środa, 31 grudnia 2014

Mijające trendy kulinarne

Na początku każdego roku guru, "geeki", wyznawcy foodi i gourmandziści w kraju i zagranicą prognozują kulinarne trendy. Ja postanowiłam sobie prześledzic je na końcu roku i sprawdzic co się "sprawdziło". National Restaurant Association, publikuje najbardziej liczący się raport „What’s Hot Culinary Forecast” (menu restauracyjne na podstawie info od szefów kuchni członków American Culinary Federation). Nie jest on miarodajny jeśli chodzi o nasz rynek ale warto przyjrzec się bo i tak każdy mu się przygląda:). Możemy też podewagowac sobie tak poprostu:) na temat wszelkich kulinarnych trendów....

Lokalne źródła zaopatrzenia - czyli rolnicy, sadownicy, hodowcy i rybacy jak najbliżej domu. Jak najbardziej regionalnie. Temat u nas rozwija się powoli. Wszystko zależy od prężności danego regionu. Kujawy z gęsiną mogą służyc za wzorcowy przykład. Lubelszczyzna od pewnego czasu promuje, z dobrym skutkiem, jagnięcinę. Tą szczyci się również Podhale. Trudniej jest niestety z informacjami gdzie można je kupic. Tych się trzeba naszukac. Wołowina i wieprzowina mają swoje certyfikaty (QMP, PQS) ale mnie osobiście one nie przekonują. To nadal "działanie" na zbyt dużą skalę. Wolałabym bardziej "bezpośrednio". Ryby "prosto z kutra" można już kupic w Stolicy, pisałam o tym dwa tygodnie temu na blogu LINK

Zwrócenie uwagi na dziecięce menu jest ważne. Choc to co proponowane jest w polskich restauracjach pod punktem "dla dzieci" trochę mnie rozczarowuje. Czy milusińscy naprawdę muszą jeśc tak schematycznie? Założenie, że dziecko nie zje ryby innej niż w paluszka albo puree zamiast frytek, jest śmieszne. Dzieci w przedszkolach i szkołach mają non stop programy o zdrowy odżywianiu ale mam wrażenie, że "zdrowe" nadal nie oznacza "fajne-smaczne-cool". Może warto to zmienic? Zmieniają to oczywiście: Szkoła na Widelcu i warszawski Slow Food. 

Restauracje z własnymi ogródkami to na razie nowośc ale za to bardzo smaczna i z sensem. Martwi mnie jednak kwestia diety bezglutenowej. Mam wrażenie, ba, przeświadczenie, że u nas to dieta odchudzająca. A przecież nie ma zabawy z celiakią. Jako osoba uczulona na gluten (wszystkie trzy zresztą jesteśmy) docenię jeśli w knajpach będę miec do wyboru co najmniej dwie pozycje wykluczające ten alergen. Zwiększenie udziału innych ziaren niż pszenica w menu też mnie cieszy - tu Tel Aviv Cafe.

Ostatnio odkryłam jaglaną (w krupniku, o którym niedługo napiszę) a grykę lubię w każdej wersji  (poza miodem:)). Pracuję nad zwiększeniem udziału w naszej kuchni orkiszu. A będę też robic "zamach" na  amarantusa. Ryż na szczęście jemy w ilościach odpowiednich.
Menu degustacyjne, to coś co wpisuje się idealnie w moje potrzeby recenzentki Gastronautów. Zwłaszcza, że moje rozmiary dzięki nim mogą zachowac "normę" przy jednoczesnym zwiększeniu możliwosci poznawczych:) - tu OpaslyTom

W raporcie mówią też o zainteresowaniu klientów pochodzeniem składników dań - podaniem konkretnych wytwórców, rolników czy hodowców. W Warszawie jest już kilka miejsc, które nie piszą tylko jakie są "slow foodowe" ale podają z imienia i nazwiska, swoich dostawców. Dla mnie to ogromny plus - np. Marrakesh

Burgerownie jak dla mnie "schodzą na psy". Popularnośc tego "dania" spowodowała obniżenie jego jakości. Są jednak nadal miejsca, gdzie dostaniem naprawdę dobrego burgera: dobrej jakości wołowina, własne sosy, porządne bułki. tu Burger-Bar.

Co do popularności to mam wrażenie, że sushi barów jest tak dużo jak kiedyś "chińczyków". A o dobrego chińczyka trudno... tu Nam Sajgon na Marywilskiej 44. 

Nadal rządzą - w sezonie - food trucki. Większośc podaje burgery ale są też warte uwagi z niebanalnym menu - tu Chyzy Wol.


Targi śniadaniowe mam nadzieję będą nie coraz większe, jak ten żoliborski. Każda pod dzielnica powinna skrzyknąc się raz w miesiącu na śniadaniowe slow spędzenie czasu. Smacznego czasu. A śniadanie przyjemnie zjeśc w Cafe De La Poste na Placu Konfederacji.

Bary zakąskowe w odwrocie. Z niektórych się cieszę - odwrotów ale zawsze będę polecac Karmnik na Piwnej. Tapas bary rozwijają się w stopniu dla mnie nie wystarczającym. Albo mam do nich daleko albo są tematem na bardziej zasobną kieszeń. Pierwsza klasa to Tapas Bar Romesco na Bielanach.

A na koniec polecam film Zielonego Instytutu na temat tego jak miejscy konsumenci dobrej jakości żywności mogą wspierać jej lokalnych producentów. 





A tutaj trendy na nowy rok przewiduje Agata Wojda, moja ulubiona szefowa kuchni.