konfitura z czerwonej porzeczki. Boski agrest z imbirem. Fenomentalna truskawka z cynamonem. No i mus malinowy od którego można zwariowac z organoleptycznej rozkoszy....

Po drodze jest też łowisko "JEGIEL" (Nowa Wieś k. Długosiodła, Gm. Brańszczyk). Na miejscu  smażalnia ryb, grill i bar. A do wyboru karpie, amury, szczupaki, liny, okonie i sumy. A co najważniejsze w gminie Ostrów Mazowiecka w Starym Lubiejewie pan Franciszek Kesler wyrabia doskonały olej rzepakowy.  

Produkt regularnie zdobywa nagrody w tym I nagrodę w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo – Smaki Regionów". Aromatyczny, złocisty i niepowtarzalny w smaku z uwagi na własną technologię uzyskiwania.

czwartek, 12 lutego 2015

Rogaliki z Wilczej i smaczna lektura

Inspirująca lektura książki Wojciecha Herbaczyńskiego "W dawnych cukierniach i kawiarniach warszawskich". Idealna na wieczór tłustoczwartkowy. Bowiem tematyką są nie tylko tytułowe cukiernie i kawiarnie dawnej Warszawy ale też i ich klienci, właściciele i cała , jak to byśmy dziś powiedzieli, subkultura miasta. Autor sam prowadził bardzo popularną cukiernię od 1938 roku przy ulicy Wilczej, na rogu z Koszykową. Kawę sprowadzał z palarni Pluton od Tarasiewiczów, a o nich już pisałam TUTAJ. Największym zainteresowaniem wielbicieli łakoci cieszyły się drożdżowe rogaliki z nadzieniem, mimo, że w 20-leciu Międzywojennym ceny ciastek nie należały do najmniejszych (20 gr).

Warszawskie kawiarnie...ech, każda czymś się wyróżniała. Zero globalizacji bo wytrawni smakosze stolicy nie przychodzili by wcale. „Ziemiańska” oferowała wyśmienite torty...dziesięc rodzajów. A specjalnością Lourse były przeróżne ciastka półfrancuskie. Ponieważ dziś "tłusty czwartek" zainteresują Was pewnie doskonałe pączki robione na sposób sułtański czyli nadziewane daktylami, rodzynkami i migdałami albo "po polsku" czyli z nadzieniem z konfitury jabłkowej, wiśniowej, malinowej lub ekstra liga z płatków różanych. Każdy niezależnie od nadzienia pachnący skórką pomarańczową i wanilią. A jeśli chodzi o pączki to tradycje ich są jeszcze z obiadów czwartkowych u króla Stanisława Poniatowskiego. To jednak temat na zupełnie innego posta. Wracając zaś do Herbaczyńskiego to chętnie spróbowałabym opisywanej przez niego bomby hrabskiej czyli "kuli waniliowych lodów powleczonych mrożonym kremem i czekoladą”.

wtorek, 20 stycznia 2015

Produkt prawdziwie karnawałowy

Chciałam - krótko i na temat - polecic Wam coś co robi się tylko raz do roku i ...zjada równie często. Są to CHRUŚCIKI MAZOWIECKIE. Nic Wam ta nazwa nie mówi? Czyżby? Zajrzyjcie pod poniższy link:) chruściki

Tak! To nic innego jak "faworki" ale od kiedy przywędrowały do nas wraz z francuskimi królowymi, kucharzami, artystami spolszczyły się w "chruściki". Wyrób bardzo lokalny i sezonowy więc koniecznie o nim pamiętajcie w tym karnawale. A jeśli nie zrobicie ich sami to może poszukacie tych nagrodzonych Laurem. 

Marszałka Województwa Mazowieckiego?  W ubiegłym roku wygrały te robione przez panią Wiesławę Kacperską z Karolina (powiat Legionowski!).

