Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5ćwiartka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5ćwiartka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 września 2017

Słodko. Ostro. Prus

Cynaderki czyli nerki dziś sporadycznie występujące w modnych programach kulinarnych. Czasem tylko aby nastraszyc uczestników na stole piętrzą się różne części 5cwiartki i wtedy z wypiekami, przerażeniem obserwujemy jak walczą lub modlą się aby ich nie dopadły właśnie cynaderki. Nie wiem czemu to one ze wszystkich podrobów cieszą się możliwie najgorszą sławą. Ja bym do jąder byczych się raczej nie zabrała ale do nereczek..czemu nie?

Czytałam ostatnio "Lalkę" Prusa. Naszła mnie podszyta wyrzutami sumienia myśl, że warto wrócic do tak dobrej lektury, gdy człowiek osiągnie półmetek życia i będzie miał nie tylko przemyślenia ale i doświadczenia. Wtedy można sobie podyskutowac z Wokulskim. Oceniac pannę Izabellę. Jednak moją uwagę przykuły opisy dawnej Warszawy na których przy pierwszej lekturze, kilka dekad temu, nikt nie kazał mi się skupiac. A szkoda. Teraz bowiem poszukuję pozycji Moniki Warneńskiej " Warszawskim szlakiem Bolesława Prusa". Aby temat pogłębic. Niestety poszukiwania w warszawskich antykwariatach idą mi słabo i chyba skończę w jakiejś varsavianistycznej czytelni. Do powrotu i pochylenia się nad ww lekturą nastroiły mnie również cynaderki. Wiadomo, podroby to jedzenie biedniejszych warstw tego miasta już od dawien dawna. Tak więc krótka wyprawa do kuchni z Prusem i "Kuchnią Warszawy i Mazowsza" na słodko-ostre cynaderki. Voila!





Słodko-ostre cynaderki

 1/2 kg cynaderek (cielęcych) oczyszczonych
1 duża cebula
2 kopiaste łyżki masła
1 łyżka oleju rzepakowego
1 (lub dodatkowo 1/2) łyżki musztardy (ocenic do smaku)
2 łyżeczki miodu gryczanego
sok z 1/2 pomarańczy
2 łyżeczki mąki pszennej
sól, pieprz

Cynaderki kroję na połówki. Zalewam bardzo zimną wodą i odstawiam na godzinę. Następnie odcedzam i ponownie zalewam wodą. Gotuję przez godzinę. Odsączam i kroję w plasterki. 

Cebulę obieram i kroję w drobną kostkę. Wrzucam na rozgrzany olej cebulę i podroby. Podsmażam, energicznie mieszając, przez 3 minuty. Zmniejszam następnie gaz i dolewam około pół szklanki wody. Duszę przez 20-25 minut. 

Dodaję musztardę, miód, sok, mąkę i przyprawy. Duszę około 5-8 minut do momentu aż sos zgęstnieje. Posypuję siekaną natką.


piątek, 7 kwietnia 2017

CoGdzieKupić: Dziczyzna

Dziczyzna to mięso jeleni, saren, dzików, zajęcy, danieli a też dzikiego ptactwa czyli dzikich kaczek, cyranek i cyraneczek oraz bardziej popularnych kuropatw, przepiórek czy bażantów. Ważne, że jest to mięso zwierzyny łownej, które zostało dopuszczone do spożycia dzięki nadaniom weterynaryjnym. Jedzenie w tym wypadku "z pierwszej ręki" jest równie niebezpieczne co kupowanie grzybów od pani przy drodze, gdy się na tych grzybach zupełnie nie znacie. Wizja toksoplazmozy lub włosiennicy raczej nikogo z Was nie skusi.

