wtorek, 26 lutego 2013

Przysmaki Warszawy - Zupa Pho

Pan Maciej Nowak zaproponował zupę Pho do plebiscytu na kultową potrawę warszawską już w 2010 roku. Jest bowiem przykładem zmian jakie przechodzi kuchnia stołeczna dzięki etnicznej ludności napływowej. Wybór ciekawszy niż pizza, kurczak w cieście czy wszechobecne makarony. Trudno mi polemizować bo sama należę do wielkich admiratorek Pho.

Pho to poprostu wietnamski rosół. Znacznie bliżej jej jednak do dania jednogarnkowego niż zupy. Zawiera bowiem i makaron ryżowy, świeże zioła jak i dodatek mięsny lub rybny. Sami możemz wzbogacić smak o marynowany czosnek, pastę z chilli, cytrynę lub świeże żółtko..magia smaku w naszych rękach....

Bulion w którym siedzą, bo nie mają miejsca pływać dodatki, zrobiony jest na porządnym wywarze z kości. Uzyskuje się go w dość długim procesie gotowania wołowiny, kości, przypalonej cebuli i przypraw. Mamy: cynamon, kolendrę, anyż , imbir, kardamon, nasiona kopru włoskiego i goździki.Najważniejszą rolę odgrywają jednak zioła: świeże i dość grubo krojone: kolendra, zielona cebulka, trawa cytrynowa, kiełki fasoli i tajska bazylia. 

 
Zupa która dziś podbija żołądki moich rodaków powstała najprawdopodobniej ok. 130 lat temu na północy Wietnamu.  Pierwsza restauracja w której serwowano PHO została otwarta już w 1920 roku w Hanoi. Jednak danie nie było popularne w Wietnamie Południowym aż do połowy lat 50 tych ubiegłego wieku. Rząd komunistyczny postanowił zamknąć wszystkie restauracje, kojarzące się jednoznacznie ze „zgniłym kapitalizmem” i zaczął promować jadłodajnie z PHO jako prostym i pożywnym posiłkiem dla robotnika. Żołnierze amerykańscy przywieźli ze sobą z nieudanej wojny mnóstwo złych wspomnień i przepis na PHO. 


Do moich ulubionych pho-miejsc należą: Toan Pho, przy ul. Chmielnej 5/7 i na ulicy Widok, mniej więcej pośrodku,  DU-ZA MI-HA.