Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zomato. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zomato. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2017

Sushi po warszawsku


Suszarnie jak popularnie nazywa się u nas sushi bary na stałe wrosły w krajobraz Stolicy, ba całego kraju. Omijają małe miasteczka i wsie ale już w dużych miastach i ich satelitach trzymają się świetnie. W samej Warszawie lokali serwujących sushi jest ponad 200. 

Dziś sushi nie jest już modą ale elementem kultury gastronomicznej. Niestety średnia jakośc produktów plasuje 80% tych lokali dośc nisko. Właściwie w mojej ocenie sushi dziś to "klasa" wyżej od kebaba. Pizza jest passe. Więc sushi i burgery, to się właśnie jada jak się jest z miasta stołecznego. 

Ostro "pojechałam"? Przykro mi nie jest bo tak właśnie sądzę. Zamiast dobrej jakości ryby mam "sałatkę" z tuńczyka z puszki. Ceny coraz bardziej przystępne ale sushi coraz dalsze nawet wersji amerykańskiej o japońskiej nie wspomnę. Widzę podobieństwo do kuchni chińskiej, gdzie dwie dekady temu "kurczak w cieście i sosie słodko-kwaśnym"  był jej reprezentantem. Jest jednak kilka miejsc wartych polecenia. 

Nippon-Kan Menu, Reviews, Photos, Location and Info - ZomatoNippon-Kan na Nowogrodzka 47A to klasyka kuchni japońskiej. Jeden z najstarszych funkcjonujących barów sushi. Tu zresztą można spotkac najwięcej japończyków na metr kwadratowy. Nippon-Kan to nie kolejna "suszarnia" to miejsce gdzie sushi jest serwowane z odpowiednią oprawą. Doskonałe tokio dragon maki, czy nagitoro maki.


Sakana Sushi Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato 
Dla mnie od lat trzymająca klasę Sakana na Moliera 4/6 i jej młodsza siostra również Sakana przy Burakowskiej. Może  mniej udana ale za to przecudnie położona na terenie fabryki koronek. Tutaj doskonale widac jak wiele zależy od tego kto przygotowuje sushi. Czy jest to Master Sushi czy Majster Sushi. To i tak lepiej niż jak "skręca rolki" pani Ania po 4 godzinnym przyuczeniu. 


Trzecim lokalem z "długą" tradycją serwującym sushi jest Sushi Zushi przy Żurawiej 6/12. Bezdyskusyjnie dobry poziom reprezentuje również niepozorne Besuto Sushi w pawilonach na tyłach Nowego Światu. 

Z młodszych lokali na uwagę zasługuje Youmiko Vegan Sushi Pomysł na vegańską wersję sushi jest nie tylko "trendy" jest obłędnie dobry. Nigiri z pomidorem i gunkan maki ze szpinakiem zdobyły moje serce i podbiły żołądek. Żoliborskie Mizu zachwyca niebanalnością. Krab piaskowy? Cytrusowy łosoś?  Małże Św. Jakuba? Moja ulubiona seriola z limonką i miętą! Jest czym zaskakiwac i zachwycac. Aktualnie to moje najukochańsze sushi-miejsce w kochanej Stolicy. Wysoka klasa składników, profesjonalne podejście od czubka noża po koniuszki palców kelnerki. Fakt, że wszystko robią na miejscu dzięki czemu mamy garantowaną indywidualnośc smaków a nie fabryczną powtarzalnośc półproduktów:). Szef Kuchni podbił moje serce i żołądek. Wrzucam kasę do świnki skarbonki na kolejną wizytę....


Ostatnim moim odkryciem jest Take Sushi ze Starej Miłosnej. Mają siostrzany lokal w Radości, podobno lepszy co mnie martwi. Nie jego jakośc ale fakt, ze do Płocka mam bliżej...ech.  W Take Sushi serwują sushi wyższych lotów, którego nie powstydziłyby się lokale w centrum Stolicy. Nie jest to sushi bar na miarę lokalu Jiro ale na tle bylejakości jaką sushi bary nabrały w ostatnim pięcioleciu to pozytywne zaskoczenie. Tym bardziej, że tak dobre sushi można spotkac na obrzeżach Warszawy. Świetny ryż. Doskonale doprawiony. Dobrze zrobione maki. Wszystko świeże i dobrej jakości. Nikt nie próbował "wcisnąc" pstrąga łososiowego zamiast łososia czy też "sałatki"  z puszkowego tuńczyka zawiniętego w rolkę. Nic z tych rzeczy. Klasyka podania amerykańskiej wersji sushi. Do tego seriola. Świetna ryba znana też pod nazwą hamachi. Japońska oczywiście i jak najbardziej komponująca się w sushi. No i na koniec rucola maki, właściwie to świetnie podane sashimi. Kupili mnie:)!