Idealne jest mięso z okresu jesiennego i wczesnozimowego. Można jednak dośc "głęboko" zamrozic odpowiednio zabezpieczone (zgrzana folia) mięso na początku zimy aby wczesną wiosną, z okazji Świąt Wielkiej Nocy przygotowac z nich bardzo specjalne dania. Dużo ciekawych informacji na temat przygotowywania dziczyzny znajdziecie TUTAJ


Dziczyzna bywa też w Lidlu:)
Dziczyzna jest niskokaloryczna i bogata w białko, magnez, fosfor, wapń, żelazo i witaminy z grupy B. Najzdrowsze pochodzi od sarny i dzika bowiem ww składników ma najwięcej. Zanim przejdę do polecanych miejsc dodam tylko, że ten rodzaj mięsa "lubi" się szczególnie z cynamonem (dzik), jałowcem, grzybami, majerankiem, pomidorami, suszonymi śliwkami, tymiankiem i ciężkim czerwonym, wytrawnym winem. W marynatach warto uwzględnic cytryny, czosnek, goździki, kolendrę, listek laurowy, pieprz, ziele angielskie. To takie małe doświadczenia przekazane mi dawno temu (czasy licealne), gdy jeździłam z moim ówczesnym chłopakiem i jego tatą na polowania. Kiedyś może o tym opowiem... Może.

W Warszawie mam kilka sprawdzonych adresów skąd biorę dziczyznę. Pierwszy sprawdzony punkt to BEFSZTYK. Nie odkryłam więc przed Wami wielkiej tajemnicy. Po co jednak odkrywac coś co jest odkryte i sprawdzone? Befsztyk ma od lat sprawdzonego dostawcę z "Ujścia Warty". Klasycznie dostępny jest dzik, sarna, zając i bażant. Więcej informacji na stronie TUTAJ. Warto pamiętac, że Befsztyk ma już dwie lokalizacje w Warszawie: Mokotów i Żoliborz a także dowozi zamówienia nawet pod-bliską-Warszawę:)

Kilkakrotnie korzystałam również z Dzikiego Tropu, którego profil FB macie TUTAJ. Są zlokalizowani na Mokotowie. Warto jednak wybrac się do nich bezpośrednio bo mają znacznie większy wybór niż w Befsztyku. Dużo można również zyskac ciekawych i przydatnych przy przygotowywaniu dziczyzny informacji. 

Znajoma z Poznania kupuje dziczyznę w lokalnej restauracji, która prowadzi obok sklep bodajże, "U Myśliwych". Chwali sobie smak choc cen już tak bardzo nie.

Mnie się kilkakrotnie zdarzyło zamówic u Tutusa w Opolu. Informacje są TUTAJ. Akurat mam znajomą, która "po drodze" mi ową dziczyznę odbierała.


Można też kupic bezpośrednio w kole łowieckim (nie wiem czy w każdym). Większośc skupują od nich firmy, które są dostawcami Makro i innych "DUUZych" sklepów. Wybór należy już do Was.

dla porządku podaję jeszcze wszystkie adresy, gdyby linki nie działały:


BEFSZTYK MOKOTÓW
ul. Puławska 176/178
22 843 61 10 / 22 852 16 99 / 600 248 262

BEFSZTYK ŻOLIBORZ
ul. Dygata 3 (Plac Niemena)
22 254 11 11 / 668 668 500

DZIKI TROP
Gagarina 31
518 828 082

BUCZER
ul.Puławska 35 

TYTUS
(77) 474 54 30 
ul. Wspólna 3  
45-837 Opole

 http://www.lowiecki.pl/kola_lowieckie.php

Grasica. Animelka. Mleczko


Słowo "grasica" niektórym nie kojarzy się kulinarnie. Mnie zupełnie nie przeszkadza fakt, że oznacza gruczoł dokrewny. Przecież nim właśnie jest. Chociaż przyznam, że animela / animelka lub też mleczko cielęce to bardziej kreatywne nazwy na tą przesmaczną częśc piątej cwiartki. Już bardziej niesmacznie brzmią nereczki i wersja z cynaderkami jest w pełni uzasadniona:). To "mleczko cielęce" to z Ćwierczakiewiczowej, która ma całkiem inspirujące pomysły aż dziw może niektórych brac, że to z kuchni mieszczańskiej XIX wieku. Grasicę więc duszą, robią z niej sosy, dodają do farszów, zapiekają, smażą no i pieką oczywiście.