" Mimo że to ciastka kruche i delikatne ich przygotowanie wymaga dużej siły fizycznej.  Ich tajemnica kryje się  we właściwie zagniecionym cieście i takim jego „obiciu”, aby na jego powierzchni pojawiły się pęcherzyki powietrza. Tylko wówczas chruściki będą rozpływać się w ustach. Mazowieckie chruściki wyróżnia wyjątkowa kruchość i smak, który zawdzięczają wiejskiej śmietanie i nietypowej metodzie ich wytwarzania"

piątek, 5 września 2014

Kultowe potrawy PRL - blok czekoladowy

Nostalgia, która ogarnia mnie na myśl o bloku czekoladowym jest naturalna. W czasach mojej młodości (och jak to archeologicznie brzmi...) był on popularnym zastępnikiem wymarzonej czekolady. Prosty w przygotowaniu a dziś tak sporadycznie przygotowywany...cóż warto chyba powrócic wspomnieniom smak i zapach...
 Blok czekoladowy w starym stylu
 
1/2 szklanki mleka
1 kostka masła
1 szklanka mleka w proszku
2 szklanki cukru trzcinowego 
2 opakowania herbatników Be-Be
5 łyżek kakao (prawdziwego)
10 włoskich orzechów
garśc suszonych owoców
Roztapiam masło i dodaję do niego cukier oraz zwykłe mleko. Dokładnie mieszam podgrzewając ALE nie doprowadzając do wrzenia. Następnie zdejmuję z ognia i dodaję mleko w proszku oraz kakao dokładnie rozprowadzając a potem pokruszone herbatniki, pokrojone owoce i orzechy. Masę wylewam do keksówki i wstawiam na kilka godzin do lodówki. 

czwartek, 27 lutego 2014

Pączki dla Piłsudskiego



Właśnie w radio powiedzieli, że w tym roku ostatki będą wypadać między 27 lutego a 4 marca a więc dziś mamy ... TŁUSTY CZWARTEK! A więc czas na pączki i faworki! 

Ja jadę na Górczewską, tropem adiutanta Józefa Piłsudskiego, który to na specjalne życzenie marszałka pączki owe mu do Belwederu sprowadzał. Na prawdziwych drożdżach, świeżych jajach, naturalnych esencjach waniliowych, ze smakowitą wiśniowo-śliwkową konfiturą w środku. Lucy-na mówi, że są na margarynie a powinny nie być ale co tam, zaufam historii:)

 


piątek, 1 listopada 2013

Pańska skórka - kultowy produkt na najsmaczniejszej liście


Jest Dzień Zmarłych jak zawsze przeciskam się przez tłum ludzi na cmentarzu Bródnowskim, w kieszeni mam zakupione właśnie pięć pańskich skórek. Dlaczego? Nie wiem sama, zawsze tak było od kiedy pamiętam. Wkładam do ust pierwszą. Twarda materia poddaje się wpływowi ciepła moich ust. Powoli mięknie i rozpuszcza się. Jest listopad, cmentarz a ja czuję przypływającą pełnię szczęścia. 
A to za sprawą słodkich prostopadłościanów obwiniętych w pergamin... 

Pańska skórka nazywana pierwotnie panieńską skórką pojawiła się na przełomie XVIII i XIX wieku jako środek przeciwkaszlowy dostępny w aptekach (!). W Słowniku Warszawskim czyli słowniku Języka Polskiego Kryńskiego i Niedźwieckiego wzmiankują o niej w 1908 roku.  Początkowo robiona z gumy arabskiej, białek, cukru i olejku kwiatu pomarańczowego. Dziś zamiast gumy arabskiej stosuje się mąkę ziemniaczaną a zamiast olejku sok owocowy. Więcej o niej można przeczytać na najsmaczniejszej liście, bo od stycznia 2008 pańska skórka jest na nią wciągnięta jako produkt tradycyjny z regionu Mazowsza.

Choć dziś można ją kupić przy okazji 1 listopada na Powązkach i na Bródnie lub przez cały rok, jako "bajer" dla turystów, na rynku Starego Miasta to nie zawsze tak było. Jerzy Waldorff pisał w swoich wspomnieniach, iż niańka kupowała mu ten przysmak na spacerach w Ogrodzie Saskim. 


Nie wyobrażam sobie dzisiejszego święta bez pańskiej skórki, Panna O już cieszy się myślą o niej a małej Zojce Muchomojce pozwolimy tym razem jedynie powąchać. Ale już w przyszłym roku... i tak się chowa kolejne pokolenie Warszawianek ze smakiem...:)

A tutaj o kultowym produkcie mówi w TVN pan Maciej Nowak.

środa, 23 października 2013

Torcik wedlowski bardzo warszawski


Torcik Wedlowski był pierwszym laureat konkursu „Teraz Polska”. Jako prezent stanowił znak rozpoznawczy nie tylko Warszawy ale i całej Polski. Pamiętam, jak w końcu lat 80-tych babcia pakowała kilka wystanych w kilometrowej kolejce torcików na prezenty dla "specjalnych gości". Pyszny przedmiot pożądania przez całe moje dzieciństwo. 