wtorek, 4 października 2016

Po Byku - rozważania na temat warszawskiej kariery burgera

Moda na burgery w stylu slow food przyszła na dobre do naszej Stolicy dwie dekady po otwarciu pierwszego  Macdonalda. Moda jak to moda przemija. Kwestią czasu jest aby z kilkudziesięciu burgerowni została jedna trzecia tych najbardziej lubianych. Nie napiszę najlepszych bo jakośc nie zawsze ma odzwierciedlenie w życiu gastronomicznym. Dobra lokalizacja, dopasowujące się menu w tym element niespodzianki, trzymanie poziomu to będzie istotniejsze niż sama jakośc produktu. Nie lubię połączenia slow-burgerów z rozwojem sieciowym więc na Bobby Burgery nie stawiam. Dla mnie slow nie może byc sieciowe, to się po prostu nie da pożenic. 


Burgery klasy gourment czy premium to wysokojakościowe mięso, bułka z prawdziwego zdarzenia nie nadmuchana jak wargi Natalii Siwiec i ciekawe dodatki. Mięso nie musi byc w wersji "mielonego kotleta" ani z wołowiny tu granice określa jedynie wyobraźnia kulinarna kucharzy. 

Moimi ulubionymi knajpkami z burgerami były pięc lat temu:
 Burger Bar Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato
Barn Burger Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato


i już nie istniejący Lokal Bistro, Aleksandra Barona. Na Olkuskiej dostaniemy mięso z Red Angusa, Black Angusa lub  Hereforda. Warto zasiąśc w trójkę przy jak najbardziej klasycznym wydaniu burgera i potrenowac swoje kubki smakowe na odbiór różnych gatunków wołowiny. W Barnie nie można odmówic "atakowi serca" albo nie natknąc się na "ponurego żniwiarza". Nazwy adekwatne do smaku, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. W Lokal-u mieli "pełen slow" bowiem dodatki były ze znanych ekologicznych gospodarstw i ze znanych lokalnych smaków tak jak camembert - Słupski Chłopczyk. W menu był mój ulubiony nie-mięsny burger: genialny dorsz z kapustą kiszoną, olejem lnianym i koprem.

Dziś każda dzielnica i podwarszawska gmina ma swoje burgerownie warte polecenia. W Legionowie poszłabym do Beef-burgera, na Ursynowie zjadłabym San Diego w Boys-meat-girls. Na prawnym brzegu Wisły pojechałabym za burgerem aż na Grochów do Fire-burger.
Po Byku Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomatoa na Żoliborzu.... tu mimo wysoko plasującej się burgerowej konkurencji: Burgerownia, Wild-beef, Yellow-cab wybiorę zawsze: Po Byku przy Metrze Marymont. Lokal usytuowany jest zaraz przy wejściu do uroczego zadrzewionego skwerku vis a vis szkoły pożarniczej w całkiem przyjemnym budynku ala osiedlowy sklepik czy też kiosk ruchu. Nie sposób go przeoczyc. Co do obsługi to mam mieszane uczucia. Brak mi bardziej serdecznego kontaktu z klientem. Zwłaszcza mocno oszczędzają na uśmiechu i zainteresowaniu. 




Na szczęście nie oszczędzają na dodatkach do burgerów i różnych wariacjach burgerowych. Mamy tu szesnaście wersji podania i każda z nich zasługuje na uwagę. Poza klasyką "z serem" i "bez sera" oraz opcjami dla wegetarian warto pokusic się o wbicie zębów w True Blue. Poza wołowiną (warto samemu wskazac sposób wypieczenia bo mała szansa, ze nas o to spytają) jest tu świetnie komponujący się ser pleśniowy z gruszką w occie, a całości dopełnia rukola i sos miodowo-musztardowy. Inne ciekawe smaki znajdziecie w Plum Bum powidła śliwkowe, w Tropic Topic mango i kolendrę a w Goat kozi ser i karmelizowaną cebulę. 

