Pokazywanie postów oznaczonych etykietą street food. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą street food. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2017

Gdzie? Na Biobazarze

 
To było oczywiste, że wcześniej czy później (w moim wypadku później) będę wspominac o BioBazarze. Kilka lat temu przeżyłam okropne rozczarowanie tym miejscem stojąc w gigantycznej kolejce by wymienic stare agd-rtv na eko-soki lub choinkę. Temat na zupełnie innego posta...choc właściwie wolałabym by zniknęła ta historia w mrokach zapomnienia. Niedawno postanowiłam zajrzec do dawnej fabryki Norblina, zwłaszcza, że bazar działa aktualnie trzy dni w tygodniu (środy, piątki i soboty).
Zresztą aktualnie to się nie da nie konkurowac bazarowymi dniami, nieprawdaż? Tylko się z tego cieszyc. Przypomniała mi się scena z filmu "Masz wiadomośc" z Tomem Hanksem i Meg Ryan, idą rozmawiając i robiąc zakupy na lokalnym biobazarze... Było to tak bardzo dawno temu a ja z całego filmu zapamiętałam tą właśnie scenę. Bardzo im wtedy zazdrościłam:)

Wracając do BioBazaru. Te pięc lat "tradycji" i doświadczenia daje mu pewne "fory". Wybrałam się tam ponownie i bardzo przyjemnie się rozczarowałam. Industrialne hale, coś ulotnego z dawnej Warszawy w powietrzu, warsztaty dla dzieci, huśtawki. No wiele zmieniło się na lepsze. 

Cieszy mnie obecnośc wśród wystawców Grzybowej Arki i ich ekopieczywa. Sałat i ziół z "Bukietu Smaków". Joanki z jej genialnymi jabłkami, serów z Figi czy wyrobów z Kalinówki. Genialna szarlotka orkiszowa z bio-warzywniaka. Ech... A te śledzie...hm...rewelacja. No i fermentowany czosnek, którym się leczymy/raczymy wszystkie trzy.

Odwiedziłam każde stoisko choc oczywiście nie na każdym zrobiłam zakupy:) Byłam u ekologicznych pieczarek z Dąbrówki, w Zagrodzie Łąckiej i w Folwarku Miłkowiec. Odwiedziłam kiełki Kmity i Kalinówkę. Obowiązkowym punktem zakupowej wycieczki były ryby u Pawła i Pawła. 


Wszystkie powyższe miejsca polecam.


Na praskiej stronie działa też młodsza siostra tego miejsca czyli Biobazar w Soho Factory. Bardzo sympatycznie choc jeszcze nie tak bardzo jak w Norblinie...a może po prostu mnie się tu bardziej podoba:)





BioBazar Warszawa
ul. Żelazna 51/53
środy 10-18
piątki 16-20
soboty 8-16


piątek, 22 lipca 2016

Sezon. Ogórek. Chleb


SEZON OGÓRKOWY W PEŁNI...NIC TYLKO WISIEC W HAMAKU...A WIĘC COŚ "OGÓRKOWEGO" 

Legendy o Syrence czy Warsie i Sawie zna każdy 5-latek. Podobnie ze Złotą Kaczką i Bazyliszkiem. Są jednak mniej wylansowane legendy z mocnym akcentem kulinarnym. Do takich należy "Komu chleb spleśniały stanie za specjały" i "O nadwiślańskiej Biedzie i gnacie wołowym" (Bracia Orzeszkowie). Ponieważ warszawskie i kulinarne to postanowiłam je przytoczyc na blogu. Dziś pierwsza z nich.

"Na uciechy i zabawy trza pospieszyć do Warszawy" - takie sobie powiedzonko przypomniał długowąsy, szanowny szlachcic przemierzając wierzchem Rynek Nowego Miasta. A powód do takiego stwierdzenia miał. Pełno było tu bowiem swarliwych przekupek, kuglarzy, grajków i innych wybryków matki natury. Ale oto wyjeżdżając tuż za Bramę Nowomiejską inny mu się obrazek objawił. Nędzarz żebrzący o dziwnie czystej twarzy, ale w łachmanach, rękę do przejeżdżającego o grosz na kromkę, bądż kruszynę chleba prosząc. Zapytał się więc bogacz, czy aby się nie obawia zamiast owego grosza, batogiem nie dostać. Ale dla żebraka tysiąc razy batog jest przyjemniejszy niż głód go ciągle ściskający. Szlachcic miał jednak przy sobie tylko mały kawałek dość jednak nieświeżego już chleba. Ale jak powiadają wśród ludzi ubogich: "prawdziwie głodnemu nawet chleb czerstwy i spleśniały stanie za dworskie specjały". W wielkim zamyśleniu ruszył dalej szlachcic na swym rumaku. Zapewne w Warszawie aż roi się od tego typu żebractwa, któremu, jak się okazuje, pomocy nijakiej nie udziela. 

Wybrał się co prędzej wąsaty szlachcic do znajomego już piekarza mistrza Bonifacego Pakuły na ulicy Piekarskiej, swoją piekarnię mającego, pod szyldem: "Najlepsze chleby, rogale i buły znajdziesz u Bonifacego Pakuły". Zapoznał go szlachcic z planem jaki po drodze wymyślił. A zamierzał każdemu żebrakowi ofiarować bochen chleba. Piekarz tylko za głowę się złapał, jak zamiar usłyszał, do rozpaczy niemalże doprowadzony tym faktem. Bał się bowiem, że do ruiny doprowadzony takim przedsięwzięciem zostać może. Ale szlachcic za chleb owy z własnej kieszeni zapłacić obiecał i natychmiast w białe ręce piekarza wypchaną sakwę wsadził. 