Kilka lat temu trafił na listę kultowych produktów "Warszawa Je je" Gazety Stołecznej wraz z pańską skórką, wuzetką, pączkami od Bliklego i krówkami z Milanówka.

Nie jest znana historia jego powstania. Prawdopodobnie inspiracją był pobyt Jana Wedla w Szwajcarii i obserwacja tamtejszych słodkości. Smaczna obserwacja jak sądzę. Pan Jan Wedel był prawdziwym nowatorem. Przykład? Proszę. Wpadł na pomysł sprzedawania

swoich wyrobów za pośrednictwem automatów ze słodyczami. Pierwsze w Warszawie stanęły w latach 30-tych XX wieku przy bramie wejściowej do Parku Skaryszewskiego. 

Wróćmy jednak do torcika. Czy smakuje tak samo gdy stało się po niego godzinami w kolejkach na Szpitalnej lub na Kamionku? Niestety musimy zdać się na porównanie smaku wspomnień z tym co znajdziemy na półce sklepowej.
Wafle - delikatnie kruche, krem - łagodnie orzechowy, polewa z firmowej czekolady. Odmiana Pischingera, którego moja babka robiła w domu na specjalne okazje.  W mojej opinii dziś wszystkie słodycze smakują tak samo. Są słodkie. Tylko słodkie. Co jest winą globalizacji i rachunku ekonomicznego wytwórców. Jedna niezmienna rzecz to fakt ręcznego zdobienia przez specjalnie wyszkolone dekoratorki.


wtorek, 29 stycznia 2013

Jest zima więc muszą być krówki...

Jest zimno...bardzo zimno...
Tak, wiem. Skoro jest zima to musi być zimno bo takie są odwieczne prawa natury... Cytatem z Misia próbuje rozgrzewać mnie co drugi rozmówca. 

Tylko gdy jest tak zimno to mnie natychmiast nachodzi ochota na coś słodkiego. Cukier w najbardziej niezdrowej postaci. A skoro jesteśmy na Mazowszu to może warto wybrać się do Milanówka na krówki?

Milanówek zimową aurą jest dla mnie (!) równie mało ciekawy co reszta zimowego świata. Gdy byłam tu latem mogłam zobaczyć zieleń na każdym kroku. Cóż, trudno się dziwić owej zieleni skoro Milanówek chlubi się tym, że jest miastem ogrodem. Wille nie gorsze niż w Konstancinie no i coś co przeważa szalę na korzyść tego pierwszego ... krówki.

Krówki z Milanówka w ubiegłym roku brały udział w plebiscycie Gazety Stołecznej na Kultowy Mazowiecki Produkt. Współzawodniczyły z pańską skórką, wuzetką, torcikiem wedlowskim i ... pączkami od Bliklego. Dla mnie są numerem trzecim z tej piątki, zaraz po wuzetce i pańskiej skórce.

Kajmakowe pomadki sprowadził na Mazowsze Feliks Pomorski*, poznański cukiernik,który w czasie II wojny światowej osiadł w Milanówku. A kajmakowa pomadka o bezdyskusyjnym bliskowschodnim rodowodzie to nic innego jak właśnie rodzima krówka. Świeża to prawdziwa mordoklejka z czasem wysusza się i po kilku tygodniach jest krucha. Osobiście wolę te które wewnątrz już skruszały a na zewnątrz są jeszcze ciągnące. 

Nie wiem czy pamiętacie, gdy w czasach PRL samodzielnie robiło się krówki. W sumie temat prosty: mleko, masło i cukier. Gotowane powoli aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Potem masę wylewało się na stolnicę i czekało aż zastygnie. W wersji fast-krówkowej gotowałyśmy skondensowane słodkie mleko w puszce, które czasem potrafiło wybuchnąć ....

Przepis, który miała na kartce z zeszytu K. zawierał:
220 ml mleka,
260 g cukru,
75 g niesolonego masła,
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego


Zastanawiamy się poważnie czy aby nie pokusić się o małą krówkową manufakturę. Poczekam jednak na lato, gdy będzie dostępne niepasteryzowane mleko od krów pani Hani. A to znaczy, że do tematu krówek wrócę :)







 *Aktualnie jest trzech producentów krówek wywodzących się od Pomorskiego i kilku zupełnie nie związanych...a dokładnie zarejestrowanych w Milanówku...z uwagi na krówkowe konotacje.