Ale wiek wcześniej już nasz kraj słynął z animelkowych smakowitości. W XVIII wiecznej francuskiej książce kulinarnej to właśnie wśród przepisów rodem z Polski znajdziemy grasicę. Wielądko w „Kucharzu Doskonałym” (koncówka XVIII wieku) dyktuje aż sześc przepisów na ten "smakołyk"

Właściwie grasicę zdobyc nie było trudno. Jeden, no może dwa kliki i już dostawa z "Befsztyka" zamówiona. Potem było gorzej bowiem obróbka wstępna jest czasochłonna. Grasicę moczyłam cztery (sugerowano trzy do pięciu...) godziny w bardzo zimnej wodzie, którą wymieniałam trzy razy (odpowiedni poziom zimna..). Potem zanurzyłam "obiekt kulinarnego pożądania" we wrzątku z solą na dosłownie sześc minut i zajęłam się kunsztownym usuwaniem błonek.

Aby zaspokoic wszystkie "ambicje" animelkowe podzieliłam ją na trzy sposoby przygotowania. Pierwszy strikte ortodoksyjny czyli ugotowałam ją w delikatnym cielęcym bulionie. Drugi również "surowy" w obróbce bowiem przysmażyłam jedynie na maśle z oliwą. W przypadku trzeciego ...zaszalałam. Po przejrzeniu Wielądko i Ćwierczakiewiczowej doszłam do wniosku, że będę posiłkowała się ... Makłowiczem.


Grasica w Sherry

1/2 kg grasicy
1 średnia marchewka
1 cebula
20 dkg boczniaków 
3 ząbki czosnku
1 pęczek natki 
1 szkl wytrawnego sherry
2 łyżki oliwy 
sól, pieprz biały 

Przygotowałam jarzyny: posiekałam drobno marchewkę, pokroiłam w kosteczkę cebulę. Obie podsmażyłam na oliwie przez około 5-6 minut. Wstępnie przygotowaną grasicę pokroiłam na równe kawałki i podsmażyłam z warzywami przez kolejne kilka minut. Następnie dodałam zgnieciony czosnek i pokrojone grzyby. Wlałam sherry i dodałam drobno posiekaną natkę. Przyprawiłam i dusiłam przez 20 minut.
 
Stanisław Czerniecki, autor najstarszej polskiej książki kucharskiej podaje taką wersję:



Animela po polsku.
Zblanszuj i ugotuj z plastrami boczku. Zostaw do ostygnięcia i pokrój na dwie lub trzy części. Rozgnieć kawałek masła z solą, zmiażdżonym pieprzem, pietruszką, szczypiorkiem, szalotką, odrobiną tartego imbiru, miąższem chleba, wszystko ugnieć razem. Na wierzchu każdej cząstki grasicy ułóż warstwę tego farszu. Złóż z powrotem te cząstki tak, aby grasica wyglądała, jakby była cała. Ułóż je na półmisku, na którym chcesz podawać. Połóż na ogniu ze szklanką esencjonalnego bulionu i połową szklanki szampana, gotuj przez pięć do sześciu minut, a kończąc, dodaj sok pomarańczowy.” 

 
Ostatecznie okazał się, że najlepsza jest własnego pomysłu. No "sorry". Więc po wrzuceniu jej do rondelka z roztopionym masłem i rozgniecionym czosnkiem oraz natką i szalotką udusiłam-usmażyłam. Dodałam jeszcze ciut pepperoncino. No idealnie.

wtorek, 28 marca 2017

Ozór. Śmietana. Chrzan

  Właśnie wpadł mi w ręce kolejny raz "Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III" Jędrzeja Kitowicza. Ten osiemnastowieczny historyk będący jednocześnie i księdzem i korespondentem politycznym to bardzo interesująca postac. Nie wiem czy mimochodem czy celowo ale ogromnie sugestywnie opisuje ówczesne smakowitości  z lokalnej gastronomii (czytaj: karczmy) i domów w których "się bywało". Opis zwyczajów i obyczajów to nade wszystko uczta dla wyobraźni. A mnie dziś tak zakręciło inspirująco, że ... skojarzeniami doszłam do ... ozorków. Wiecie - polityka-opis-jedzenie-dyskusje-język-ozór...