Zabrali się więc piekarczykowie czym prędzej do gniecenia i pieczenia bochnów i ze świeżymi, jeszcze ciepłymi na Rynek Starej Warszawy, Rynek Nowej Warszawy i Bramę Krakowską czym prędzej pognali, by żebrakom rozdawać. Nakaz jednak od szlachcica był bardzo ważny - chleb tylko i wyłącznie dla biedoty, dla potrzebujących o pustych żołądkach. Takie właśnie rozporządzenie wydając, skierował się na swym rumaku w stronę Zamku Królewskiego, gdzie od dawna oczekiwano na powrót hetmana Jana Sobieskiego.


Gdy o tym, że jakieś głuptasy rozdają darmowe chleby dowiedział się Bartłomiej Krupa - zamożny, ale bardzo sknerowaty kupiec bakalii, natychmiast z okazji skorzystać postanowił. Umazał sobie twarz węglem, odział stare łachy stangreta i w kolejce żebraczej szybko się ustawił. Piekarczyk pilnujący porządku przy koszu z chlebami lekko się zaniepokoił, widząc co prawda biednie ubranego żebraka lecz z brzuchem nie wskazującym na długotrwałą głodówkę sięgającego po największy bochen. Dla pewności jeszcze zapytał, czy oby na pewno ów jegomość nie ma ani grosza przy sobie i czy w niedalekiej przeszłości ich nie posiadał. 


Ale jakże Bartłomiej mieć mógł jakieś grosze, skoro nawet kieszenie w łachmanach dziurawe były. Z radością wrócił Krupa do domu i dopiero tu go nieopisane zdziwienie spotkało, strach i przerażenie zarazem. Oto bochen coraz bardziej w rękach mu twardniał, aż w końcu całkiem skamieniał. 


A z całej owej legendy, nawet najstarsi warszawiacy nie pamiętają powiedzenia: "Prawdziwie głodnemu nawet chleb czerstwy i spleśniały stanie za specjały", ale pamiętają z całą pewnością rzecz inną. 


W Świętojańskiej Farze, aż do 1939 roku na ołtarzu Baryczków u stóp posągu Cudownego Pana Jezusa w misternej srebrnej skrzynce ozdobionej perłami, umieszczony był kamień najprawdziwszy, dziwnie kształtem przypominający bochen chleba. Przyczyny na to, skąd się wziął i co miał oznaczać, podobno do tej pory nie odkryto. Ale czy oby na pewno? "


Przytaczam za infowarszawa.pl, leżąc sobie w hamaku...

wtorek, 23 czerwca 2015

Pierwsze śniadanie, drugie....

Targ Śniadaniowy to chyba najstarszy pomysł w Stolicy na "śniadanie na trawie". Żoliborski pomysł (na skwerze w Al. Wojska Polskiego) rozmnożył się w 2014 na Wolę i Moczydło a też i Targówek. I mnoży się dalej:)

Czy warto tam/tu zajrzec? Miejsce nie może byc uznane za "intymne" bo targ się nieźle rozrósł ale jest gdzie zrobic zakupy, pokucharzyc, zdeponowac kreatywnie dzieci...no i oczywiście zjeśc śniadanie.  W niedzieę proponuję wyskoczyc na drugie śniadanie wraz ze spacerem nad Wisłą, w okolicy klubu Pomost 511 na Le Targ nad Wisłą.

Targów co roku jest mnogość, jedne się pojawiają inne znikają. Taka już ich "gwiazdorska" rola. Wolę więc pewniaka jakim jest TŚ. Ale pamiętajcie, że imprez na Targu Śniadaniowym jest mnogość, warto więc obserwować ich FB Profil.





wtorek, 9 września 2014

Zapiekanki ... smak dzieciństwa

Każdy ma jakąś kulinarną historię wartą opowiedzenia. Wspomnienia pachnące kuchnią są w nas tak samo mocno jak te z pierwszego dnia szkoły czy imienin cioci Hani. Jednym z takich wspomnień są zapiekanki z piekarnika i ziemniaki, pieczone w mundurkach w owym piekarniku. Pieczone po sąsiedzku. Na spotkania ze szkolnymi kolegami i koleżankami w trakcie...wagarów. No ale też i po szkole. Jakiś czas temu na FB jeden z uczestników tych spotkań, dziś poprawny i bardzo profesjonalny redaktor telewizji ... M. napisał, że smaków tych właśnie nigdy nie zapomni.



Zapiekanki to nic innego jak podłużne bułki posypane startymi pieczarkami z serem żółtym po upieczeniu polane obficie ketchupem. Arystokratka z wieloletnią historią jak na polski fast food... nieprawdaż? 

Może i w Stanach (czytaj: USA) wymyślono fast food jako koncepcję na "spożycie" nikt o zdrowych zmysłach nie będzie jednak zaprzeczał, że wszystkie dania fast foodowe przywieźli tam imigranci. Pizzę - Włosi. Hanburgera - Niemcy. Frytki - Belgowie. Hot Dogi - też Niemcy. A co z zapiekankami? U nas największe tradycje kulinarne w przygotowaniu tego "dania" mają barki wokół dworców kolejowych i autobusowych. Można też "po hipstersku" wybrac się do Zapieksów.

Byłam. Zamówiłam. Spożyłam.

Zachwytów nie ma. Dzieci z kwiatami i fanfarów nie będzie. Wolę w domu zrobic sobie podróż w czasie. Zetrzec pieczarki i ser. Wymieszac. Posypac bułkę. Zapiec. Zjeśc.

A Wy się wybieracie na zapiekankowy rejs w przeszłośc?