wtorek, 7 marca 2017

Fasolka. Parówki. Ser

Coś nie w sosie jestem. Nic mi się napisac nie chce...a może nie tyle nie chce ile nie mam weny? Ewidentna chandra na przednówku mnie dopadła. Dziś "śmietnikowe" danie chociaż wg. przepisu rodem ze Stolicy.


Warszawianka

50 dag mrożonej fasolki szparagowej
25 dag parówek 
1/2 czerstwej bagietki 
4 jajka 
4 łyżki śmietanki
garść startego sera żółtego
garść posiekanej zieleniny (natka, szczypiorek) 
2- 3 łyżki masła (oryginalnie margaryna)
sól, pieprz, cukier 
tarta bułka do formy 
smalec/masło do formy


Fasolkę zamrożoną gotuję w osolonej i lekko ocukrzonej wodzie. Zostawiam na cedzaku do odcieknięcia. Parówki obieram z osłonek i gotuję przez 5 minut we wrzątku. Odcedzam i kroję w plasterki. Bagietkę kroję w kostkę i wstawić na chwilę do ciepłego piekarnika. Fasolkę mieszam z grzankami i parówkami a następnie wkładam do natłuszczonego naczynia do zapiekania. 


Jajka ubijam ze śmietanką, doprawiam do smaku solą i pieprzem, zalewam masę. Posypuję tartym serem wymieszanym z tartą bułką i wiórkami zimnego masła. Usunęłam z przepisu margarynę bo nie znoszę jej smaku i zapachu. Całośc wstawiam do nagrzanego piekarnika i zapiekam aż  jajka się zetną. 

Przed podaniem obficie posypuję posiekaną zieleniną. Warszawiankę można podac z czosnkowymi grzankami. To danie jest dobrym pomysłem na brak pomysłu na ciepłą kolację zimą. 

piątek, 3 marca 2017

Mąka. Jajo. Soczewica

Siedzę i czytam sobie o Annopolu.  To teren sąsiadujący z Bródnem częśc dzisiejszej   Białołęki. Przed Drugą Wojną Światową był odrębnym miastem. Miejsce nie cieszyło się dobrą sławą z uwagi na rzesze bezdomnych i bezrobotnych zamieszkujących te okolice w okresie Dwudziestolecia Międzywojennego. Nie była to jednak zupełna marginalizacja. Była instalacja gazowa i wodociągi. Czemu czytam o tym? Wychowałam się w "okolicy". Była instalacja i wodociągi. Nie było marginesu społecznego. No nie w takiej kondensacji. I było to kilka dekad później:). Znalazłam nawet ciekawy opis Annopolu boksera Jana Doleckiego:
 "Mieszkałem na Annopolu w baraku 35 m. 16, a po wojnie przemianowanym na Marywilską 12 m. 150. Pamiętam Annopol z czasów okupacji i po wojnie. Ten czysty i zadbany, z alejkami wśród baraków, utwardzonymi leszem i wytyczonymi białymi słupkami, co było zasługą dozorcy Kapuśniaka (...) Większość moich koleżanek i kolegów mieszkała schludnie i czysto, a poziomem inteligencji i dyscypliny nie odbiegaliśmy od innych mieszkańców Warszawy. Ja i mój brat Tadeusz w latach 50. byliśmy mistrzami i reprezentantami Warszawy w boksie. Uczyłem się w szkole nr 42 i z tej szkoły pozostał mi w pamięci pan Lancholc. Ten wybitny pedagog uczył nas, że tam, gdzie znajduje się godło państwa, należy zdjąć czapkę, a w tramwaju mówić pasażerom dzień dobry"
Zainspirowało mnie to do poszukania biednego dania kuchni warszawskiej, które spokojnie na Annopolu mogli jadac...e'st voila!


Kluski rwane z soczewicą


80 dkg mąki
2 małe jajka
15 dkg czerwonej soczewicy
2 cebule
1 łyżka masła
sól, pieprz

Soczewicę zalewam woda i odstawiam na kwadrans. Z mąki, soli i jaj wyrobiam ciasto. Dośc twarde ciasto. Wstawiam garnek z osoloną wodą. Na wrzątek wrzucam oderwane małe kawałki ciasta. Gotuję 5 minut. 

Na rozgrzane masło wykładam drobno posiekaną cebulę i szklę. Dodaję soczewicę i duszę do miękkości. Dosmaczam. Łączę kluski z soczewicą. 

Sugestia: Dobrze komponuje się do tego kiszony ogórek.