  Ozorki wieprzowe po polsku


1/2 kg ozorków wieprzowych
1/4 kg włoszczyzny 
150 ml śmietany 18 %
5 dag utartego chrzanu
5 dag rodzynków
natka pietruszki
sól, pieprz, cukier 
sok z 1 cytryny do smaku



 Ozorki myję i zalewam zimną wodą na dwie godziny. Potem szoruję szczotką i wycinam gruczoły ślinowe. Opłukane zalewam wrzątkiem i gotuję do "prawie" miękkości (około godziny). Warzywa myję, obieram i dodaję do ozorków w raz z przyprawami po około 30 minutach od rozpoczęcia gotowania. Ugotowane ozory zanurzam w zimnej wodzi i obieram ze skóry. Kroję w plastry i układam w naczyniu żaroodpornym. Śmietanę mieszam z namoczonymi rodzynkami i chrzanem, posypuję natką i zapiekam około 15-20 minut w piekarniku 180stopni.

wtorek, 24 stycznia 2017

Wątroba. Boczek. Cebula


Kolejny przepis z wydawnictwa KSOW - "Specjały Kuchni Mazowieckiej". Tym razem smak na podroby.


Wątroba z boczkiem

0,5 kg wątroba
15 dkg boczku wędzonego
1 duża cebula
2 łyżki oleju słonecznikowego
1 łyżka mąki
0,3 l bulionu wołowego 
sól, pieprz

Wątrobę kroimy na cieniutkie plastry, podobnie jak boczek. Cebulę w niewiele większe półplasterki. Na rozgrzany olej wykładam cebulę i boczek. Zdejmuję. Obsmażam wątróbkę po 2 minuty z każdej strony. Minimalizuję ogien pod patelnią i dodaję wcześniej usmażone: cebulę i boczek. Całośc stopniowo posypują mąka tak by jak najlepiej się rozprowadziło.Stopniowo dolewam bulionu i mieszam do zgęstnienia sosu. Doprawiam solą i pieprzem.


W międzyczasie gdy wątroba dochodzi, proponuję lekturę artykułu o warszawskiej gwarze i o kuchni żydowskiej, której już właściwie nie ma:(.

wtorek, 19 stycznia 2016

Dudki. Majeranek. Czosnek

Barszcz z dudek nazywany też przez niektórych kwaśną zupą to jedna z moich ulubionych choc niestety rzadko przygotowywanych odmian barszczu białego. Nie jest to kwestia lenistwa ale jakości płucek. Nie mam niestety jeszcze pewnego i pobliskiego mojemu zamieszkaniu MIEJSCA, gdzie owe płucka mogę zakupic. Można robic kwaśną zupę z wieprzowych ale mnie najbardziej smakują właśnie cielęce. Potem od razu można zrobic pierogi z płuckami ... po poznańsku.

Tym razem udało mi się je upolowac (czytaj: zamówic w poniedziałek, zadatek wpłacic, w piątek odebrac..uff) w sklepie "firmowym" (czyli nowoczesny "rzeźnik") w Łomiankach.

Przepis to wypadkowa Kuchni Polskiej i notatek z babcinego notesu w połączeniu z własnym doświadczeniem:)

Barszcz z dudek 


60 dag płucek cielęcych
2 l wody
"zaczyn" kwasu barszczowego
1 cebula
włoszczyzna
1 małe opakowanie śmietany
1 listek laurowy
1 ząbek czosnku
1 łyżeczka suszonego majeranku
sól, pieprz


Włoszczyznę obieram. Podroby dokładnie myję, solę. Całośc zalewam wodą i gotuję do miękkości. W trakcie gotowania łyżką cedzakową wyjmuję "szumy". A po około 30 minutach dodaję warzywa i listek laurowy, czosnek oraz drobno posiekaną cebulę. 

Miękkie podroby i warzywa wyjmuję. Do wywaru dodaję kwas barszczowy i zagotowuję. 

Dudki kroję w drobną kostkę, podobnie jak dwie marchewki i pietruszkę a następnie wkładam do garnka. Podprawiam śmietaną i dodaję pieprz do smaku. Podaję gorący do ugotowanych ziemniaków. Lubię gdy są one - ziemniaki - zrobione na puree z dodatkiem natki. 



piątek, 8 stycznia 2016

Mięso. Masło. Ćwierczakiewiczowa.