 
W Po Byku podają również steki, sałatki oraz krążki cebulowe i frytki stekowe. Te ostatnie mają jeden minus, są przemysłowe. Wolałabym aby podali frytki z ziemniaków a nie masy ziemniaczanopodobnej. Przy krążkach można tylko żałowac, że nie ma opcji "z sosem" bo aż się o to owe krążki proszą. Do picia w ofercie Po Byku jest ogromny wybór Bombilladrink (hit dla mnie to mirabelka) i Fritza (rządzi rabarbarowa!).



wtorek, 20 września 2016

Rozważania U Dziewczyn o kuchni sąsiedzkiej

Wszystko zaczyna się od porannej potrzeby wypicia kawy, zjedzenia śniadania, poczytania prasy, złapania oddechu...Od pozytywnego rozpoczęcia poranka. Potem już oczywiste się wydaje, że tylko namierzenie właściwego, pobliskiego nam miejsca rozwiąże wszystkie rozterki ducha .. i żołądka. Lokalne knajpki, takie po "sąsiedzku". Każdy z nas kto takie swoje Miejsce ma wie o czym mówię. 

Miejsce, w którym pyzata blondynka pod oknem przegląda ogłoszenia o pracy. Miejsce, gdzie "prawie" buldożkowi pana Jana, naleją wody do miski, podczas gdy jego pan będzie zjadał śniadanie po "wiedeńsku". Miejsce, gdzie panie zza lady znają z imienia lub historii 90% swoich klientów. Wiedzą co tamci lubią i same lubią to co robią. Bo to jest też ICH Miejsce. Sąsiedzkie. Lokalne. Smaczne. Czasem zagubi się tu ktoś "spoza" lokalnej społeczności i w najmniejszym stopniu nie odczuje, że jest "obcy". Jedynie, smętnie westchnie, bo w jego sąsiedztwie nie ma takiego Miejsca. Kiedyś L zaprowadziła mnie do dwóch takich knajpek na Mokotowie a Z do Kuchni Sąsiedzkiej na Powiślu. Można oczywiście szukac podpowiedzi w sieci, gdzie zjeśc jadą do nieznanej sobie dzielnicy.

Moda na lokalne knajpki trwa. Już nie zazdroszczę Krakowowi, jak jeszcze dwie dekady temu. Teraz sama w okolicy wiem, gdzie zanurzyc się na dwa kwadranse przyjemnego sam-na-sam ...kulinarnie oczywiście. Uwielbiam Czytelnię w okolicach AWF-u, Secret Life Cafe na Żoliborzu i Cafe De La Poste na Starych Bielanach

A wszystko to, te moje rozważania i nostalgie napadły mnie podczas odwiedzin, kolejnych i kolejnych w przeuroczym miejscu: U DZIEWCZYN na Żoliborzu.

U Dziewczyn Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Dziewczyny karmią świetnie. 

Czy to śniadanie w wersji różnych past do pysznego chleba. Estetycznie podane. Świeże warzywa. Wyrazista pasta rybna zaostrzająca apetyt. Jajeczna delikatna z wyraźną nutą nostalgii, za dzieciństwem, pożerałam ją łyżką a nie na kromce chleba. Trzecia pasta...ach..ta trzecia...była najsmaczniejsza...Bez łyżki się nie obyło...i dodatkowej porcji pieczywa.

Czy deser...och...beza z porzeczkami. W ladzie pysznie konkurowały o moje względy tarty i bezy. Tej z porzeczkami nie odmówiłam, choc wolę z żurawiną. Wiecie, taką dużą i świeżą.
 
Czy też genialne pielmieni albo buraczane kaszotto. Pielmieni to podobno mordercze danie. W XIX wieku dwóch syberyjskich kupców zmarło w wyniku przejedzenia tymi niepozornymi pierożkami. Wszystkiemu był winien zakład między nimi o to, kto zje więcej pielmieni. U Dziewczyn możemy wybrac porcje mniejszą lub większą, żadna jednak nie jest mordercza. Tu zamiast octu podana jest jednak cytryna co mi bardzo odpowiadało. Śmietana na stole była. Zabrakło musztardy i masła ale kto mówił, że to klasyczne, syberyjskie, "podanie"? Kaszotto buraczane z pęczaku, maślane i idealnie rozpływające się w ustach (nie, nie było rozgotowane) okraszono czterema zacnymi kawałkami koziego sera co dodawało smaku i aromatu całej potrawie. Świetne. Po prostu świetne.

Lokal jest przyjemny wizualnie. Wszechobecna biel nie przywodzi na myśl szpitala tylko rustykalną wieś anielską. Nie pod warszawską ale prowansalską. Kilka mocnych akcentów miejskich łagodzą tą sielskośc. I dobrze. Oczywiście! Na zewnątrz można poleniuchowac na deskach albo posiedziec przy małych stolikach. Stąd kilka kroków do Hali Marymonckiej...no może kilkanaście.
 
Zauroczyły mnie Te Dziewczyny, muszę przyznac.