wtorek, 4 czerwca 2013

W domu jadało się ...

Wspomnienia z dzieciństwa potrafią pojawiać się nagle. Wystarczy podobny zapach, ulica, odgłos, który kojarzy się z czymś z przeszłości... Pamiętam jak stałam w kolejce do sklepu rybnego. Gigantycznej kolejce, jak to zwykle w PRL, przed Świętami. Stałam i czytałam książkę. Dzięki tym kolejką zresztą rósł poziom czytelnictwa w społeczeństwie. Kiedy już doszłam do mało uśmiechniętej pani za ladą okazało się, że nie ma karpi ani śledzi a są za to czipsy krewetkowe i kalmary. No i z paczką pierwszych i kilogramem drugich powędrowałam do domu. Dziwne to były dania świąteczne...ale na szczęście zawsze była wigilia u Dziadków. 

I właśnie te śledzie mi się przypomniały. Naszła mnie chęć na nie. Śledzie w zalewie octowej. Podobne śledzie bardzo często robiła moja Mama w "gorszych czasach". Robiła zresztą tak i inne ryby. Podobno wtedy marzyłam o szynce...cóż czasy się zmieniają i ludzie. Teraz marzę o śledziach w zalewie octowej. Kto by pomyślał, Mamo...

Śledzie w zalewie octowej

1 kg tuszek śledzi oczyszczonych,
5 średnich cebul
mąką do obtaczania
olej do smażenia

Zalewa:
5 szklanek wody
1 szklanka octu 10%
1 szklanka cukru
2 łyżki soli
po 10 ziarenek ziela i pieprzu czarnego
5 liści laurowych
3 łyżki gorczycy białej

Cebulę obieramy i kroimy w krążki. Śledzie obtaczamy w mące i smażymy na rozgrzanym oleju na złoty kolor.  Przygotowujemy zalewę (z wody, octu, cukru, soli i przypraw) i zagotowujemy. Usmażone śledzie układamy w dużym słoju, każdą warstwę przekładając krążkami cebuli. Następnie całość zalewamy ciepłą zalewą i odstawiamy do wystygnięcia. Potem do lodówki na 48 godzinach. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam. Przeczytam.