Tak....tak....no to robimy...hm...

Biorę po dwa funty (stare miary rozkminiłam tutaj) pieczeni wołowej, polędwicy wieprzowej, pieczeni cielęcej i wątróbki cielęcej. Potem wszystko razem w rondlu duszę albo na brytfannie pod blachą piekę. Nie zapominam, jak mnie upomniała pani Lucynka, polewac masłem. 

Zmieliłam wszystko co prawda nowatorską metodą z XX wieku bo pomysł bym to posiekała drobno i w moździerzu na masę utłukła przerósł moje możliwości. Intelektualne. Kulinarne. Fizyczne. 

Dodałam do tego ćwierć funta grzybów ugotowanych i drobno posiekanych, funt ugotowanej słoniny w kostki. Był pewien kłopot  z określeniem "troszkę pieprzu, angielskiego ziela, soli do smaku" ale zastosowałam wyznacznik do smaku. Tak by przyprawy były w smaku o ton intensywniejsze. W pieczeniu wyjdzie "akurat". Kłopot był z wzięciem "sztamu z czterech nóżek, dobrze wygotowanych". Koniec końców udało się zebrac pół kwarty... żelatyny. Wlałam do farszu razem z bulionem z gotowania grzybów. Wszystko wymięszałam i zgodnie z instrukcją pani Lucynki złożyłam w formę, a jak zastygło to wyłożyłam na półmisek .... O!

piątek, 4 grudnia 2015

Wątróbka drobiowa z jabłkami

Dawniej podroby były jedzeniem dla uboższych, zapomniane przez dekady dwie, dziś stanowią podstawę często ekskluzywnych restauracji Stolicy. Oczywiście mocno temat spłycam ale muszę dla dobra jasności przekazu tego posta. Dziś zdobyc płucka czy animelkę jest bardzo trudno. Rzeźnik Pietraszewski na 11 listopada (ach ta Praga) oferuje prawie pełen asortyment podrobowy. Podobnie jest w sklepie na Ząbkowskiej. Zawsze można liczyc na halę Mirowską i żyjąc w przyjaźni z lokalnymi rzeźnikami prosic o odłożenie podrobowych "kąsków". Co za czasy... Żeby o nerki, płuca, flaki, serce, ogon, grasice czy ozór trzeba było się prosic...Zaniedbania "komuny"? Nie. Wolna Polska i wolny rynek. Świat lat 90-tych. Jedna częśc z piątej cwiartki oparła się zapomnieniu. Zmora dziecięcych obiadów. Wartościowe źródło białka. Wątróbka. 

Klasyka warszawskiej kuchni uda się idealnie jeśli oczyścicie ją z żyłek i woreczka żółciowego, namoczycie ją w mleku na minimum godzinę, nie będziecie solic przed smażeniem. A także jej nie przesmażycie. Całośc, jak to się mówi, "obróbki cieplnej" powinna zamknąc się w 6 minutach.
Nigdy nie sól wątróbki przed usmażeniem, ponieważ stanie się gorzka i zbyt twarda. Możesz oprószyć ją innymi przyprawami i opanierować w mące, ale solą dopraw ją dopiero po usmażeniu. Aby nie była gorzka, możesz też przed smażeniem namoczyć ją w mleku.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kuchnia/news-tradycyjne-polskie-dania-miesne-z-jablkami,nId,414824#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox


Przepis, który dziś zrobiłam pochodzi z książki "Kuchnia Polska. Mazowsze" opracowanie pani Orłowskiej.


Wątróbka drobiowa z jabłkami 
50 dag wątróbki drobiowej
2 kwaśne jabłka
5 dag masła
sól
pieprz
1 litr mleka do namoczenia
20 ml krupniku
1 łyżeczka miodu
 

Wątróbkę dokładnie myję, oczyszczam z błonek i tłuszczu, zalewam mlekiem i odstawiam na 3 godziny. Potem płuczę zimną wodą i delikatnie osuszam. Smażę na maśle a dopiero potem solę i pieprzę. Gdy wątróbka lekko się zetnie, dodaję jabłka (wcześniej obrane i pokrojone w ósemki). Duszę, aż jabłka będą miękkie, a następnie wlewam krupnik i dodaję miód. 

Sos malinowy:
20 dag malin (mrożonych)
500 ml czerwonego wina
2 łyżki cukru lub miodu
 
Maliny zagotuję z winem oraz cukrem lub miodem. Przecieram przez drobne sitko. Wątróbkę podaję na jabłkach skropioną sosem malinowym.


wtorek, 17 lutego 2015

Alkoholowo po Śródmieściu - Ostatki

Jeszcze 15 lat temu bary zakąskowe kojarzyły się jednoznacznie z mordowniami. Dziś są tak powszechne, że można w nich przebierać jak nie porównując w ulęgałkach. Większa kulturka czy lekko dadzą w mordę. Hipstersko. Awangardowo. Na luzie lub trendy...

Etap fascynacji "Przekąskami Zakąskami" mam za sobą. Lokal się przeniósł z Krakowskiego a ja płakać nie będę. Podejście właściciela do płacenia czynszów skutecznie mnie zniechęciło a ich śledzie i wódka już tak nie smakowały.  

 Ale dowiedziałam się, że kultowa postać z "Przekąsek..." ma własny lokal na Ludnej. Nazwa się a jakże "Przekąski u Romana". W stylu "prawdziwej" Warszawy, z wielkim posterem Pałacu Kultury i Nauki. Zestaw zakąsek odpowiedni a wódeczkę do stolika przynosi sam pan Roman. 

"Pijalnie wódki i piwa" i "Między wódką a zakąską" czyli klony lokalu z Krakowskiego na dłuższą metę mnie nie przekonały. Podobnie "Pewex" i jakoś całe to zaplecze Nowego Światu mnie nie wciągnęło choć polecam i doceniam. Nie z mojej bajki jest "Pictures" czy "Paparazzi". Modny "Plan B" nie zachwyca zwłaszcza, że z wyborem alkoholi szału nie ma. Max na Kruczej wybór ma i dodatków i alkoholi ale reszta okazuje się być nie w moim klimacie. "Głębokie Gardło" poniżej oczekiwań. 

No więc, z lekkim zniechęceniem możecie spytać, co jest właściwie "na tak" jeśli chcemy alkoholowo pozwiedzać Śródmieście Stolicy? 

Przyznam, że moim pupilkiem jest "Karmnik" LINK. Odpowiadam mi tam dosłownie wszystko. Lokalizacja, wystrój, obsługa, wybór, przekąski. Dla znudzonych wzorowanymi na PRL barach wprost idealna propozycja. No i te ich shoty... 

Zaraz za nim plasuje się "Solec 44" LINK. Bo choć to nie bar zakąskowy to mają tu dobry wybór niebanalnych alkoholi od piwa po wódkę. Taką na przykład ziemniaczaną Baczewskiego. Do tego mają serce, żołądek i inne podroby a to dla mnie już raj...

Dla genialnych śledzi i nie z beczki czy octu warto zajrzeć do "Kraken Rum Bar" LINK. Jak sama nazwa wskazuje dają tu rum. I wybór duży i selekcja. Tak mi się skromnie wydaje. A ja przyznam szczerze poza wódką, która powinna być czysta i zimna. Ominę tu porównania typu czysta jak umysł modela i zimna jak serce teściowej... no właśnie ominę.. Więc poza wyżej wspomnianą wódką lubię rum i tequilę. A jeszcze bardziej drinki na nich robione. Gdybym lubiła whisky to może poleciłabym bez zastrzeżeń "Warszawską Pijalnie Whisky" LINK ale jako, że nie piję to mogę tylko odnotować istnienie specjalistycznego lokalu w tym temacie. 

O "Lokal Bistro" nie wspomnę bo mi się nóż w kieszeni otwiera.. Ach wy wysokogatunkowe wódki jednoskładnikowe...

Duszę do niebanalnych drinków i modne podejście sezonowe :) mają w "Pies czy suka" LINK. Co prawda czuć tam hipsterem w każdym kącie ale gdzie teraz nie czuć. Słowo to zresztą stosowane jest mocno na wyrost i trzeba przeczekać aż moda na nie minie. Wracając na Szpitalną 8 to jest to lokal gdzie tworzenie drinków traktowane jest z wyraźnym pietyzmem.

Jeśli jednak wolicie coś z klimatu "warszawskiego" to "Bar Warszawa" czy to w wersji zwykłej czy de lux omińcie a za to poświęćcie kilka kwadransów na kilka głębszych w "Życiu Warszawy" LINK. Lokal w Alejach Jerozolimskich wychodzi poza ramy typowej lokalnej zakąskowni. Mają więc w niewymuszonych cenach....Finlandię, prosecco, Danielsa. No i wina też "tanio". Zakąski sensowne i ... 

A skoro o alkoholowych wyjściach mowa to jeszcze polecenia w dwóch tematach:

TRZY MIEJSCA NA PIWO
Na piwo mogę polecić bezapelacyjnie najlepsze w mojej ocenie miejsca: kultową już "Czeską Basztę"  LINK, gdzie na czeskie piwo wpadają nawet anioły (kto nie wie o co chodzi niech przeczyta moją recenzję z Gastronautów) oraz "Kufle i Kapsle" LINK  z doskonałą selekcją nieprzemysłowych piw. Podobnie interesująco, zwłaszcza, że mają niezłe prosecco jest w "Cudach na Kiju" LINK.

TRZY MIEJSCA NA WINO
W temacie win aktualnie warte uwagi są: "Alewino" LINK .Dobra karta win bo nie preferująca klientów 100zł+ za butelkę. I małe- co- nie -co do wina na bardzo dobrym poziomie. Jak dla mnie pierwszoligowa od lat jest "Enoteca Polska" LINK. Podobnie jak "Mielżyński" LINK. Choć nie bez bólu przyznam, że dwie ostatnie propozycje to "drogie" wyjścia. Brakuje mi nonszalanckich knajpek z nie drogim winem i zakąskami (tapas barów). W których nie muszę płacić "frycowego" za chęć wypicia wina a nie mniej "wyrafinowanego" alkoholu....

sobota, 13 kwietnia 2013

Wątroba po pułtusku

Piątka ćwiartka... nieliczni wiedzą o co chodzi a ci wtajemniczeni i do tego zagorzali zwolennicy już oblizują się na samą myśl. Podroby. Nerki, grasica, mózg, serca, flaki i najpopularniejsza wśród nich ... wątroba. W kuchni mazowieckiej pani Szymanderskiej przepis klasyczny i smakowity. A Pułtusk? Cóż...sami się reklamują jako "miasto dobrze ułożone" a do tego z dobrymi tradycjami kulinarnymi jak sami za chwilę zobaczycie.


WĄTROBA PO PUŁTUSKU



0,5 kg wątroby wieprzowej
1 duża cebula
2 winne jabłka
1/2 cytryny
1 łyżeczka mąki
1 łyżka majeranku
sól, pieprz




 Wątrobę oczyszczamy z błon, kroimy na plastry, oprószamy mąką i smażymy, lekko rumieniąc. Pod koniec smażenia posypują solą i pieprzem. Umyte jabłka kroimy na ćwiartki, oczyszczamy, oprószamy majerankiem i pieczemy w piekarniku. Cebulę kroimy w talarki i zarumieniamy na maśle. Lekko skrapiamy wątrobę cytryną tuż przed podaniem.
Dobrze komponuje się z pieczonymi ziemniakami, brokułami i sałatką z pomidorów.

UWAGA: 
WĄTROBĘ MŁODEGO PROSIAKA KUPIŁAM POD HALĄ MARYMONCKĄ U PRZEUROCZEGO PANA RZEŹNIKA SPOD NUMERU 119. MIEJSCE WARTE POLECENIA.

Sam przepis jest znakomity, do tej pory unikałam wątroby świńskiej mając w pamięci koszmar mojego dzieciństwa (patrz: przesmażona podeszwa) a tutaj taka niespodzianka. Spróbujcie, ja będę do tego przepisu wracać.